Ach, tak, niewygodna prawda, piękne kłamstwa... przerabiał ten temat miliony razy w swojej głowie. Ciągle błąkał się obok niego, albo i nawet w nim, przybierał różne formy, różne kształty, ale koniec końców dążył do tego samego - zabicia rzeczywistości, w której stoisz, żeby rozebrać ją z szat, albo ubrać w te najbardziej przekonujące. Bez znaczenia, w którą stronę się obróciłeś, tam zawsze czekała na ciebie zmiana. oczekiwana mniej czy bardziej, wypatrywana intensywniej, albo odwracasz wzrok, bo zmiany nie tolerujesz wcale. Liczy się sam fakt, że podejmujesz walkę, która była najcenniejsza, kiedy robiłeś to świadomie. Nie naznaczone przemyśleniem działanie tonęło w meandrach samopoznania, w którym przecież Philip nie był najlepszy. Starał się, otwierał swój umysł, pracował nad tym bardzo ciężko - Laurent mógł tylko podejrzewać, jakie to było dla niego trudne, dlatego go podziwiał, dlatego tak mu się przypatrywał i zastanawiał, co się działo pod kopułą tych złotych loczków. Z prawdą jednak było tak, że należało na nią uważać. Nie było wiele osób, przed którymi możesz się otworzyć, zaufać im, zawierzyć w pełni. To była nawet nie garstka - zazwyczaj jedna, dwie osoby. Bardzo dużo odwagi wymagało powiedzenie do Victorii pewnej niewygodnej prawdy, jaką było to, że Laurent... w gruncie rzeczy wolał mężczyzn. Zakochiwał się w niektórych kobietach, ale to nie z nimi chciał brnąć przez życie. To nie ich rąk pragnął na swoich biodrach na stałe.
Nott, Nott... Ach, tak, rzeczywiście, tak jak o tym pomyśleć, to jednak może nie była aż taka nieznajoma? Na pewno by ją rozpoznał, gdyby przyszło mu ją zobaczyć - był zbyt częstym bywalcem tego biura i nawet nie chodzi o kłopoty, w jakie się potrafił pakować i ostatnie częstsze wizyty tam. Miał trochę za dużo znajomości w tym biurze. I trochę za dużo krewnych. Z początku nie potrafił skojarzyć tego nazwiska z żadną konkretną postacią, a i był daleki do posądzania o to, że każdy z tym nazwiskiem jest rodzeństwem Philipa. Szczególnie, kiedy było mówione tylko o tym, że ma braci. Sławna. Ach tak, rzeeczywiście! Kiedy jego umysł przetworzył pewne fakty i nazwisko z imieniem jeszcze raz to jej obraz stał się nieco jaśniejszy. Nie zmieniało to jednak tego, że był nieco zażenowany i to samym sobą w tym wszystkim. Skandale ciągnęły się za rodziną Philipa, ale Laurent nie pamiętał wszystkich i niekoniecznie za każdym skandalem biegał, nawet jeśli przemykały mu czasami w gazetach.
- Owszem. Ludzie są różni i dla niektórych wychodzenie ze strefy komfortu, żeby poznać coś nowego, równa się niemal fizycznemu bólowi. Nie każdy przeżywa swoje życie szukając nowych doznań i chcąc poznawać świat. Niektórzy chcą żyć w spokoju w poznanych czterech ścianach. - Czy to było złe? Laurentowi było żal tych ludzi, bo nawet nie mieli szansy się przekonać, że coś lepszego może czekać ich ledwo dwa kroki za tymi ścianami. Nie chcieli jednak próbować. Te dwa kroki były przynajmniej o trzy kroki za dużo, za wiele. Znana tapeta, obrazy w ramach, szafka z zasuszonymi kwiatami - to było to, co znali i to, co dawało im poczucie bezpieczeństwa. Philip... nie był ani po jednej stronie ani drugiej, chociaż zdaniem Laurenta bliżej mu było tej osoby, która chce odkrywać i poznawać. W końcu jego eskapady wakacyjne były jednymi z ulubionych bajeczek Laurenta, których słuchał w łóżku.
- Nie przejmuj się. Jesteś osobą kierującą się pragmatyzmem, praktycznością, logiką. Podarowanie komuś bukietu kwiatów wydaje się romantyczne, ale jeśli spojrzysz na to swoimi oczami to przecież te kwiaty zajmują ręce, są niewygodne i zwiędną, zanim doniesiesz je do domu, prawda? - Rozumiał, jak działały umysły osób takich jak Philip - i nie mówił o tym w negatywnym wydźwięku, jego ton pozostał lekki. Owszem, miał całe pokłady wyrozumiałości, bo były pewne rzeczy, których nie oczekiwał i nawet nie chciał, żeby Philip na siłę starał się zmienić tylko po to, żeby mu podpasować. Po prostu... nie był takim człowiekiem. I to nie z takim człowiekiem się zaprzyjaźnił. Zaśmiał się na jego kolejne słowa.
- Ktoś kiedyś powiedział mi, że życie to dar. Nie chce go zmarnować. Nigdy nie wiesz jaka jutro przyjdzie karta, trzeba brać życie takim jakie jest. Sprawić by liczył się każdy dzień. - Zatrzymał się przy stolikach i spojrzał w kierunku baru, gdzie oferowano napitki różnej maści. - Jestem ostatnią osobą, która mogłaby się przeziębić pływając. - Futro doskonale chroniło przed wszelakimi warunkami panującymi w wodzie, a i bez niego Laurent zazwyczaj mniej marzł w wodzie niż poza nią. - Dotrzymałbyś mi towarzystwa przy chorobie, z gorączką? - Wiedział, że nie o to Nottowi chodziło, ale i tak spojrzał na niego z chochlikami w oczach, zaczepnie.