11.12.2022, 01:40 ✶
W jednej chwili Brenna leżała na ziemi, jedną ręką próbując powstrzymać smoczognika przed schronieniem się pod jej marynarką, a drugą starając się zdusić płomień. W drugiej jakaś straszliwa siła poderwała ją do góry i postawiła do pionu - i Brenna była tym tak zaskoczona, że gdyby wciąż trzymała różdżkę, pewnie odruchowo wypaliłaby jakieś zaklęcie.
Liczyła sobie w końcu prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, a bieganie po lesie sprawiło, że miała trochę masy mięśniowej. Ostatni raz ktoś postawił ją na na nogi tak łatwo, szybko i skutecznie, kiedy miała jakieś czternaście lat. Tymczasem w jednej chwili obserwowała świat z poziomu ziemi, w drugiej perspektywa zmieniła się nagle, a czyjeś ręce dogaszały ogień. W dodatku na wysokości oczy widziała mniej więcej klatkę piersiową osoby, która właśnie poderwała ją z ziemi. Pewna nowość dla Brenny i to mimo tego, że jej rodzina słynęła raczej jako wysocy.
- Och - podsumowała elokwentnie całą sytuację, na tyle zbita z tropu, że pochylenie się i podniesienie różdżki zajęło jej całe trzy sekundy. Kolejnych trzech potrzebowała, aby poskładać fakty: uderzająca ją jaszczurka, płonący ogon, iskra na marynarce, okrzyki o ogniu. - Podpalił coś jeszcze? - spytała, nie patrząc jednak na kobietę, a spoglądając za nią, na uliczkę, z której wcześniej dobiegał krzyk o pożarze, i w której, Brenna mogłaby przysiąc, przez chwilę widziała coś, co wyglądało jak dym. Nie mogła jednak dostrzec żadnego ognia, a nawet po dymie nie pozostała już ani smużka... chociaż gdy Brenna wciągnęła głęboko powietrze w płuca, czuła coś, co wydawało się wonią spalonego materiału.
Żadnych śmierciożerców.
Żadnego wielkiego pożaru stulecia.
Wciąż zaciskała kurczowo palce na różdżce, ale upewniwszy się, że nie ma żadnej tragedii, obróciła z powrotem wzrok ku Reginie. Zadarła głowę, a potem zadarła ją jeszcze trochę, aby spojrzeć kobiecie w twarz. Rozpoznała Rowle nieomal od razu: może i nigdy się nie przyjaźniły, ale Brenna kojarzyła właściwie każdego, kto był w Hogwarcie dwa - trzy lata niżej lub wyżej niż ona (zwłaszcza, gdy był na roku z jej bratem), a Regina nie tylko zawsze wyróżniała się w tłumie, ale wręcz nad nim górowała.
- Hufflepuff, rocznik pięćdziesiąt cztery? - spytała, po czym spuściła wzrok na smoczognika, kryjącego się za klapą kurtki Reginy. - Jeśli nie przywykł do tłumu i nagłego ruchu, nie powinien latać wolno. Nie chcemy na Pokątnej smoczognika pani O'Leary.
Liczyła sobie w końcu prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, a bieganie po lesie sprawiło, że miała trochę masy mięśniowej. Ostatni raz ktoś postawił ją na na nogi tak łatwo, szybko i skutecznie, kiedy miała jakieś czternaście lat. Tymczasem w jednej chwili obserwowała świat z poziomu ziemi, w drugiej perspektywa zmieniła się nagle, a czyjeś ręce dogaszały ogień. W dodatku na wysokości oczy widziała mniej więcej klatkę piersiową osoby, która właśnie poderwała ją z ziemi. Pewna nowość dla Brenny i to mimo tego, że jej rodzina słynęła raczej jako wysocy.
- Och - podsumowała elokwentnie całą sytuację, na tyle zbita z tropu, że pochylenie się i podniesienie różdżki zajęło jej całe trzy sekundy. Kolejnych trzech potrzebowała, aby poskładać fakty: uderzająca ją jaszczurka, płonący ogon, iskra na marynarce, okrzyki o ogniu. - Podpalił coś jeszcze? - spytała, nie patrząc jednak na kobietę, a spoglądając za nią, na uliczkę, z której wcześniej dobiegał krzyk o pożarze, i w której, Brenna mogłaby przysiąc, przez chwilę widziała coś, co wyglądało jak dym. Nie mogła jednak dostrzec żadnego ognia, a nawet po dymie nie pozostała już ani smużka... chociaż gdy Brenna wciągnęła głęboko powietrze w płuca, czuła coś, co wydawało się wonią spalonego materiału.
Żadnych śmierciożerców.
Żadnego wielkiego pożaru stulecia.
Wciąż zaciskała kurczowo palce na różdżce, ale upewniwszy się, że nie ma żadnej tragedii, obróciła z powrotem wzrok ku Reginie. Zadarła głowę, a potem zadarła ją jeszcze trochę, aby spojrzeć kobiecie w twarz. Rozpoznała Rowle nieomal od razu: może i nigdy się nie przyjaźniły, ale Brenna kojarzyła właściwie każdego, kto był w Hogwarcie dwa - trzy lata niżej lub wyżej niż ona (zwłaszcza, gdy był na roku z jej bratem), a Regina nie tylko zawsze wyróżniała się w tłumie, ale wręcz nad nim górowała.
- Hufflepuff, rocznik pięćdziesiąt cztery? - spytała, po czym spuściła wzrok na smoczognika, kryjącego się za klapą kurtki Reginy. - Jeśli nie przywykł do tłumu i nagłego ruchu, nie powinien latać wolno. Nie chcemy na Pokątnej smoczognika pani O'Leary.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.