• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Chinatown [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent

[28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
08.03.2024, 14:38  ✶  

Nigdy nie myślał o tatuażu poważnie. Niektóre z nich były straszne - pozostawały na ciele dokładnie tak, jak o tym myślała Ginny - właściwie jako pomyłka. Zrobiony błąd, który szpecił zamiast zdobić. On myślał tak, a tymczasem osoba z tatuażem powiedziałaby: "szpecić? mi się podoba!". Krótka wymiana zdań, gdzie żadna ze stron nie zrozumiałaby drugiej - mogli tylko liczyć na wzajemną akceptację zdań. Tatuaż był w końcu sztuką. Dla jednego to, co piękne, było zupełnie obrzydliwe dla drugiego. Właściwie czy zgodziliby się z Guinevere co do wyboru? Czy wybrałaby coś... tak, na pewno wybrałaby coś bardzo symbolicznego, co do tego nie miał wątpliwości. Ale sam lubił stawiać na symbolizm. Na znaczenia, które miały w sobie więcej subtelności nawet w prostocie formy. W końcu niemal każdy kojarzył feniksa z odrodzeniem, ale to było też ciepło, dożywotnia wierność, głęboka przyjaźń i oddanie. Coś, o czym niewielu wiedziało. Feniksów nie dało się wytrenować, złamać. Mogłeś się z nimi zaprzyjaźnić i tak naprawdę chyba był bardziej oddanym towarzyszem od abraksana. Chociaż Laurent by tak nigdy nie pomyślał w stosunku do Michaela. Nie myślał o tatuażu poważnie - ale o nim myślał. Zastanawiał się, jakby to było - mieć na swoim ciele coś, co by ją upiększało, a przecież nie mógł myśleć o sobie niż doskonałości. Przynajmniej cieleśnie. Więc czy tatuaż nie był uszkodzeniem doskonałości? Ostatnio jego myślenie bardzo mocno się zmieniło. To, co wcześniej było nadmiernie wyuzdane, nie pasowało do tego, jak się pokazywał i jak chciał być odbierany przez ludzi, stało się mile widziane. Szukał piękna w zepsuciu i brzydocie. Stawał przed lustrem i podobało mu się to, że był zepsuty. Takim sposobem nie walczył z bliznami bo... podobał mu się ten brak ideału. Myślał: jeśli będę wystarczająco zepsuty może... Może co? Trochę jak strzał w kolano - bo "może mnie nikt nie zechce"?

- Trzeba było! Mądry po fakcie, ale na przyszłość nauka niemała. - Mimo specyficznego akcentu to, co mówił, było zrozumiałe. Musiał mieszkać tu od dawna, bo mówił bardzo płynnie po angielsku. Niektórzy by nawet powiedzieli, że może trochę za szybko, jakby trajkotał, jakby ta prędkość wypowiadanych zdań miała tutaj znaczenie. Nie wypluwał z siebie jednak słów z prędkością karabinu, jak to niektórzy potrafili. Szczególnie aukcjonerzy. Jako zainteresowana archeologią Guinevere wiedziała o tym zapewne najlepiej - ich ciężko było zrozumieć, chociaż ich angielszczyzna była zazwyczaj wypracowana do perfekcji. Musiała być. Musieli się wypowiadać głośno i klarownie. - Dziękować za radę, dziękować. - Pokłonił się ze dwa razy szybko - nie zdziwiło to Laurenta tylko dlatego, że Chińczycy mieli jakąś niezdrową potrzebę wiecznego kłaniania się, a i tak miał odruch wyciągnięcia ręki i uspokojenia go, żeby przestał, że to przecież żadne wielkie odkrycie. Choć i tak, rzecz jasna, bardzo miło ze strony Ginny.

Mugole. Laurent był nimi zaciekawiony. Zafascynowany wręcz od czasu, kiedy dostał najpiękniejszy wiersz, z jakim się zetknął. Pewnie dlatego, że dla niego. Pewnie dlatego, że mówiący o nadziei. I to takiej płynącej z głębi serca. Nie miał z nimi właściwie żadnej styczności, ale strach - tak, bał się bezpośredniego, bliskiego kontaktu z nimi, bo nie wiedział, czego się spodziewać, czego oczekiwać. Tutaj też tak po prawdzie nie wiedział. Ale było to przykryte fascynacją, ciekawością, nie zdążył w zasadzie nabrać uprzedzenia, kiedy to wszystko tak... gładko pojawiło się tuż przed nim.

- Wiesz, że zastanawiałem się kiedyś nad tym? - Nie wiedziała, no bo skąd! Niektóre zabiegi w rozmowach były trywialne, ale i tak naturalnie wplotły się w kulturę, że były używane na co dzień. Jak ten mający stanowić zahaczkę na rozmowę. - Chętnie zobaczę w pierwszej kolejności więcej dzieł i zapoznam się z tematem. - Nic na już, nic na skok w przód! Zazwyczaj ciężko mu było akceptować całkowicie spontaniczne decyzje, bo mało się wpasowywały w jego życie, choć potrafił się do nich dostosować.

- Bardzo chętnie! Zapraszam, zapraszam! - Znowu się pokłonił i wskazał wejście. Wnętrze było dokładnie takie, jak można się było spodziewać - dominowała ciemna czerwień, bordo, z czarnymi dodatkami. Było tu bardzo jasno, słonecznie, a dodatkowe lampy tworzyły w przedsionku klimat, a jednocześnie zapewniały odpowiednie oświetlenie w miejscach pracy toczonej na fotelach. Dwie osoby właśnie się tatuowały - i rzeczywiście można było podziwiać mistrzów rzemiosła przy swoich dziełach. Laurent aż zrobił ze dwa kroki w kierunku mężczyzny o szerokich barkach, na którego plecach powstawał właśnie piękny, wielki tatuaż tygrysa otoczonego kwiatami.

- Piękne... - Aż mu się wymsknęło, chociaż uważał to co Ginny - co za dużo to niezdrowo. Podziwiał na innych, ale sam nigdy by się na coś takiego nie zdecydował.

- A tak, mówiłem! Najlepsi z najlepszych. - Mężczyzna z zadowoleniem podparł się na biodrach, przez moment przyglądając się pracy swojego pracownika, ale zaraz się oderwał od tego widoku i podał im okutą bordową skórą książkę większego formatu. - Proszę bardzo! Przykładowe wzory, mogą państwo obejrzeć. - Wskazał im wygodne fotele i kanapę, przed którą stał kawowy stolik ze świeżymi gazetami i magazynami czekającymi na przejrzenie. Laurent spojrzał na Ginny i zaprosił ją gestem, żeby bardziej z ciekawości w zasadzie zacząć z nią przeglądać, co tutaj proponowali.

- Gdybyś jednak robiła sobie tatuaż... na co byś postawiła? - Zadał w końcu to nurtujące go pytanie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (3183), Laurent Prewett (3678)




Wiadomości w tym wątku
[28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 01.03.2024, 20:17
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 02.03.2024, 22:03
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 03.03.2024, 21:08
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 04.03.2024, 22:13
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 05.03.2024, 19:30
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 08.03.2024, 00:49
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 08.03.2024, 14:38
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 10.03.2024, 23:16
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Laurent Prewett - 12.03.2024, 01:34
RE: [28.07.1972] Skrzypce i atrament | Guinevere & Laurent - przez Guinevere McGonagall - 14.03.2024, 09:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa