09.03.2024, 16:18 ✶
– Bez przesady, nie jest aż tak źle – zapewniła Brenna. Robiła nadgodziny, ale nie aż tak wiele – choćby dlatego, że czekały ją także sprawy Zakonu, ale tymi już zdecydowanie nie chwaliła się w pracy.
Podejrzewała, że wychowywano ją zupełnie inaczej niż Bulstrodów, chociaż ci też nie należeli do tych najbardziej konserwatywnych rodzin czystej krwi. Z jednej strony miała mnóstwo swobody, z drugiej kładziono nacisk na pewne rzeczy, które pewnie w ich domu nie były ważne. Ach i dochodził jeszcze fakt, że te więzy łączące mieszkańców Warowni były może momentami wręcz niezdrowo mocne – scementowane zwłaszcza w ostatnich latach, gdy zaczęła się ta sama wojna i narosło poczucie niebezpieczeństwa.
Można było się kłócić, czy to dobrze, czy źle. Zwłaszcza, że wyrosła jednak na kogoś trochę rozpuszczonego, kto przywykł stawiać na swoim.
– Gdyby nad twoim kominkiem wisiał miecz Godryka Gryffindora, pewnie też od małego świerzbiłby cię ręce, żeby zacząć ćwiczyć szermierkę – powiedziała, posyłając mu ostatni uśmiech, zanim pochyliła się nad własną bronią, aby upewnić się, że zostanie odpowiednio wyczyszczona i zabezpieczona, zanim znowu trafi do pochwy. – Taaak, moja największa słabość w szermierce to bodaj to, że nie jestem mężczyzną, a tego nie przeskoczę – stwierdziła, tym razem uśmiechając się nieco głupio. W przypadku większości starć fizycznych, niestety, jeśli mężczyzna i kobieta byli podobnie wyszkoleni, to on miał większe szanse.
Na całe szczęście dla Brenny, niewielu mężczyzn w świecie czarów szkoliło się aż tak pilnie.
– Chociaż ojciec powiedziałby, że za bardzo ryzykuję – dodała po chwili uczciwie. – Pewnie. Dlaczego nie? Powinnam znaleźć chwilę, może uda nam się zgrać grafiki – stwierdziła jeszcze, chociaż miała odrobinę wyrzutów sumienia, ale to w końcu był trening, a nie marnowanie czasu...
W każdym razie – pozostawało powoli zebrać się z ich tymczasowego pola treningowego.
Podejrzewała, że wychowywano ją zupełnie inaczej niż Bulstrodów, chociaż ci też nie należeli do tych najbardziej konserwatywnych rodzin czystej krwi. Z jednej strony miała mnóstwo swobody, z drugiej kładziono nacisk na pewne rzeczy, które pewnie w ich domu nie były ważne. Ach i dochodził jeszcze fakt, że te więzy łączące mieszkańców Warowni były może momentami wręcz niezdrowo mocne – scementowane zwłaszcza w ostatnich latach, gdy zaczęła się ta sama wojna i narosło poczucie niebezpieczeństwa.
Można było się kłócić, czy to dobrze, czy źle. Zwłaszcza, że wyrosła jednak na kogoś trochę rozpuszczonego, kto przywykł stawiać na swoim.
– Gdyby nad twoim kominkiem wisiał miecz Godryka Gryffindora, pewnie też od małego świerzbiłby cię ręce, żeby zacząć ćwiczyć szermierkę – powiedziała, posyłając mu ostatni uśmiech, zanim pochyliła się nad własną bronią, aby upewnić się, że zostanie odpowiednio wyczyszczona i zabezpieczona, zanim znowu trafi do pochwy. – Taaak, moja największa słabość w szermierce to bodaj to, że nie jestem mężczyzną, a tego nie przeskoczę – stwierdziła, tym razem uśmiechając się nieco głupio. W przypadku większości starć fizycznych, niestety, jeśli mężczyzna i kobieta byli podobnie wyszkoleni, to on miał większe szanse.
Na całe szczęście dla Brenny, niewielu mężczyzn w świecie czarów szkoliło się aż tak pilnie.
– Chociaż ojciec powiedziałby, że za bardzo ryzykuję – dodała po chwili uczciwie. – Pewnie. Dlaczego nie? Powinnam znaleźć chwilę, może uda nam się zgrać grafiki – stwierdziła jeszcze, chociaż miała odrobinę wyrzutów sumienia, ale to w końcu był trening, a nie marnowanie czasu...
W każdym razie – pozostawało powoli zebrać się z ich tymczasowego pola treningowego.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.