Zawiódł się słowami "nigdy więcej", jako że sam podkreślił o swojej dyspozycji w przyszłości. Ale nie przywiązywał się do jej wypowiedzi. Mówiła to teraz, następnym razem może powiedzieć coś innego. Był dobrej myśli.
— Bardzo dobrze. — Pokiwał głową, gdy potwierdziła "zasady", jakie sobie ustalili. Właściwie Geraldine mogła sobie o tym mówić komu chciała. Jonathan Urquart istniał dla mniej niż dziesięciu osób. Najgorzej oczywiście, gdyby informacje dotarły do właściciela ciała... Ale no pozamiatane. Gio mógłby się wściekać ile chciał, ale niczego by z tym nie mógł zrobić. Czasu się nie cofnie, a Jonathana nie odcałuje.
— Stąd w sensie do innego baru, czy chcesz się zbierać do domu?
Właściwie zdziwiłby się, gdyby chciała już iść. Było dość późno, ale też późno zaczęli swoje imprezowanie. A ta miejscówka nie była aż taka zła... A może jej chodziło o coś innego? O przeniesienie się do miejsca, w którym mieliby więcej prywatności? Umysł Jonathana obracał się na najwyższych obrotach, ale cierpliwie czekał na odpowiedź czarownicy. Nie zdawali sobie z tego sprawy, ale Geraldine wzbogaciła się dzisiaj o nowego, wiernego psa (czyt. "sfriendzonowała go").