09.03.2024, 20:12 ✶
Słysząc słowo psychiatra... wyśmiał go. Zaśmiał się gorzko i nieodpowiednio, na krótki moment zabił ten klimat, ale nie dał samemu sobie za wygraną - nie dał też zniszczyć tej chwili samemu Perseusowi - zatkał jego usta własnymi, przygniatając go ciężarem swojego ciała.
Psychiatrzy powinni zajmować się cudzym zdrowiem psychicznym. Człowiek, jakiego spotkał w obskurnej alejce Nokturnu nie potrafił zadbać o samego siebie - jak miałby zadbać o pacjenta? Tak, ludzie nie byli idealni, nie można było oczekiwać, że każdy będzie wykonywał swój zawód z należytą o to dbałością, stanie się w tym niezaprzeczalnym geniuszem, ale nie robił sobie złudzeń - ktoś tak skrzywdzony przez los nie powinien trzymać w ryzach zdrowia... życia!
A później wydarzyło się to wszystko inne, leżeli tu w tej pościeli i nie do końca rozumiał, o co mu chodziło.
- Wyglądam, jakbym się gdzieś wybierał? - Przycisnął go do siebie mocniej, pocałował jeszcze raz i nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Obawa wydała mu się w świetle jego czynów... absurdalna (!), bo on wcale nie zamierzał przestawać - nie chciał kończyć tej chwili, nie chciał stąd odchodził - sam nienawidził, kiedy ktoś zostawiał go zaraz po. Ta chwila była najważniejsza, ta chwila była niczym dotykanie czyjejś bezbronnej duszy - dlatego dłonie Flynna nie puszczały go, zamiast tego powoli przesuwały się po nagim ciele, jakby badało jego zakamarki na nowo. Perseus przed i po - wpierw spięty, teraz - teraz chciał wyczuć to rozluźnienie, oddanie, ale wciąż widział w nim stres. Uszczypnął go w bok, przerzucił na plecy i wciskając swoje kolano pomiędzy jego nogi, lewą rękę umieszczając tuż obok leżącej na zwiniętym kawałku kołdry głowy - zawisł nad nim. Ale tylko na kilka sekund, po których spierzchnięte, rozgrzane wargi wróciły do jego ciała, tym razem częstując swoją obecnością nie tylko usta - schodził coraz niżej, próbując rozpalić go na nowo, zbierając palcami iskry jego ruchów. Trzymał go w miejscu, pod sobą.
Chciał być w tym miękki, jak puch otulający czyjąś egzystencję, ale on nigdy nie był naturalny w byciu delikatnym. Był tak delikatny, jak delikatne było połknięte, pokruszone szkło - do tych warg dołączyły zęby, do tych palców sunących po skórze dołączały się paznokcie. Wreszcie w rękach pojawiła się siła ciągnąca Perseusa w górę. Przewrócił się na plecy, jego lokując znów na sobie, okrakiem. W pozycji, w jakiej chciał się chyba znaleźć wtedy na fotelu, ale był w tym wyjątkowo niezdarny. Crow nie skomentował tego w żaden sposób - w ogóle nie zamierzał się odzywać. Drugi czarodziej mógł czuć się z nim bezpieczny - może i myślał o nim źle, ale w gruncie rzeczy, to o wszystkich myślał źle. I nie zachowywał się tak, jakby miało to nagle stać się końcem świata.
- Chcesz więcej, czy błagałeś mnie o to, żebym wytulił cię do snu?
Psychiatrzy powinni zajmować się cudzym zdrowiem psychicznym. Człowiek, jakiego spotkał w obskurnej alejce Nokturnu nie potrafił zadbać o samego siebie - jak miałby zadbać o pacjenta? Tak, ludzie nie byli idealni, nie można było oczekiwać, że każdy będzie wykonywał swój zawód z należytą o to dbałością, stanie się w tym niezaprzeczalnym geniuszem, ale nie robił sobie złudzeń - ktoś tak skrzywdzony przez los nie powinien trzymać w ryzach zdrowia... życia!
A później wydarzyło się to wszystko inne, leżeli tu w tej pościeli i nie do końca rozumiał, o co mu chodziło.
- Wyglądam, jakbym się gdzieś wybierał? - Przycisnął go do siebie mocniej, pocałował jeszcze raz i nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Obawa wydała mu się w świetle jego czynów... absurdalna (!), bo on wcale nie zamierzał przestawać - nie chciał kończyć tej chwili, nie chciał stąd odchodził - sam nienawidził, kiedy ktoś zostawiał go zaraz po. Ta chwila była najważniejsza, ta chwila była niczym dotykanie czyjejś bezbronnej duszy - dlatego dłonie Flynna nie puszczały go, zamiast tego powoli przesuwały się po nagim ciele, jakby badało jego zakamarki na nowo. Perseus przed i po - wpierw spięty, teraz - teraz chciał wyczuć to rozluźnienie, oddanie, ale wciąż widział w nim stres. Uszczypnął go w bok, przerzucił na plecy i wciskając swoje kolano pomiędzy jego nogi, lewą rękę umieszczając tuż obok leżącej na zwiniętym kawałku kołdry głowy - zawisł nad nim. Ale tylko na kilka sekund, po których spierzchnięte, rozgrzane wargi wróciły do jego ciała, tym razem częstując swoją obecnością nie tylko usta - schodził coraz niżej, próbując rozpalić go na nowo, zbierając palcami iskry jego ruchów. Trzymał go w miejscu, pod sobą.
Chciał być w tym miękki, jak puch otulający czyjąś egzystencję, ale on nigdy nie był naturalny w byciu delikatnym. Był tak delikatny, jak delikatne było połknięte, pokruszone szkło - do tych warg dołączyły zęby, do tych palców sunących po skórze dołączały się paznokcie. Wreszcie w rękach pojawiła się siła ciągnąca Perseusa w górę. Przewrócił się na plecy, jego lokując znów na sobie, okrakiem. W pozycji, w jakiej chciał się chyba znaleźć wtedy na fotelu, ale był w tym wyjątkowo niezdarny. Crow nie skomentował tego w żaden sposób - w ogóle nie zamierzał się odzywać. Drugi czarodziej mógł czuć się z nim bezpieczny - może i myślał o nim źle, ale w gruncie rzeczy, to o wszystkich myślał źle. I nie zachowywał się tak, jakby miało to nagle stać się końcem świata.
- Chcesz więcej, czy błagałeś mnie o to, żebym wytulił cię do snu?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.