• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence

[5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence
hedera
how i delight
in serene melancholy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (185 cm) i szczupły mężczyzna o urodziwej, choć zmęczonej twarzy w odcieniu porcelany. Spojrzenie mętne, włosy potargane, odzienie pomięte i niepasujące do siebie.

Laurence Selwyn
#7
18.03.2024, 00:09  ✶  
Wspomnienia opieszale wyłaniały się zza koralikowej zasłony. Zapach ścinek i lakieru do drewna drażnił zmysły, lecz nie w ten nieprzyjemny, duszący sposób - na nowo rozbudzał to, co lata temu Laurence zepchnął na krawędzie świadomości. To, co sprawiało, że miejsce to nieodzownie kojarzyło mu się z domem, choć wiedział, że nie ma prawa go tak nazywać. Amortencja pachnie mi twoim warsztatem. Tobą całym, chciał wyznać, ale spomiędzy warg nie wyrwał się najcichszy nawet szmer.

Nagle zdał sobie sprawę z tego, że cały jego świat skurczył się do tego małego pokoiku, a następnie implodował; zdawało mu się, że ściany napierają na niego z każdej strony, gotowe zamknąć go w szczelnym uścisku, pogrzebać na wieki pod hebanem, dębem i cisem. Zamknął oczy, czekając na koniec, ale kiedy ponownie je otworzył, zaplecze pozostało bez zmian.

Był tylko Garrick o jasnych oczach nawiedzających go podczas niespokojnych nocy i jego własny palący wstyd, jak zdążył zauważyć. Skinął głową, ale nie usiadł; zamiast tego zacisnął dłoń na pluszowym obiciu oparcia, tak mocno, że aż pobielały mu przy tym knykcie - jakby musiał upewnić się, że jest prawdziwy. Jakby bał się, że wszystko to jest marą, jednym z marzeń nawiedzających go w ośrodku w Connecticut.

Wbił wzrok we własne dłonie. Nie odpowiedział, ale też nie wiedział, co miał powiedzieć. Prawdę? Tak, ani przez chwilę nie wątpił w to, że Garrick zasługiwał na prawdę. Z drugiej jednak strony obawiał się, że ta prawda mogłaby go skrzywdzić, złamać - oznaczała bowiem, że cała ich wieloletnia przyjaźń zbudowana została na kłamstwie. Jak można wyznać swojej miłości, że przez tak długi czas świadomie się ją odrzucało? Nawet Laurence nie był skłonny do takiego okrucieństwa, pomimo tego, że swego czasu wprawnie łamał serca bez krztyny wyrzutów sumienia.

Ale teraz się zmienił. Spokorniał, choć najpierw musiał stracić wszystko, by zawalczyć o siebie. Nie był jednak pewien, czy chce walczyć o człowieka stojącego przed nim - jakiś głos z tyłu głowy szeptał mu, że Ollivander zasługiwał na kogoś znacznie lepszego. Na kogoś, kto nie jest nim.

Ulżyło mu nieco, gdy Garrick postanowił zmienić temat, jednak napięcie nie opuściło całkowicie jego ciała. Epizod pod tytułem Nowy Jork wcale nie był łatwiejszy w przekazie. Ale on powinien wiedzieć. On, który jako jedyny słał do niego listy bez odpowiedzi. Który nie wieszał na nim psów.

— Próbowałem odnaleźć się po wydaniu tej przeklętej książki... — Zimny pot oblewał go za każdym razem, gdy przypominał sobie witryny wszystkich księgarni w magicznym Londynie, napastliwość dziennikarzy wymuszających na nim komentarz, wieczorne zebrania kryzysowe Selwynów w pustym o tej porze teatrze i obwiniające spojrzenia krewnych, czy wreszcie kamienia, który pewną nocą rozbił szybę w jego salonie. — Próbowałem swoich sił na magicznym Brodwayu, ale okazało się, że za granicą moje nazwisko niewiele znaczy, a ja nie miałem już tyle zapału, by próbować się ponownie przebić. Dostawałem coraz gorsze role, aż w końcu podupadłem na zdrowiu... — zawahał się na moment — Nie, nie będę karmił cię eufemizmami. Byłem niezadowolony z życia, nie potrafiłem znieść go na trzeźwo, więc ćpałem jeszcze więcej, i więcej, zatraciłem się w tym tak bardzo, aż w końcu grupa mugolskich dzieciaków znalazła mnie w parku na granicy śmierci... — urwał, czując łzy zbierające się pod powiekami — Wciąż miałem twoje listy. Gdyby nie one, to... nie wiem, co byłoby ze mną. Były dla mnie największym pocieszeniem, kiedy zdawało mi się, że nie wytrwam. Znam je na pamięć, wiesz?

Uśmiechnął się gorzko, czując, jak przegrywa walkę z gorącymi kroplami przecinającymi szlaki na jego policzkach. Zawstydzony wytarł je rękawem swetra, ale one nie przestawały płynąć, sprawiając, że wyglądał przy tym żałośnie.

— Przepraszam, że na żaden nie odpisałem. Nie wiedziałem, co mam odpisać, bo... Bo większość rzeczy w tej książce była prawdą, a ja nie chciałem, żebyś... Zależało mi, żebyś znał mnie z jak najlepszej strony... Zdaję sobie sprawę z tego, jak żałośnie to brzmi po tylu latach milczenia, ale od zawsze zależało mi na tobie i na tym, co o mnie myślisz.

Ponownie otarł łzy.

— A co u ciebie?


the others say
that i’m just good enough to cut the cats’ throats
but i never killed a cat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Garrick Ollivander (1608), Laurence Selwyn (2331)




Wiadomości w tym wątku
[5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Laurence Selwyn - 08.10.2023, 20:16
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Garrick Ollivander - 16.10.2023, 16:31
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Laurence Selwyn - 30.10.2023, 00:02
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Garrick Ollivander - 05.11.2023, 16:41
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Laurence Selwyn - 20.11.2023, 03:04
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Garrick Ollivander - 08.01.2024, 03:50
RE: [5 czerwca 1972] poet, philosopher and failrue | garrick & laurence - przez Laurence Selwyn - 18.03.2024, 00:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa