09.03.2024, 12:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 12:38 przez Millie Moody.)
– Och wybacz, że Bucky nie dobija Twoich standardów. – prychnęła, ciągnąc z nim tę grę o uwadze, iskry rozbawienia i sarkazmu przemykały po szczupłej twarzy. Oczywiście, nie robiła tego, by dopiec Erikowi. To znaczy... robiła to dokładnie po to, by mu dopiec, ale niech ktoś spoza kręgu nazwałby go zadufanym bucem pchającym się na pierwsze strony proroka codziennego, a dostałby po mordzie szybciej niż zdążyłby wymówić skitiki-boo.
– Nie wiedziałeś, że jest karta Czarnego Chuja? Och, to musiało być na kółku zainteresowań. O patrz tutaj jest Sratka Cycatka – Milles pospiesznie przeglądała karty, by pokazać mu nagą blondynkę, która w otoczeniu gwieździstego nieba pochylała się nocą nad wodą, by nabrać jej trochę do dzbana – ...albo o... Drewniany Dildos – tu z kolei zaprezentowała mu Asa Buław, który rzeczywiście jakby tak zmrużyć oczy przypominał penisa zaprezentowanego jako drewniana różdżka, z której okazjonalnie wyrastało kilka świeżych zielonych listków. Ciężko było to jednak odzobaczyć, kiedy już raz zostało powiedziane. No ale oni tu nie o kartach...
– Zeznania, zeznania, dlaczego nie możemy po prostu zaaplikować im Veritaserum i po kłopocie – sarknęła zirytoewana na oczywiste procedury. Gdyby to od niej zależało, każdy jeden byłby przymusowo faszerowany tym, a następnie konsekwencje byłyby wyciągane. Choć się zająknął ze kiedykolwiek myślał o przyłączeniu do Śmiedziuchów.
– Erik, to niebyli naśladowcy. Naśladowcy bezmyślnie torturują mugolaków w ciemnych zaułkach. Tu był plan. Rozeznać się w tym co robi, złożyc jej propozycję. Zastraszyć ją, może obić tak, że potem w strachu przed kolejnym obiciem podjęłaby współprace. A nawet w wypadku zgonu... Cóż, to dobra karta przetargowa do rozmowy z innymi rzemieślnikami Ojć, chyba nie chcemy, żeby spotkał Was los pani Meadows – udawała głos przygłupiego debila, trochę pajacując, ale temat i jej myśli zdecydowanie pajacowymi nie były. Ot, sposób komunikowania myśli był czasem na tyle odklejony, że Ci, co ją nie znali, sądzili, że naśmiewa się z tej sprawy. Prawda była zgoła odmienna. To był sposób, mechanizm obronny na to, by poradzić sobie z napięciem. W głowie Milles to było już absolutnie pewne, że klubik kryptosadystów tworzy sekciarskie struktury, a te zawsze potrzebowały zaplecza podwykonawców, niekoniecznie należących do kultu, ale... uwikłanych w sprawę na najniższym szczeblu. Nieświadome mróweczki, do zapewniania zasobów. Przecież Śmierdziuchy nie kalały sobie dłoni pracą. Czysta krew im na to nie pozwalała.
– Liczę na te wspomnienia trochę, ale no tak wiem, wiem masz racje, najpierw dowody, potem działania...– burknęła, uderzając mocno plecami o oparcie siedzenia plugawej kawiarenki, która atmosferą bardziej przypominała zawszony pub. – Te jebane plotki serio mogą nic nie wiedzieć, to mógł być ich test ja pieprze... – Lubiła natychmiastowy payoff. Znicz w ręku, wygrana w kieszeni. Nagle poczuła, tak bardzo poczuła na barkach ciężar nie pojedynczej sieci, a całej jaskini wypełnionej pajęczynami, odnogami, fałszywymi zaułkami i śmiertelnymi pułapkami. A przyszli zapolować na pająki.
Jej palce zupełnie nieświadomie wybijały chaotyczny rytm na szklance, zaciśnięte usta marzyły za papierosem, a głowa uciekała do czasów, gdy największym problemem była kontuzja uniemożliwiająca udział w meczu. Odpłynęła myślą totalnie. Próbowała się ratować.
– Nie wiedziałeś, że jest karta Czarnego Chuja? Och, to musiało być na kółku zainteresowań. O patrz tutaj jest Sratka Cycatka – Milles pospiesznie przeglądała karty, by pokazać mu nagą blondynkę, która w otoczeniu gwieździstego nieba pochylała się nocą nad wodą, by nabrać jej trochę do dzbana – ...albo o... Drewniany Dildos – tu z kolei zaprezentowała mu Asa Buław, który rzeczywiście jakby tak zmrużyć oczy przypominał penisa zaprezentowanego jako drewniana różdżka, z której okazjonalnie wyrastało kilka świeżych zielonych listków. Ciężko było to jednak odzobaczyć, kiedy już raz zostało powiedziane. No ale oni tu nie o kartach...
– Zeznania, zeznania, dlaczego nie możemy po prostu zaaplikować im Veritaserum i po kłopocie – sarknęła zirytoewana na oczywiste procedury. Gdyby to od niej zależało, każdy jeden byłby przymusowo faszerowany tym, a następnie konsekwencje byłyby wyciągane. Choć się zająknął ze kiedykolwiek myślał o przyłączeniu do Śmiedziuchów.
– Erik, to niebyli naśladowcy. Naśladowcy bezmyślnie torturują mugolaków w ciemnych zaułkach. Tu był plan. Rozeznać się w tym co robi, złożyc jej propozycję. Zastraszyć ją, może obić tak, że potem w strachu przed kolejnym obiciem podjęłaby współprace. A nawet w wypadku zgonu... Cóż, to dobra karta przetargowa do rozmowy z innymi rzemieślnikami Ojć, chyba nie chcemy, żeby spotkał Was los pani Meadows – udawała głos przygłupiego debila, trochę pajacując, ale temat i jej myśli zdecydowanie pajacowymi nie były. Ot, sposób komunikowania myśli był czasem na tyle odklejony, że Ci, co ją nie znali, sądzili, że naśmiewa się z tej sprawy. Prawda była zgoła odmienna. To był sposób, mechanizm obronny na to, by poradzić sobie z napięciem. W głowie Milles to było już absolutnie pewne, że klubik kryptosadystów tworzy sekciarskie struktury, a te zawsze potrzebowały zaplecza podwykonawców, niekoniecznie należących do kultu, ale... uwikłanych w sprawę na najniższym szczeblu. Nieświadome mróweczki, do zapewniania zasobów. Przecież Śmierdziuchy nie kalały sobie dłoni pracą. Czysta krew im na to nie pozwalała.
– Liczę na te wspomnienia trochę, ale no tak wiem, wiem masz racje, najpierw dowody, potem działania...– burknęła, uderzając mocno plecami o oparcie siedzenia plugawej kawiarenki, która atmosferą bardziej przypominała zawszony pub. – Te jebane plotki serio mogą nic nie wiedzieć, to mógł być ich test ja pieprze... – Lubiła natychmiastowy payoff. Znicz w ręku, wygrana w kieszeni. Nagle poczuła, tak bardzo poczuła na barkach ciężar nie pojedynczej sieci, a całej jaskini wypełnionej pajęczynami, odnogami, fałszywymi zaułkami i śmiertelnymi pułapkami. A przyszli zapolować na pająki.
Jej palce zupełnie nieświadomie wybijały chaotyczny rytm na szklance, zaciśnięte usta marzyły za papierosem, a głowa uciekała do czasów, gdy największym problemem była kontuzja uniemożliwiająca udział w meczu. Odpłynęła myślą totalnie. Próbowała się ratować.