08.03.2024, 22:16 ✶
Ten układ był jak diabelskie sidła, im mocniej walczył w nim o miłość i wyłączność, tym bardziej się dusił, nie miało to związku z wypowiadanymi słowami, bo i bez nich Morpheus go ranił tak głęboko, jak nikt inny. Godził się jednak na trwanie w tym poplątaniu, przyzwyczajał się do bólu i płonnych nadziei, inaczej odepchnąłby główny fundament przez jaki trwa i istnieje. Bał się pozostać bez tej relacji, bez czarodzieja u boku w tej czy innej formie.
Dłoń powoli zsunęła się w jego karku na pierś i po chwili znów byli tak daleko od siebie. Nie chciał tego, chciał być przy nim jeszcze chwilę, potrzebował choćby złapania za dłoń, krótkiego objęcia, pocałunku w policzek. Nie dostał tego. Nie upominał się o to, w końcu kim był, żeby liczyć na rozbudzające nadzieje czułości. Tak było lepiej. Zwyczajnie dali sobie odrobinę gorącej przyjemności, którą pachniało w całym pomieszczeniu. Bez czułości i romantyczności.
Naciągnął na siebie spodnie i stojąc plecami do niego zabrał się za krojenie ciasta, szukanie pojemnika. Zacisnął mocno zęby. Bolało, a mimo tego zaśmiał się z nim na wspomnienie o kolorach.
-Sam nie wiem. Na razie mam dużo na głowie. Póki co i tak siedzę w ziołach po łokcie.-nóż przeciął ciasto uwalniając więcej słodkiej woni maliny, której sok zabarwił ostrze na intensywną czerwień.-No i czeka mnie powrót to domu. Mama chce urządzić jakiś remont, mam jej pomóc. Nie mówiła tylko co chce remontować, to niby niespodzianka dla taty, a ja bym jak zawsze wszystko wygadał, a raczej on by ze mnie wszystko wyciągnął.-zaśmiał się, pakując ciasto do niewielkiego pudełka. Spory kawałek, od serca, jak zawsze, na dziś, na jutro, żeby Morpheus miał wiele okazji wracać do niego myślami gdy będzie je jeść.
Podszedł do stolika i odłożył na nie zapakowane ciasto.
-A u Nory bez zmian, tak samo dobrze. Nie wiem czy znów nie szykuje się jakaś impreza, ale przynajmniej więcej zarobię dzięki takim wydarzeniom.-dopowiedział, bez ani grama myślenia, sięgając do włosów Kosmosu, przesuwając kosmki, które uciekły na czoło w trakcie ich szamotaniny. Musnął subtelnie skroń, założył mu włosy za ucho, pogładził delikatnie policzek, patrząc, jak kolory na jego skórze mieszają się wytwarzając nowe plamy, jak krople atramentu kapane na taflę spokojnej wody.-Jeśli chcesz, możesz się zdrzemnąć i później iść.-łóżko było wolne i do jego dyspozycji, całe mieszkanie włącznie z właścicielem były do użytku Morpheusa, bo czy ich relację można było określić inaczej?
Dłoń powoli zsunęła się w jego karku na pierś i po chwili znów byli tak daleko od siebie. Nie chciał tego, chciał być przy nim jeszcze chwilę, potrzebował choćby złapania za dłoń, krótkiego objęcia, pocałunku w policzek. Nie dostał tego. Nie upominał się o to, w końcu kim był, żeby liczyć na rozbudzające nadzieje czułości. Tak było lepiej. Zwyczajnie dali sobie odrobinę gorącej przyjemności, którą pachniało w całym pomieszczeniu. Bez czułości i romantyczności.
Naciągnął na siebie spodnie i stojąc plecami do niego zabrał się za krojenie ciasta, szukanie pojemnika. Zacisnął mocno zęby. Bolało, a mimo tego zaśmiał się z nim na wspomnienie o kolorach.
-Sam nie wiem. Na razie mam dużo na głowie. Póki co i tak siedzę w ziołach po łokcie.-nóż przeciął ciasto uwalniając więcej słodkiej woni maliny, której sok zabarwił ostrze na intensywną czerwień.-No i czeka mnie powrót to domu. Mama chce urządzić jakiś remont, mam jej pomóc. Nie mówiła tylko co chce remontować, to niby niespodzianka dla taty, a ja bym jak zawsze wszystko wygadał, a raczej on by ze mnie wszystko wyciągnął.-zaśmiał się, pakując ciasto do niewielkiego pudełka. Spory kawałek, od serca, jak zawsze, na dziś, na jutro, żeby Morpheus miał wiele okazji wracać do niego myślami gdy będzie je jeść.
Podszedł do stolika i odłożył na nie zapakowane ciasto.
-A u Nory bez zmian, tak samo dobrze. Nie wiem czy znów nie szykuje się jakaś impreza, ale przynajmniej więcej zarobię dzięki takim wydarzeniom.-dopowiedział, bez ani grama myślenia, sięgając do włosów Kosmosu, przesuwając kosmki, które uciekły na czoło w trakcie ich szamotaniny. Musnął subtelnie skroń, założył mu włosy za ucho, pogładził delikatnie policzek, patrząc, jak kolory na jego skórze mieszają się wytwarzając nowe plamy, jak krople atramentu kapane na taflę spokojnej wody.-Jeśli chcesz, możesz się zdrzemnąć i później iść.-łóżko było wolne i do jego dyspozycji, całe mieszkanie włącznie z właścicielem były do użytku Morpheusa, bo czy ich relację można było określić inaczej?