— Obawiam się, że z tych emocji żołądek mógłby odmówić współpracy — odparł cicho na pytanie Elliotta. Zanim usiądzie do jakiegoś porządnego posiłku, zdecydowanie musiał się przewietrzyć. Lub odwiedzić barek. — Za to nie odmówiłbym mocniejszego drinka. Może odzyskałbym kontakt z rzeczywistością, bo mam wrażenie, że z każdą minutą to wydarzenie pogrąża się w coraz większym chaosie.
Zgodnie z prośbą reporterki ustawił się do zdjęcia w taki sposób, aby dzieląca go z przyjacielem różnica wzrostu nie rzucała się aż tak mocno w oczy. Miał nadzieję, że Daisy wie co nieco o dobrym kadrowaniu i nie sprawi, że wyjdą karykaturalnie. W końcu chyba zależało jej na tym, aby okładka wyglądała estetycznie i przyciągała oko z pozytywnych względów, czyż nie?
Osobliwe, jak cholera, pomyślał z przekąsem, chociaż wiedział, że nie byłby w stanie wygłosić takiej odpowiedzi. To znaczy, oczywiście, mógłby się nią podzielić, jednak raczej nie zostałaby uznana przez reporterkę za wystarczająco wyczerpującą. Gdyby nie to, że jego siostra zniknęła gdzieś w tłumie, prawdopodobnie by ją tutaj zaciągnął, aby zdradziła publice, jakimi to motywami się kierowała, gdy obmyślała ten genialny plan. Niestety, Erik musiał obejść się smakiem i własną wyobraźnią i zamiast tego godnie reprezentować zarówno siebie, jak i rodzinę, licząc, że za parę minut młoda Longbottomówna nie uraczy nikogo sprzeczną wypowiedzią.
— Wszelkie zasługi należą się mojej siostrze. To ona zadbała, aby na licytacji pojawiło się tak wiele godnych uwagi eksponatów i kolacja również się do tego zalicza. Brenna zadbała o aspekt kreatywny, a mi pozostało pozwolić, aby wdrożyła go w życie. Po wspólnych ustaleniach. — Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu, nachylając się lekko w stronę dziennikarki. W dalszym ciągu był podirytowany tą sytuacją, jednak nie upadł jeszcze na tyle nisko, aby wepchnąć Bren pod Błędnego Rycerza i postawić ją w złym świetle. — Oczywiście, było to nieszablonowe. Dzięki temu zwróciliśmy jednak uwagę gości. Bądź co bądź, zebraliśmy się tutaj, aby wspomóc potrzebujących, a w tych czasach niestandardowe podejście potrafi wyjść na dobre, jeśli trzeba nagłośnić kwestie tego typu.
Czy brzmiał przekonywająco? Cóż, gdzieś pomiędzy występem Faye, doprowadzeniem do porządku kryzysu bobrowego i udzieleniem pierwszych wywiadów, miał okazję przemyśleć sprawę na tyle, aby zrozumieć, czemu Brenna podjęła taką nie inną decyzję. W końcu, jak to sama stwierdziła, z nią ludzie poszliby co najwyżej na spotkanie po to, aby ją utopić. Rodziców ciężko byłoby opchnąć, więc z najbliższej rodziny pozostawał tylko on. Byłby bardziej skłonny ku temu, aby robić z siebie ofiarę i narzekać na niesprawiedliwość tego świata, gdyby nie wypadek Nory. Przez to jedno, niefortunnie rzucone zaklęcie, zrozumiał, że nie miał wcale największego pecha podczas tego balu. Licytacja kolacji mogłaby skończyć się dużo gorzej.
— Nie mam powodu narzekać na wynik. Nietrudno zauważyć, że było całkiem sporo chętnych, a Elliott wykazał się nie tylko determinacją, ale też nadzwyczajną hojnością. W pełni zasłużył na swoją wygraną, więc mam tylko nadzieję, że wspólna kolacja go nie zawiedzie. — Zerknął lekko rozbawiony na blondyna, jak gdyby chciał sprawdzić jego reakcję na te słowa. — Poza tym znamy się nie od dziś, ale obowiązki służbowe, jak i prywatne zobowiązania utrudniały nam do tej pory zgranie terminarzy. Wygląda na to, że łut szczęścia Pana Malfoya w ostatecznym starciu z Seraphiną Prewett znacznie ułatwił nam życie. Kto wie, być może przy kolacji wpadniemy na parę pomysłów, jak zmienić naszą społeczność na lepsze? A może przejmiemy władzę nad światem?
Zaśmiał się cicho. Wątpił, aby przy daniu głównym zajmowali się podobnymi kwestiami, jednak Daisy nie musiała tego wiedzieć. W gruncie rzeczy każda wymiana zdań między nimi stanowiła wyjątkowe doświadczenie, więc poruszanie tematów zawodowych czy społecznych nie było wymagane, aby miło spędzili czas w swoim towarzystwie. Zależało mu na tym, aby podkreślić, że spotkanie z Elliottem jest dla niego ważne, ale jednocześnie nie chciał jawnie wskazywać, że miał go za swojego faworyta, gdy rywalizacja wśród gości zawrzała. Liczył, że drobny żarcik pod koniec pozwoli na zgrabne ukrócenie tematu
Biorąc pod uwagę, że prowadzili dosyć mało zobowiązujący wywiad w środku balu, panna Lockhart raczej nie zaczęłaby ich wypytywać, czy faktycznie planują przejęcie kontroli nad światem. To byłoby dosyć... niesmaczne. Zmarszczył lekko brwi na pytanie, czy spodziewał się, że kwota urośnie do tak pokaźnej góry galeonów. Wzniósł na moment oczy ku niebu, jak gdyby rewidował w ten sposób własne przewidywanie. W tym wypadku jednak miał praktycznie gotową odpowiedź i to zaskakująco zgodną ze stanem praktycznym.
— Absolutnie nie — odparł z rozbrajającą szczerością, zerkając w kierunku sceny. — Zaskoczyła mnie zarówno finałowa suma, jak i liczba zainteresowanych. Sądziłem, że zatrzymamy się maksymalnie na 500 galeonach, a i tego do końca nie byłem pewny. Nawet nieco się wystraszyłem tej finałowej kwoty. Nie sądziłem, że mógę być tak wysoko... wyceniony.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞