Obserwował jak Geraldine krząta się po pokoju zamykając wszelki dostęp świata zewnętrznego. Oprócz świeżego powietrza.
Zaczerwienił się, gdy zaugerowała zdjęcie koszuli.
— No wiesz, tak od razu? — Rzucił żartobliwie zirytowanym tonem. Ale koszuli nie ruszył. Za bardzo się wstydził. Poza tym, absolutnie nie było czym się chwalić. Urquartowskie ciało było dalekie od posiadania większych mięśni, niżby natura przewidywała dla zdrowego człowieka. Nie był też kościsty, czy z nadmiarem tkanki tłuszczowej. Taki ot zwyczajny facet.
Normalnie rozwaliłby się na łóżku Geraldine. Tak to zazwyczaj robił. Ale dzisiaj czuł się zbyt onieśmielony. Panicznie rozglądał się za jakimś elementem, który wywołałby dyskusję. Mógłby zwrócić uwagę na bałagan, ale to by była zbyt oczywista zmyłka.
— Jestem rozgoszczony. Po prostu sobie tak chwilę postoję, a co, nie można? — Odpowiedział w końcu.
Ruszył się też z miejsca, ale tylko po to, żeby podnieść swoją kurtkę i przewiesić ją przez oparcie jakiegoś krzesła, fotela, czy co ona tam miała. Tak bardzo nie wiedział, co ze sobą zrobić. Splótł ręce na piersi. Po chwili podszedł do Geraldine, wyjął jej fajkę z ust i poczęstował się. Zakasłał ostro.
— To jest akurat paskudne...