— No jasne, nie chcę policji na karku.
Serce mu stanęło na moment, gdy wspomniała, że nie mieszka sama. Znowu jakiś fagas zajmuje jej sypialnię? Na wspomnienie brata i tak się zamyślił. To on nie mieszkał u niej wcześniej? A może coś źle pamiętał? Jo mało kiedy cokolwiek pamiętał.
— Nie rzucać się w oczy w tym wdzianku? No nie wiem, Ger, trochę za dużo ode mnie wymagasz. Ale spokojnie, będę cicho.
Jonathan założył, że Astaroth z dziewoją będą już spać. Jeśli chodzi zaś o strój to absolutnie nienawidził podejścia do mody mugolskiej Giovaniego. Nigdy nie widział ludzi noszących takie ubrania. Podejrzewał, że Gio chodzi do sklepów z przedpotopową modą. A prawda była o wiele prostsza. Giovanni inspirował się strojami mugolskich celebrytów i gwiazd muzycznych. A jak wiadomo, typowi ludzie się tak nie noszą. Ale tego już nie wiedział.
Weszli do ślepej uliczki. Rozejrzał się uważnie, złapał Geraldine pod ramię i teleportował ich idealnie przed drzwi. Jakże to wygodne! A to menda z tego Giovanniego, że się nie nauczył tego wcześniej. To nie tak, że Jo sam mógł się tego podjąć w swoim czasie.
Poruszali się cicho i szybko. Poza namiętnym powitaniem piesków. Jonathan dał im, czego chciały. Lubił psiaki, bo potrafiły odróżnić go od Giovanniego.
W końcu dotarli do sypialni. Stary, znajomy widok. I bez fagasa w łóżku. Jo oparł ręce na biodrach i rozejrzał się. Jego pokój wyglądałby identycznie, gdyby takowy posiadał. Z jakiegoś powodu nigdy nie rozważał posiadania własnego pomieszczenia.
— W końcu mogę się tego pozbyć... — westchnął ściągając kurtkę. Rzucił ją gdzieś na bok i poruszał trochę rękoma w górę i w dół. Po chwili przyjrzał się i koszuli. — Chociaż teraz chyba wcale nie jest lepiej...
Koszula była jaskrawożółta. Z jakimiś falbanami. Paskudztwo.