Do Komnaty Śmierci, napłynęła informacja z prośbą o konsultacje, w związku z pewnym sprowadzeniem ciał znajdujących się w trumnach, przez jednego z pracowników Komnaty Przepowiedni. Travers usłyszawszy o tym, zainteresował się tematem, zatem wziął na siebie chęć udzielenia konsultacji i ujrzenia tych ciał.
Travers miał już niemal dwunastoletnie, bądź i trzynastoletnie doświadczenie w swojej pracy zawodowej, w Departamencie Tajemnic, Komnacie Śmierci. Nie ma co ukrywać, że współpraca między komnatami często przynosiła jakieś efekty. Rozwiązania, sugestie poszerzając czyjeś badania o dodatkową wiedzę. Komnata Śmierci była pojęciem ogólnym, bardzo szerokim. Stanowiącym pewien procent każdej innej. Śmierć dotyka każdego elementu, na czym niektórzy tutaj pracowali. Społecznego, naturalnego, kosmicznego, wymiarowego. Coś, co dało temu początek, daje też koniec. Inną drogę.
Nicholas w swojej odzieży, preferował zawsze czerń. Ciemne, zimne kolory. Niektórzy twierdzili, że praca weszła mocno w jego osobowość. Niewymowny, nie bywał zbytnio towarzyski. Nie był też wylewny. Najczęściej milczący. Odpowiadający jedynie na pytania. Rzadko mówiący od siebie cokolwiek więcej. Pracował starannie, mając nadzieję, że może kiedyś uda mu się uzyskać awans. Dzięki temu zrozumiałby, że jego praca nie idzie na marne. Jego poświęcenie karierze, zamiast stworzeniu rodziny. Przedłużenia rodu.
Ubrany w czarną koszulę i spodnie, a na to zaś szatę, trzymając w dłoni teczkę z możliwymi dokumentami do uzupełnienia w rubrykach, lub pergaminów do zapisywania notatek. W jego czerni, wyróżniały się blond włosy, a także oczy niebieskie o lodowym, chłodnym spojrzeniu.
Otwarciem drzwi, zasygnalizował swoje wejście. Swoją obecność. Zbliżył się do oczekującego obecności członka z Komnaty Śmierci, który najwyraźniej coś przeglądał. Analizował.
- Panie Longbottom.Przywitał się z czarodziejem starszym od niego. Możliwe, że wiekowo zbliżonym do Mulcibera, z jakim w ostatnich latach współpracował, w tym Departamencie. Pracownicy jednego piętra najczęściej się znali, widywali, rozpoznawali po nazwiskach czy z widzenia. A tacy, którzy byli dobrzy w swojej pracy, bywali często zapamiętywani.