09.03.2024, 00:11 ✶
Parsknął pod nosem, znowu dając się ponieść słowom Sebastiana. Uprzejmie jak uprzejmie. Bardzo to było litościwe ze strony stodoły, że nie chciała pod swoimi powałami pochować trzech czwartych składu Zakonu Feniksa.
- Czasami już dwa tygodnie przed końcem roku było wiadomo, który dom zwycięży – zauważył, przekrzywiając głowę. – I proszę szanować piwo kremowe – wtrącił się w ten rant egzorcysty na temat życia towarzyskiego. – Nawet teraz je lubię.
Znowu przyglądał się Macmillanowi, tym razem czując jakiś rodzaj dalekiej goryczy majaczący w żołądku. Tak, Patrick zdawał sobie dobrze sprawę, że Sebastian wiódł pewnie całkiem szczęśliwe i uporządkowane życie, ale jednocześnie trochę mu było szkoda chłopca, którego z własnej (lub nie) woli ominęły tak naturalne przygody jak szkolne imprezy.
- Wspaniale, dostaliśmy nawet z Brenną zaproszenie do zamku Roberta i Cataliny w Szkocji – odpowiedział na pytanie o wesele. Ale jego myśli mimowolnie zboczyły w stronę Clare. A potem w stronę martwego projektanta mody. – To głupie, ale… mam wrażenie, że ostatnio ciągle natykam się na duchy i nawet poznałem opętańca. - Patrick nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że wypowiadając drugą część zdania, spiął się i wstrzymał oddech.
Ale powiedział to. Bezimiennie przyznał się do znajomości z Clare. Nazwał po imieniu to czym się stała. Czemu w ogóle się nad tym zastanawiał, zamiast stać się najszczęśliwszym facetem na świecie, bo dziewczyna wróciła do niego nawet zza grobu?
Pojawienie się Neila wydało się Stewardowi całkiem przyjemną formą ucieczki. Nie wiedział tylko, czy oddalał się od niewygodnego tematu, od Sebastiana, który mógł poznać prawdę czy od własnych myśli.
Wzruszył bezradnie ramionami na niezadane na głos pytanie przyjaciela. Właściwie to nie wiedział wiele więcej od niego o ich nowym towarzyszu. A to, co wypatrzył, nie było raczej tematem do opowieści.
I wtedy poczuł się tak, jakby był obserwowany. Odruchowo zerknął za siebie, dotknął palcami karku, przy okazji ściągając z szyi szal, prezent który wylosował po wejściu na imprezę. Zmrużył oczy, zastanawiając się czy w ciemnościach naprawdę ktoś był, czy tylko mu się wydawało. Ostatecznie, przez całą kabałę związaną z Clare, z tym kim był i co spotkało go w ciągu ostatnich kilku miesięcy, mógł się trochę zrobić przewrażliwiony na swoim punkcie. A potem dotarło do niego, że w ciemnościach mógł kryć się jakiś dziennikarz z „Czarownicy” i gdy zobaczył akurat go, to odpuścił. Steward doskonale zdawał sobie sprawę, że był tym najmniej interesującym z Zimnych i powoli słabnące zainteresowanie mediów bardzo mu odpowiadało.
Dopiero pytanie Neila przywróciło go do rzeczywistości. Popatrzył na chłopaka uważniej, na chwilę omiatając spojrzeniem obandażowaną rękę.
- Och, potrzebujesz temblaka? – upewnił się, a potem wyciągnął ku niemu rękę z szalem. Był czarny i chociaż w ciemnościach stało się to mniej widoczne, srebrzyły się na nim gwiazdy, jakby wyciągał w jego stronę strzęp nocnego nieba.
Jeśli Enfer wziął go od niego, przez chwilę, gdy ich palce zetknęły się ze sobą, poczuł przenikające na wskroś zimno, jakby siedzący obok mężczyzna był albo chodzącym soplem lodu albo wyciągniętym z lodówki trupem.
- Czasami już dwa tygodnie przed końcem roku było wiadomo, który dom zwycięży – zauważył, przekrzywiając głowę. – I proszę szanować piwo kremowe – wtrącił się w ten rant egzorcysty na temat życia towarzyskiego. – Nawet teraz je lubię.
Znowu przyglądał się Macmillanowi, tym razem czując jakiś rodzaj dalekiej goryczy majaczący w żołądku. Tak, Patrick zdawał sobie dobrze sprawę, że Sebastian wiódł pewnie całkiem szczęśliwe i uporządkowane życie, ale jednocześnie trochę mu było szkoda chłopca, którego z własnej (lub nie) woli ominęły tak naturalne przygody jak szkolne imprezy.
- Wspaniale, dostaliśmy nawet z Brenną zaproszenie do zamku Roberta i Cataliny w Szkocji – odpowiedział na pytanie o wesele. Ale jego myśli mimowolnie zboczyły w stronę Clare. A potem w stronę martwego projektanta mody. – To głupie, ale… mam wrażenie, że ostatnio ciągle natykam się na duchy i nawet poznałem opętańca. - Patrick nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że wypowiadając drugą część zdania, spiął się i wstrzymał oddech.
Ale powiedział to. Bezimiennie przyznał się do znajomości z Clare. Nazwał po imieniu to czym się stała. Czemu w ogóle się nad tym zastanawiał, zamiast stać się najszczęśliwszym facetem na świecie, bo dziewczyna wróciła do niego nawet zza grobu?
Pojawienie się Neila wydało się Stewardowi całkiem przyjemną formą ucieczki. Nie wiedział tylko, czy oddalał się od niewygodnego tematu, od Sebastiana, który mógł poznać prawdę czy od własnych myśli.
Wzruszył bezradnie ramionami na niezadane na głos pytanie przyjaciela. Właściwie to nie wiedział wiele więcej od niego o ich nowym towarzyszu. A to, co wypatrzył, nie było raczej tematem do opowieści.
I wtedy poczuł się tak, jakby był obserwowany. Odruchowo zerknął za siebie, dotknął palcami karku, przy okazji ściągając z szyi szal, prezent który wylosował po wejściu na imprezę. Zmrużył oczy, zastanawiając się czy w ciemnościach naprawdę ktoś był, czy tylko mu się wydawało. Ostatecznie, przez całą kabałę związaną z Clare, z tym kim był i co spotkało go w ciągu ostatnich kilku miesięcy, mógł się trochę zrobić przewrażliwiony na swoim punkcie. A potem dotarło do niego, że w ciemnościach mógł kryć się jakiś dziennikarz z „Czarownicy” i gdy zobaczył akurat go, to odpuścił. Steward doskonale zdawał sobie sprawę, że był tym najmniej interesującym z Zimnych i powoli słabnące zainteresowanie mediów bardzo mu odpowiadało.
Dopiero pytanie Neila przywróciło go do rzeczywistości. Popatrzył na chłopaka uważniej, na chwilę omiatając spojrzeniem obandażowaną rękę.
- Och, potrzebujesz temblaka? – upewnił się, a potem wyciągnął ku niemu rękę z szalem. Był czarny i chociaż w ciemnościach stało się to mniej widoczne, srebrzyły się na nim gwiazdy, jakby wyciągał w jego stronę strzęp nocnego nieba.
Jeśli Enfer wziął go od niego, przez chwilę, gdy ich palce zetknęły się ze sobą, poczuł przenikające na wskroś zimno, jakby siedzący obok mężczyzna był albo chodzącym soplem lodu albo wyciągniętym z lodówki trupem.