08.03.2024, 23:43 ✶
Facet mimo kiełkujących w nim obaw, wciąż drwił z niej ewidentnie. Na ten jej tekst, że wiedziała wiele rzeczy, wywrócił oczyma jeszcze raz, aż dziw brał, że mu jeszcze nie wypadły, bo Loretta wymusiła na nim nadużywanie tego gestu, bardziej niż wypadało. Czarodzieje zawsze mówili, jak to nie znali się na świecie, a później nie potrafili przejechać jednej stacji metrem, ani nie wiedzieli, czym jest sprzęgło. Tu nie chodziło nawet o jego zarozumiałosć - to był czysty fakt, nie dało się temu zaprzeczyć.
- No dawaj, ile to jest 2+2? Czym jest imponderabilia? - Powiedział takim tonem, jakby naprawdę chciał rzucić jej jakieś wyzwanie, ale po wyrazie jego twarzy od razu dało się odczytać, że w dupie to miał, teraz po prostu rzucał jakimiś durnymi tekścikami, jakby grali w kto ostatni się odezwie ten wygrywa. - Jedno drugiego nie wyklucza. - Oboje mogli być durniami równymi sobie, chociaż znając upodobania czystokrwistych, bogatych osobistości z Nokturnu (których niesamowicie nienawidził), miał prawo czuć się od niej sto razy lepszy.
Pokręcił głową, obserwując jej starania.
- Chodź tu, księżniczko. - Zbliżył się do niej, kiedy mu na to pozwoliła. - Obawiam się, że twoja dzisiejsza karoca to transport publiczny.
Po tym jak się do niej odzywał, mogła się pewnie spodziewać tego, że przerzuci ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków, a jednak nie zrobił ani tego, ani nie odwrócił się do niej, aby mogła wskoczyć mu na plecy, co wyglądałoby zapewne mniej sugestywnie, niż to na co się zdecydował - a podniósł ją do góry jak pannę młodą, którą miałby zaraz przeprowadzić przez próg ich nowego domu.
- Nie trzymaj mnie za szyję - powiedział, stawiając pierwszy krok. I żadne trzymanie go w jakikolwiek sposób nie było konieczne - silne ręce akrobaty, chociaż zmęczone po długim występie, niosły ją w sposób pewny i silny. W taki właśnie sposób opuścili Fantasmagorię, ale zgodnie z zapowiedzią zaniósł ją tylko tak daleko, aby mógł odebrać ją stamtąd Błędny Rycerz.
- No dawaj, ile to jest 2+2? Czym jest imponderabilia? - Powiedział takim tonem, jakby naprawdę chciał rzucić jej jakieś wyzwanie, ale po wyrazie jego twarzy od razu dało się odczytać, że w dupie to miał, teraz po prostu rzucał jakimiś durnymi tekścikami, jakby grali w kto ostatni się odezwie ten wygrywa. - Jedno drugiego nie wyklucza. - Oboje mogli być durniami równymi sobie, chociaż znając upodobania czystokrwistych, bogatych osobistości z Nokturnu (których niesamowicie nienawidził), miał prawo czuć się od niej sto razy lepszy.
Pokręcił głową, obserwując jej starania.
- Chodź tu, księżniczko. - Zbliżył się do niej, kiedy mu na to pozwoliła. - Obawiam się, że twoja dzisiejsza karoca to transport publiczny.
Po tym jak się do niej odzywał, mogła się pewnie spodziewać tego, że przerzuci ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków, a jednak nie zrobił ani tego, ani nie odwrócił się do niej, aby mogła wskoczyć mu na plecy, co wyglądałoby zapewne mniej sugestywnie, niż to na co się zdecydował - a podniósł ją do góry jak pannę młodą, którą miałby zaraz przeprowadzić przez próg ich nowego domu.
- Nie trzymaj mnie za szyję - powiedział, stawiając pierwszy krok. I żadne trzymanie go w jakikolwiek sposób nie było konieczne - silne ręce akrobaty, chociaż zmęczone po długim występie, niosły ją w sposób pewny i silny. W taki właśnie sposób opuścili Fantasmagorię, ale zgodnie z zapowiedzią zaniósł ją tylko tak daleko, aby mógł odebrać ją stamtąd Błędny Rycerz.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.