- Cóż, Gio ma specyficzny gust. - Przywykła do tego, że był dosyć mocno ekscentryczny, nie przeszkadzało jej wcale, chociaż śmieszne ze sobą wyglądali, bo ona znowu w drugą stronę, zazwyczaj prezentowała się jak menel. Dzisiaj trochę wyjątkowo ubrała się w miarę estetycznie, chociaż niektórzy mieli z tym problem, przynajmniej chwilę wcześniej.
Z tym bratem, to była całkiem świeża sprawa, Yaxley miała na niego oko od kiedy stał się wampirem. Jaka to była ironia losu, że go to spotkało. Stał się tym, na co ona polowała. W życiu czasem tak bywa...
Po krótkim przywitaniu z psami mogli przejść do tego magicznego miejsca, którym była jej sypialnia. Geraldine kochała chaos, także Jonathana nie powinien dziwić ten widok. Triss skrzatka rodziców, czasem jej tu ogarniała, gdy Gerry prosiła ją by doglądała psów. Inaczej pewnie zgniłaby w syfie, ze swoim charakterem. Dzisiaj wcale nie było tak źle, względnie czysto poza tymi kilkoma rzeczami, które walały się po szafkach i stertą ciuchów na fotelu, który stał w kącie pokoju.
Zamknęła drzwi za Jonathanem, żeby nie daj Merlinie, nikt tutaj nie wszedł. Wolałaby uniknąć krzywych spojrzeń, a jej brat miewał problemy z prywatnością. Zdarzyło się, że wpadł jej do pokoju, kiedy była w trakcie różnych czynności, które niekoniecznie powinien widzieć, szczególnie z tymi obcymi typami, którzy bywali w jej sypialni.
- Może po prostu to też zdejmij? - Rzuciła mierząc go od stóp do głów. Na pewno bez tej koszuli będzie wyglądał tylko lepiej. Yaxley skorzystała z okazji i wsadziła sobie fajkę w usta, nałóg okropna rzecz. Podeszła też do okna, żeby je otworzyć, świeże powietrze na pewno się przyda. Zasłoniła przy okazji zasłony, nie wiedzieć czemu bała się, że ktoś może zajrzeć do środka, mimo tego, że mieszkanie znajdowało się na ostatnim piętrze. - No i rozgość się, nie stój tak. - Zachęciła go do tego, żeby poczuł się jak u siebie.