Miała świadomość, jak wygląda typowe działanie Brenny. Ona umiała manipulować ludźmi, umiała wyciągnąć do nich pomocną dłoń w taki sposób, aby nie zorientowali się, że grają w jej grę. Pewnie podobnie zrobiła z Samem, chciała mu pomóc z racji na sytuację, jaka działa się w Dolinie. Kochana Brenna, martwiła się o wszystkich, którzy znajdowali się obok niej. Pamiętała, że i ona go znała, przynajmniej kiedy byli dziećmi, może ich relacja przetrwała do dzisiaj, wszystko wydawało się to potwierdzać.
- Rozumiem. - Nie widziała sensu, aby komentować to w jakiś inny sposób. Nie bywała w Warowni na tyle często, aby zauważyć jego obecność, teraz pewnie będzie pojawiała się tam jeszcze rzadziej, aby przypadkiem nie narazić się na niepotrzebne spotkania. Nie chciała rozdrapywać starych ran, nie miało to najmniejszego sensu. Ten jeden wieczór powinien dać jej odpowiedzi, a później wróci do rzeczywistości.
- Tak, to spełnienie marzeń, powiedzmy. - Zdarzyło się trochę później niż zakładała, miała to osiągnąć zdecydowanie szybciej, ale los tego nie chciał. No i jednak zakładała, że jej życie będzie wyglądało nieco inaczej. Przynajmniej częściowo marzenia się spełniły, nie mogła mieć w takiej sytuacji o nic żalu. Podchodziła do tego z pokorą, miała świadomość, że udało jej się to osiągnąć tylko dzięki ogromnemu samozaparciu i dyscyplinie. Wszystko zawdzięczała sobie. - Tak naprawdę dopiero zaczynam tworzyć to królestwo. - Kawiarnia istniała od marca, więc nie mogła zakładać, że uda jej się utrzymać popularność tego miejsca. Mogło stać się zupełnie inaczej. Zdecydowanie należała do realistów, których ukształtowało gorzkie życie.
-Och nie, nie przejmuj się, przecież to twoje miejsce, to znaczy Dolina, ja zawsze byłam tutaj tylko przybyszem, obcym który pojawia się i znika, zaburzenie spokoju to moja wina. - Nie obwiniała go w żaden sposób za to spotkanie, w końcu wiedziała, że tutaj mieszka. Prędzej, czy później doszłoby do spotkania, czy tego chciała, czy nie. Sytuacja z widmami zapewne nieco to przyspieszyła, ale powinna się spodziewać takiego przebiegu zdarzeń.
Siedziała na brzegu pomostu. Coś skłoniło ją do tego, by zsunęła ze swoich stóp buty. Miała chęć dotknąć tafli jeziora, póki lato jeszcze trwało. Jeszcze chwila i będzie zbyt późno na takie ekscesy. Woda była dosyć chłodna, słońce najwyraźniej mając coraz mniej czasu, nie było w stanie jej ogrzać na dłużej, nie był to jednak nieprzyjemny chłód, bo przynosił rześkość, której jej brakowało. Miała wrażenie, że styczność z wodą przyniosła jej otrzeźwienie, w końcu wlała w siebie dzisiaj całkiem spore ilości alkoholu. Noc była piękna, temu nie dało się zaprzeczyć.
Kiedy wreszcie Samuel dosiadł się do niej postanowiła zadać mu kolejne pytanie, które powodowało, że żołądek jej się przewracał. - Dlaczego mi wtedy nie powiedziałeś? - O matce, wydawało jej się jednak, że nie musi tego dopowiadać, że będzie wiedział o co jej chodziło.