08.03.2024, 22:54 ✶
Niemal klepnął się w policzek, kiedy prześledził wzrokiem ruch tego tyłka, ale nawet gdyby uderzył się z całej siły z pięści, nic by to nie zmieniło w tym, że mimo usilnych prób namówienia samego siebie do gruntownej zmiany swojego charakteru... pozostawał wciąż tym samym, beznadziejnym, zdradliwym... sobą. Szują. Szują, którą przynajmniej dwie osoby miały za swoją szuję i zdawały się to jego szujstwo akceptować, ale to wcale nie wytrącało go z wiecznego poczucia winy płynącego z tego, z jaką łatwością przychodziły mu takie gesty - bo kiedy O'Dwyer odwrócił się w jego kierunku, Crow miał uśmiech, jaki wielu pewnie określiłoby mianem przynajmniej odrobinę flirciarskiego.
Na szczęście dla jego samopoczucia - miszmasz trudnych do zniesienia cech, jakie składały się na jego skomplikowaną osobowość gwarantował również to, że nawet przy zaiskrzeniu się gdzieś tam poniżej jego podbrzusza jakiejś wyjątkowo nietrzeźwej myśli - wciąż potrafił zgasić te myśli jak peta jakimś chamskim tekstem.
- Teraz w ogóle nie zrozumiałem, o czym próbujesz pierdolić, ale znając ciebie, to może lepiej. - Pokręcił głową, unosząc szklankę do góry. - Naprawię ci to radio, zanim reszta klientów wysunie podobne wnioski. - A później tego drinka wyzerował, w szczeniacki sposób popychając pustą szklankę w kierunku barmana. Ta zatańczyła na niej nieco niezręczny taniec, do rytmu uderzeń roztańczonych palców. Tak intensywny, jakby miała stoczyć się zaraz z krawędzi drewnianego blatu, ale jak to z tym czarusiem było - zatrzymała się w idealnym wręcz miejscu, tak żeby wzbudzić w człowieku jakieś emocje - bo niby brakowało włosa, z drugiej strony - nikt by czegoś takiego nie osiągnął ruchem ręki, nawet gdyby to nie była szklanka, a bączek. Więc Crow rzucił na to jakieś durne zaklęcie - ryzyko niepowodzenia wynosiło tutaj mniej niż zero.
- Nie. - Chyba nie powinien się do tego przyznawać. Z drugiej strony O'Dwyer i tak już go widział, więc chuj z tym wszystkim... - Więc jeżeli mnie tu widziałeś, to mnie nie widziałeś, Leo. - Faktycznie skinął głową w kierunku szklanki na znak, że chciał jeszcze jednego. - Te czekoladki to jakiś nowy towar, czy ci do nich poltergeist nasikał?
Na szczęście dla jego samopoczucia - miszmasz trudnych do zniesienia cech, jakie składały się na jego skomplikowaną osobowość gwarantował również to, że nawet przy zaiskrzeniu się gdzieś tam poniżej jego podbrzusza jakiejś wyjątkowo nietrzeźwej myśli - wciąż potrafił zgasić te myśli jak peta jakimś chamskim tekstem.
- Teraz w ogóle nie zrozumiałem, o czym próbujesz pierdolić, ale znając ciebie, to może lepiej. - Pokręcił głową, unosząc szklankę do góry. - Naprawię ci to radio, zanim reszta klientów wysunie podobne wnioski. - A później tego drinka wyzerował, w szczeniacki sposób popychając pustą szklankę w kierunku barmana. Ta zatańczyła na niej nieco niezręczny taniec, do rytmu uderzeń roztańczonych palców. Tak intensywny, jakby miała stoczyć się zaraz z krawędzi drewnianego blatu, ale jak to z tym czarusiem było - zatrzymała się w idealnym wręcz miejscu, tak żeby wzbudzić w człowieku jakieś emocje - bo niby brakowało włosa, z drugiej strony - nikt by czegoś takiego nie osiągnął ruchem ręki, nawet gdyby to nie była szklanka, a bączek. Więc Crow rzucił na to jakieś durne zaklęcie - ryzyko niepowodzenia wynosiło tutaj mniej niż zero.
- Nie. - Chyba nie powinien się do tego przyznawać. Z drugiej strony O'Dwyer i tak już go widział, więc chuj z tym wszystkim... - Więc jeżeli mnie tu widziałeś, to mnie nie widziałeś, Leo. - Faktycznie skinął głową w kierunku szklanki na znak, że chciał jeszcze jednego. - Te czekoladki to jakiś nowy towar, czy ci do nich poltergeist nasikał?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.