08.03.2024, 16:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2024, 17:00 przez Brenna Longbottom.)
Rzut na windę
– Zapytam potem Sebastiana. Może będzie można ich ścigać za naruszenie zasad post mortem. Jestem pewna, że jest tam coś o niezadręczaniu żywych pod groźbą egzorcyzmów, może da się to podciągnąć pod ten paragraf – odparła, pakując się do windy. No nic nie mogła na to poradzić. Jak wczoraj bardzo starała się po prostu w stronę jego, Flosie i Luny nie patrzeć, tak trochę ją bawiło, jak zareagował na informację, że kobiety wcale nie musiały być młodymi, uroczymi dziewczynami… – Nie wiem, czy dam radę cofnąć się tak daleko, ale zrobię, co mogę. Podzielę się rezultatami badań – przyrzekła z udawaną powagą.
Westchnęła tylko na jego podsumowanie, bo musiała przyznać, że nie brzmiało to dobrze, jak patrzyło się to pod kątem kontroli. Zasadniczo to do niedawna też się nie spowiadali. Wszystko zmienił wywiad Erika i Beltane, teraz więc faktycznie podchodzili do sprawy nieco paranoicznie. Poza tym…
– Gdyby po prostu nie mogli mnie znaleźć parę godzin, to nie byłoby nic takiego, ale już jak wiedzą, że nagle przepadłam z miejsca pracy i nie ogarnęłam polecenia służbowego… Pewnie już zaczęli planować mój pogrzeb – przyznała, oczyma wyobraźni nawet to widząc. Bo po prostu nie dało się, aby – gdy pół rodziny pracuje w Departamencie, tak samo jak bliscy przyjaciele – nie usłyszeli, że świstoklik nigdy nie doleciał do celu. A przecież po prostu stwierdzenie, że nie, jednak się tym nie zajmę, spadaj, wujku Caspianie, bardzo do Brenny nie pasowało.
– I może ten pogrzeb będzie potrzeby – dodała po chwili, podpierając się o ścianę windy, kiedy ta znowu zatrzęsła się i chyba spadła jeszcze niżej. - Trochę głupio przeżyć Beltane i zginąć w ministerialnej windzie.
Może było to zbyt absurdalne, a może Brenna była już zbyt zmęczona, bo nawet nie potrafiła się porządnie przestraszyć, a w tej chwili wizja śmierci w windzie zdawała się całkiem realna. Ba, wręcz uśmiechnęła się mimowolnie, bo w tym nieee, kurwaaa wychwytywała pewne podobieństwa do Vincenta i zaczęła mieć wrażenie, że to jakaś rodzinna tradycja z tymi kurwami...
– Lestrange dał mi czterolistną koniczynę, ale nie podziałała – mruknęła, nawet nie oburzając się o sugestie, że to wszystko jej wina. Nie zamierzała się o to kłócić, jeżeli miał ochotę ją obwiniać – chociaż jako żywo, nie popsuła przecież ani tego świstoklika, ani tej windy, a chociaż miała skłonności do pakowania się w kłopoty, to do tej pory na ich liście nie było czegoś takiego… Uniosła różdżkę, ale Atreus rzucił zaklęcie pierwszy – drzwi rozsunęły się.
Jakieś trzy czwarte ich wysokości znajdowało się na wysokości ściany. Na dole jednak był prześwit – dało się przecisnąć i zeskoczyć z powrotem do atrium. Oczywiście, przy optymistycznym założeniu, że winda, wciąż lekko drgająca, nie poruszy się choć przez parę sekund i nie skończy się to na upadkiem albo jakimś malowniczym zgnieceniem. Brenna wyobraziła sobie to na tyle żywo, że spróbowała rzucić zaklęcie zamrażające na tę cholerną windę, by unieruchomić ją chociaż na moment – choć nie była pewna, jaki będzie rezultat, te windy pewnie przynajmniej częściowo były odporne na czary, by przy nich nie majstrować…
– Zapytam potem Sebastiana. Może będzie można ich ścigać za naruszenie zasad post mortem. Jestem pewna, że jest tam coś o niezadręczaniu żywych pod groźbą egzorcyzmów, może da się to podciągnąć pod ten paragraf – odparła, pakując się do windy. No nic nie mogła na to poradzić. Jak wczoraj bardzo starała się po prostu w stronę jego, Flosie i Luny nie patrzeć, tak trochę ją bawiło, jak zareagował na informację, że kobiety wcale nie musiały być młodymi, uroczymi dziewczynami… – Nie wiem, czy dam radę cofnąć się tak daleko, ale zrobię, co mogę. Podzielę się rezultatami badań – przyrzekła z udawaną powagą.
Westchnęła tylko na jego podsumowanie, bo musiała przyznać, że nie brzmiało to dobrze, jak patrzyło się to pod kątem kontroli. Zasadniczo to do niedawna też się nie spowiadali. Wszystko zmienił wywiad Erika i Beltane, teraz więc faktycznie podchodzili do sprawy nieco paranoicznie. Poza tym…
– Gdyby po prostu nie mogli mnie znaleźć parę godzin, to nie byłoby nic takiego, ale już jak wiedzą, że nagle przepadłam z miejsca pracy i nie ogarnęłam polecenia służbowego… Pewnie już zaczęli planować mój pogrzeb – przyznała, oczyma wyobraźni nawet to widząc. Bo po prostu nie dało się, aby – gdy pół rodziny pracuje w Departamencie, tak samo jak bliscy przyjaciele – nie usłyszeli, że świstoklik nigdy nie doleciał do celu. A przecież po prostu stwierdzenie, że nie, jednak się tym nie zajmę, spadaj, wujku Caspianie, bardzo do Brenny nie pasowało.
– I może ten pogrzeb będzie potrzeby – dodała po chwili, podpierając się o ścianę windy, kiedy ta znowu zatrzęsła się i chyba spadła jeszcze niżej. - Trochę głupio przeżyć Beltane i zginąć w ministerialnej windzie.
Może było to zbyt absurdalne, a może Brenna była już zbyt zmęczona, bo nawet nie potrafiła się porządnie przestraszyć, a w tej chwili wizja śmierci w windzie zdawała się całkiem realna. Ba, wręcz uśmiechnęła się mimowolnie, bo w tym nieee, kurwaaa wychwytywała pewne podobieństwa do Vincenta i zaczęła mieć wrażenie, że to jakaś rodzinna tradycja z tymi kurwami...
– Lestrange dał mi czterolistną koniczynę, ale nie podziałała – mruknęła, nawet nie oburzając się o sugestie, że to wszystko jej wina. Nie zamierzała się o to kłócić, jeżeli miał ochotę ją obwiniać – chociaż jako żywo, nie popsuła przecież ani tego świstoklika, ani tej windy, a chociaż miała skłonności do pakowania się w kłopoty, to do tej pory na ich liście nie było czegoś takiego… Uniosła różdżkę, ale Atreus rzucił zaklęcie pierwszy – drzwi rozsunęły się.
Jakieś trzy czwarte ich wysokości znajdowało się na wysokości ściany. Na dole jednak był prześwit – dało się przecisnąć i zeskoczyć z powrotem do atrium. Oczywiście, przy optymistycznym założeniu, że winda, wciąż lekko drgająca, nie poruszy się choć przez parę sekund i nie skończy się to na upadkiem albo jakimś malowniczym zgnieceniem. Brenna wyobraziła sobie to na tyle żywo, że spróbowała rzucić zaklęcie zamrażające na tę cholerną windę, by unieruchomić ją chociaż na moment – choć nie była pewna, jaki będzie rezultat, te windy pewnie przynajmniej częściowo były odporne na czary, by przy nich nie majstrować…
Rzut W 1d100 - 31
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.