11.12.2022, 13:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2022, 13:15 przez Brenna Longbottom.)
- Nie? Chcesz mi powiedzieć, że na Nokturnie mieszkają ludzie, którzy nie lubią ciasteczek? - spytała Brenna, po czym teatralnym gestem przycisnęła dłoń do serca, a na jej twarzy pojawił się wyraz udawanego przerażenia, jakby ta informacja była dla niej nie tylko szokiem, ale czymś skrajnie upiornym. - Wiedziałam, że mogę się tu natknąć na czarnoksiężników, złodziei, paserów i łobuzów, ale nie spodziewałam się czegoś aż tak strasznego. Gdybym miała o tym pojęcie, nigdy nie weszłabym na Nokturn sama.
Wiedziała oczywiście, że nie do końca to miał na myśli, ale po prostu nie mogła oprzeć się temu małemu teatrzykowi.
Zmianę koloru włosów Morgana dostrzegła, ale nijak jej nie skomentowała: nie pierwszy raz widziała ten efekt. Umiejętność metamorfomagii była czymś, czego mu trochę zazdrościła. Z drugiej strony zdawało się, że nie zawsze nad nią panował, a to już mogło być odrobinę kłopotliwe.
- Ach i zamówienie na przyszłość, dwie porcje wielosokowego - dodała jeszcze, chowając karteczkę. Wątpiła, aby Morgan przypadkiem miał akurat ten eliksir na stanie. Jeżeli dobrze pamiętała, wymagał rzadkich składników, przygotowywało się go przez wiele tygodni, a ją głowa bolała od samego patrzenia na sposób przygotowania. Pewnie prędzej wyczarowałaby słonia niż zdołała uwarzyć tę miksturę.
Podparła się o ladę, obserwując, jak Chang porusza się po pomieszczeniu. Gdy spytał o gnomy ogrodowe, na jej wargach zaigrał uśmiech.
- Tak. Małe dranie. Rok temu zeżarły wszystkie truskawki. Wyobrażasz sobie moje oburzenie, kiedy to odkryłam? Wywaliłam je z ogrodu zaklęciami, ale jakimś cudem na jesieni wróciły, a wczoraj przyłapałam jednego na jabłoni w sadzie. Tylko ja mogę łazić po naszych jabłoniach. - No dobrze, i każdy domownik, przyjaciel domu oraz przypadkowy gość, ale na pewno nie zamierzała pozwolić, aby gdy jabłka już zaczną pojawiać się na drzewach, zostały zeżarte przez gnomy. - Jeżeli da się je odstraszyć, to odstraszenie wystarczy. Nie chcę potem wygrzebywać ich trupów spod liści truskawek - oświadczyła lekko, bo nie była na tyle głupia, by zakładać, że Morgan nie miał tu żadnych trucizn. Po prawdzie zresztą podejrzewała, ze na Nokturnie częściej trują nimi szczury niż samych ludzi, bo tych pierwszych to było tutaj chyba więcej niż tych drugich... i sprawiały większe problemy. Nie widziała tez w gnomach ani ludzi, ani nawet tych przyjemniejszych zwierząt, a raczej szkodniki, więc sugestia ich otrucia nie zdawała się jej jakaś szczególnie szokująca. Ale jeżeli dało się to załatwić nieco bardziej pokojowo...
Wiedziała oczywiście, że nie do końca to miał na myśli, ale po prostu nie mogła oprzeć się temu małemu teatrzykowi.
Zmianę koloru włosów Morgana dostrzegła, ale nijak jej nie skomentowała: nie pierwszy raz widziała ten efekt. Umiejętność metamorfomagii była czymś, czego mu trochę zazdrościła. Z drugiej strony zdawało się, że nie zawsze nad nią panował, a to już mogło być odrobinę kłopotliwe.
- Ach i zamówienie na przyszłość, dwie porcje wielosokowego - dodała jeszcze, chowając karteczkę. Wątpiła, aby Morgan przypadkiem miał akurat ten eliksir na stanie. Jeżeli dobrze pamiętała, wymagał rzadkich składników, przygotowywało się go przez wiele tygodni, a ją głowa bolała od samego patrzenia na sposób przygotowania. Pewnie prędzej wyczarowałaby słonia niż zdołała uwarzyć tę miksturę.
Podparła się o ladę, obserwując, jak Chang porusza się po pomieszczeniu. Gdy spytał o gnomy ogrodowe, na jej wargach zaigrał uśmiech.
- Tak. Małe dranie. Rok temu zeżarły wszystkie truskawki. Wyobrażasz sobie moje oburzenie, kiedy to odkryłam? Wywaliłam je z ogrodu zaklęciami, ale jakimś cudem na jesieni wróciły, a wczoraj przyłapałam jednego na jabłoni w sadzie. Tylko ja mogę łazić po naszych jabłoniach. - No dobrze, i każdy domownik, przyjaciel domu oraz przypadkowy gość, ale na pewno nie zamierzała pozwolić, aby gdy jabłka już zaczną pojawiać się na drzewach, zostały zeżarte przez gnomy. - Jeżeli da się je odstraszyć, to odstraszenie wystarczy. Nie chcę potem wygrzebywać ich trupów spod liści truskawek - oświadczyła lekko, bo nie była na tyle głupia, by zakładać, że Morgan nie miał tu żadnych trucizn. Po prawdzie zresztą podejrzewała, ze na Nokturnie częściej trują nimi szczury niż samych ludzi, bo tych pierwszych to było tutaj chyba więcej niż tych drugich... i sprawiały większe problemy. Nie widziała tez w gnomach ani ludzi, ani nawet tych przyjemniejszych zwierząt, a raczej szkodniki, więc sugestia ich otrucia nie zdawała się jej jakaś szczególnie szokująca. Ale jeżeli dało się to załatwić nieco bardziej pokojowo...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.