08.03.2024, 16:04 ✶
Panowała cisza.
Pora była już późna i mrok wziął w swoje posiadanie Dolinę Godryka: na niebie migotały gwiazdy, których nie dało się zobaczyć w Londynie i one oraz blady blask księżyca były jedynym źródłem światła. Zaklęcia wyciszające spowijały stodołę ciasnym kokonem, nie przepuszczając żadnych dźwięków i można by uwierzyć, że byli tutaj tylko oni troje, siedzący w oddali od zabudowań, z dala od wszystkich ludzi.
Tylko oni i ciemność.
Kark Patricka swędział. Zaczęło prześladować go to charakterystyczny uczucie, które jako auror na pewno świetnie znał – zdawało się mu, że ktoś go obserwuje. Takie przeczucie równie często okazywało się fałszem, jak i prawdą, więc niekoniecznie musiało cokolwiek oznaczać. A jednak… a jednak…
…gdyby się obejrzał, zdałoby się mu, że widzi, jak coś porusza się w mroku.
Wrażenie obserwacji ustąpiło jednak zaledwie chwilę później. Jeżeli coś, ktoś tam był, to znikł: teleportował się, odszedł, odbiegł. Może to było złudzenie. Może tylko jakieś zwierzę podeszło bliżej i umknęło między drzewa, kiedy zorientowało się, że w pobliżu byli ludzie.
A może wcale nie.
Pora była już późna i mrok wziął w swoje posiadanie Dolinę Godryka: na niebie migotały gwiazdy, których nie dało się zobaczyć w Londynie i one oraz blady blask księżyca były jedynym źródłem światła. Zaklęcia wyciszające spowijały stodołę ciasnym kokonem, nie przepuszczając żadnych dźwięków i można by uwierzyć, że byli tutaj tylko oni troje, siedzący w oddali od zabudowań, z dala od wszystkich ludzi.
Tylko oni i ciemność.
Kark Patricka swędział. Zaczęło prześladować go to charakterystyczny uczucie, które jako auror na pewno świetnie znał – zdawało się mu, że ktoś go obserwuje. Takie przeczucie równie często okazywało się fałszem, jak i prawdą, więc niekoniecznie musiało cokolwiek oznaczać. A jednak… a jednak…
…gdyby się obejrzał, zdałoby się mu, że widzi, jak coś porusza się w mroku.
Wrażenie obserwacji ustąpiło jednak zaledwie chwilę później. Jeżeli coś, ktoś tam był, to znikł: teleportował się, odszedł, odbiegł. Może to było złudzenie. Może tylko jakieś zwierzę podeszło bliżej i umknęło między drzewa, kiedy zorientowało się, że w pobliżu byli ludzie.
A może wcale nie.