08.03.2024, 23:27 ✶
— W centrum odpowiedniej uwagi — odgryzł się, przywierając plecami do oparcia.
Gdyby zależało mu na byle jakiej atencji, to już dawno rzuciłby pracę w Ministerstwie Magii i został obibokiem na pełny etat, spędzając większość swojego czasu w ekskluzywnych klubach i lokalach. Zapewne nie mógłby się wówczas opędzić od reporterów, ich zaklętych piór i wielkich aparatów. Erik lubił mieć jednak kontrolę nad tym, co na jego temat piszą w mediach. A to już wymagało nieco finezji w kształceniu własnego wizerunku. Dobrze, że Brenna mu przy tym pomagała.
Zmrużył oczy, gdy Millie zignorowała jego komentarze. Powinien jej teraz suszyć głowę za ten pomysł z teleportacją, jednak... Moody nie była też dzieckiem, a Brygadzistką z krwi i kości, która w większości przypadków wiedziała, co robi. Nikt nie jest jednak nieomylny, pomyślał przelotnie, bo wychodził z założenia, że nawet przepowiednie wuja Morfeusza nie dyktowały stuprocentowej prawdy. Zawsze było pole do zmiany, do ludzkiej lub boskiej interwencji. Czy to, że się dzisiaj nie rozszczepili, było efektem takowego cudu?
— Nie wiedziałem, że w tarocie jest taka karta — sarknął, nie kalając języka ulicznym słownictwem, które pobrzmiewało w wypowiedzi jego towarzyszki. — Chyba przegapiłem tę lekcję w Hogwarcie.
Spiął się nieco, gdy zorientował się, do czego pije dziewczyna.
— Nie określiłbym tego od razu zbieraniem — mruknął przyciszonym głosem, opuszczając wzrok na blat stolika. — Chcieli ją porwać, bo im się sprzeciwiła. Nie bawili się w negocjacje, podbicie ceny czy coś w tym rodzaju. Dali jej jedną szansę, a gdy się nie zgodziła, przeszli do ataku.
Fakt faktem, chociaż Melinda nie zgodziła się na współpracę, tak nie oznaczało to, że inni wytwórcy pójdą w jej ślady. Każdy będzie oceniał warunki umowy własną miarę, porównując ze sobą korzyści i ryzyko. Było to brudne, ale czy od razu nielegalne?
Zamilkł na dłuższą chwilę, zastanawiając się, jakiej właściwie odpowiedzi od niego Moody. Incydent na Horyzontalnej ewidentnie nią poruszył. Może dopiero teraz zdała sobie sprawę ze skali ataków czarnoksiężników i tego, że nie polegały na prostym wyprowadzaniu ofiar z domów, a kryło się za tym coś nieco bardziej skomplikowanego? Wziął kolejny łyk kawy, krzywiąc się lekko. Zdecydowanie wolał herbatę, ale cóż... Na zmianę zamówienia było już za późno, więc musiał przełknąć jeszcze parę łyków gorzkiego napitku.
— To nie jest twój pierwszy dzień w robocie, Mills. — Wypuścił powoli powietrze przez usta. — Wiesz, tak samo dobrze, jak i ja, że z tymi atakami nic nie jest pewne. Złapaliśmy napastników, owszem. Dobrze dla nas i jeszcze lepiej dla pani Meadowes. — Co do tego faktu chyba żadne z nich nie miało najmniejszych wątpliwości: gdyby nie oni, Merlin jeden wiedział, co by się stało z tą kobietą. — Dopóki ich nie przesłuchamy i nie dokopiemy do ich personaliów, w gruncie rzeczy nic o nich nie wiemy. Trudno nawet określić, czy to faktycznie Śmierciożercy.
Pokręcił głową i uniósł dłoń nad kawę, aby para ją nieco ogrzała. Przypisywanie tych wszystkich napadów i porwań Śmierciożerców było po prostu... Łatwiejsze. Część z nich, owszem, była wynikiem działań autentycznych zwolenników Czarnego Pana. Jednak nie wszyscy. Za niektórymi incydentami stały osoby niezwiązane bezpośrednio z Czarnym Panem, ale pragnące dostać się do jego szeregów i poczuć na własnej skórze, jak to jest być częścią czegoś większego; podszywali się pod właściwych Śmierciożerców, goniąc ich ''chwałę'' z jęzorem na wierzchu. Naśladowcy.
— W kraju pełno jest ludzi, którym nie podoba się obecna władza. Pamiętasz Leacha? Nie było dnia, żeby go nie obsmarowali w jakiejś gazecie czy na ulicy. — Wzruszył sztywno ramionami. Współczuł mężczyźnie, jednak miał mieszane uczucia co do jego kadencji. — Ale dobijając do brzegu... Jest wysoka szansa, że trop się urwie. Chyba że kogoś wsypią i uda się ich powiązać z jakąś inną sprawą.
Gdyby zależało mu na byle jakiej atencji, to już dawno rzuciłby pracę w Ministerstwie Magii i został obibokiem na pełny etat, spędzając większość swojego czasu w ekskluzywnych klubach i lokalach. Zapewne nie mógłby się wówczas opędzić od reporterów, ich zaklętych piór i wielkich aparatów. Erik lubił mieć jednak kontrolę nad tym, co na jego temat piszą w mediach. A to już wymagało nieco finezji w kształceniu własnego wizerunku. Dobrze, że Brenna mu przy tym pomagała.
Zmrużył oczy, gdy Millie zignorowała jego komentarze. Powinien jej teraz suszyć głowę za ten pomysł z teleportacją, jednak... Moody nie była też dzieckiem, a Brygadzistką z krwi i kości, która w większości przypadków wiedziała, co robi. Nikt nie jest jednak nieomylny, pomyślał przelotnie, bo wychodził z założenia, że nawet przepowiednie wuja Morfeusza nie dyktowały stuprocentowej prawdy. Zawsze było pole do zmiany, do ludzkiej lub boskiej interwencji. Czy to, że się dzisiaj nie rozszczepili, było efektem takowego cudu?
— Nie wiedziałem, że w tarocie jest taka karta — sarknął, nie kalając języka ulicznym słownictwem, które pobrzmiewało w wypowiedzi jego towarzyszki. — Chyba przegapiłem tę lekcję w Hogwarcie.
Spiął się nieco, gdy zorientował się, do czego pije dziewczyna.
— Nie określiłbym tego od razu zbieraniem — mruknął przyciszonym głosem, opuszczając wzrok na blat stolika. — Chcieli ją porwać, bo im się sprzeciwiła. Nie bawili się w negocjacje, podbicie ceny czy coś w tym rodzaju. Dali jej jedną szansę, a gdy się nie zgodziła, przeszli do ataku.
Fakt faktem, chociaż Melinda nie zgodziła się na współpracę, tak nie oznaczało to, że inni wytwórcy pójdą w jej ślady. Każdy będzie oceniał warunki umowy własną miarę, porównując ze sobą korzyści i ryzyko. Było to brudne, ale czy od razu nielegalne?
Zamilkł na dłuższą chwilę, zastanawiając się, jakiej właściwie odpowiedzi od niego Moody. Incydent na Horyzontalnej ewidentnie nią poruszył. Może dopiero teraz zdała sobie sprawę ze skali ataków czarnoksiężników i tego, że nie polegały na prostym wyprowadzaniu ofiar z domów, a kryło się za tym coś nieco bardziej skomplikowanego? Wziął kolejny łyk kawy, krzywiąc się lekko. Zdecydowanie wolał herbatę, ale cóż... Na zmianę zamówienia było już za późno, więc musiał przełknąć jeszcze parę łyków gorzkiego napitku.
— To nie jest twój pierwszy dzień w robocie, Mills. — Wypuścił powoli powietrze przez usta. — Wiesz, tak samo dobrze, jak i ja, że z tymi atakami nic nie jest pewne. Złapaliśmy napastników, owszem. Dobrze dla nas i jeszcze lepiej dla pani Meadowes. — Co do tego faktu chyba żadne z nich nie miało najmniejszych wątpliwości: gdyby nie oni, Merlin jeden wiedział, co by się stało z tą kobietą. — Dopóki ich nie przesłuchamy i nie dokopiemy do ich personaliów, w gruncie rzeczy nic o nich nie wiemy. Trudno nawet określić, czy to faktycznie Śmierciożercy.
Pokręcił głową i uniósł dłoń nad kawę, aby para ją nieco ogrzała. Przypisywanie tych wszystkich napadów i porwań Śmierciożerców było po prostu... Łatwiejsze. Część z nich, owszem, była wynikiem działań autentycznych zwolenników Czarnego Pana. Jednak nie wszyscy. Za niektórymi incydentami stały osoby niezwiązane bezpośrednio z Czarnym Panem, ale pragnące dostać się do jego szeregów i poczuć na własnej skórze, jak to jest być częścią czegoś większego; podszywali się pod właściwych Śmierciożerców, goniąc ich ''chwałę'' z jęzorem na wierzchu. Naśladowcy.
— W kraju pełno jest ludzi, którym nie podoba się obecna władza. Pamiętasz Leacha? Nie było dnia, żeby go nie obsmarowali w jakiejś gazecie czy na ulicy. — Wzruszył sztywno ramionami. Współczuł mężczyźnie, jednak miał mieszane uczucia co do jego kadencji. — Ale dobijając do brzegu... Jest wysoka szansa, że trop się urwie. Chyba że kogoś wsypią i uda się ich powiązać z jakąś inną sprawą.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞