"Gdzieś indziej".
Jo miał bardzo głupi wyraz twarzy w tym momencie. Trochę, jak gdyby faktycznie Geraldine musiała mu wytłumaczyć. Najlepiej wziąć za rączkę, zaprowadzić na miejsce i wyjaśnić wszystko przy pomocy ładnej książeczki z obrazkami.
Zerwał się, gdy rzuciła konkretną propozycją. Wstał od stołu, poprawił swoją komiczną kurteczkę i był gotowy do wyjścia.
— No to idziemy. To jak, chcesz może doświadczyć mojej świeżo nabytej umiejętności teleportacji? Jestem w tym bardzo dobry, lepszy niż Gio nawet!
To była prawda. Jonathan nie analizował zagrożenia, nie myślał o konsekwencjach. Po prostu cyk i myk. To chyba jedyna magiczna zdolność, której chciał się nauczyć i mu wyszło. Napawało go to dumą. Kto wie, może to on jest tym mądrzejszym? Tylko o wiele bardziej leniwym. Giovanni ma wielkie szczęście, że Jo nie zabrał się do pisania książek.
W pełnej gotowości, wyszedł z Geraldine z baru. W zależności od jej wyboru, teleportowali się na próg jej domu, bądź też rozpoczęli spacerek. Jonathan był w bardzo dobrym nastroju. Ostatni raz, kiedy tam był, ich spotkanie nie przebiegło milutko. Padły pewnego rodzaju wyznania, ale to wszystko było dziwne i niemożliwe. Kto wie, co stanie się teraz.