11.03.2024, 22:00 ✶
Było sporo pracy, a sama blondwłosa klęła co i rusz jak szewc. Dziś wszystko nie szło po jej myśli, humor też nie był zbyt tęgi, zważywszy na bóle pleców, na de facto niewygodnym łóżku. Upierała się przy swoim, nie chciała nic brat od brata, a tym bardziej nie od rodziny. Kierowała się jedną ważną rzeczą — sama chciała zbudować wszystko, od początku, nawet jeśli miało to kosztować nerw panny Nott.
Szlag by to! Znów wypełnili źle sprawozdanie. No tak, najlepiej samemu robić, aniżeli oczekiwać, że będzie dobrze zrobione. Pewien punkt kulminacyjny zaczął nadchodzi, gdyż blondwłosa siedziała jak na szpilkach, ale nie szpilkach stresu, a raczej swoistego zdenerwowania. Złowrogi tupot szpilek przecinał ciszę w biurze, gdy ta kierowała się do miejscu gdzie stacjonowali jak na razie stażyści, gdyż po konfrontacji z Nottówną, niektórzy postanawiali oddelegować się w trybie natychmiastowym. Pod płaszczykiem anielskiej twarzy, serdecznego uśmiechu, skrywała się niezła strzyga, która obcinała spojrzeniem ludzi, którzy nie wykazywali od samych siebie choćby krztę minimum, licząc iż prześlizgną się, przytulając ciepłą posadkę. Po jej trupie. Prędzej wygryzie ich i odeśle z kwitkiem, zanim zdążą się poskarżyć, iż ta była niemiła. Wzrok z wyważonym chłodem, przechodził z jednego stanowiska na drugie, szlajać winowajcy, gdy lico przyozdabiał uśmiech, jakoby Ludovica miała mówiąc o pogodzie. Czyżby zbliżała się burza? W wykonaniu kobiety prawdodpobnie tak.
Podeszła do biurka mężczyzny, który odpowiadał za spartaczenie roboty. Złapała za plik papierów i uderzyła z hukiem o powłokę biurka, wbijając w nieszczęśnika ostre spojrzenie. Niejaki Smith, choć ów nazwisko umknie kobiecie szybko, pozostawiając go z zepsutą resztą dnia.
⸺ Czy znalazłeś się tutaj przypadkiem? No nie wiem. Wzięli Cię tu z ulicy, robiąc eksperyment czy człowiek niedoświadczony da sobie radę w Ministerstwie? Bo tak to właśnie cholera wygląda. Zamieniłeś się rozumiem z wiewiórką? Choć wybacz, wiewiórka by nie wykonała tego zadania gorzej niż Ty ⸺ rzucała słowami na prawo i lewo, by mężczyźnie poszło w pięty i zastanowił się nad tym co robi. Wyłapała jedynie kątem oka, iż tej zaniemówił, co nie usatysfakcjonowało ów panny. Złapała za szklanka z zawartością wody i uważając na dokumenty, wylała na niego zawartość naczynia. Usatysfakcjonowana zabrała dokumenty, rzucając na odchodne, iż sama się tym finalnie zajmie. Pogłoski, iż była pokręcona, poniekąd się pokrywały, ale jednego nie można było jei ująć, gdy zaczęła coś robić, zawsze kończyła, przykładając się do najmniejszych szczegółów.
Finalnie trafiła za swoje biurko, popijając herbatę, pierwsza kawa już była. Czas na herbatę, która ma ukoić nerwy kobiety... A raczej miała, bo nim się obejrzała i zdążyła dopić napar do końca, tak zjawił się mężczyzna z Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Już kojarzyła niektóre persony i akurat do tego osobnika miała dość neutralne nastawienie, lecz trafił chyba na zły moment, bowiem blondwłosa na zapytanie uniosła brew. Cisnęło się na wargi kobiety, by odpowiedzieć coś nieprzychylnego, ale też wiedziała, że musi się powstrzymać.
⸺ Pan Rookwood? ⸺ zerknęła na niego i otworzyła książkę, gdzie prowadziła wychodne ludzi w teren. Przejechała wzrokiem i dotknęła palcem znaleziska.
⸺ Aha! Nie, nie wrócił jeszcze. Jakiś problem, coś przekazać? ⸺ siliła się na miły ton, choć nie mogła uszów oszukać. Podała mu kartkę i pióro.
⸺ Może Pan zapisać. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć ⸺ uśmiechnęła się w jego stronę, lecz krył się tam nieco zadowolony uśmieszek. Oby szybko poszedł.
Szlag by to! Znów wypełnili źle sprawozdanie. No tak, najlepiej samemu robić, aniżeli oczekiwać, że będzie dobrze zrobione. Pewien punkt kulminacyjny zaczął nadchodzi, gdyż blondwłosa siedziała jak na szpilkach, ale nie szpilkach stresu, a raczej swoistego zdenerwowania. Złowrogi tupot szpilek przecinał ciszę w biurze, gdy ta kierowała się do miejscu gdzie stacjonowali jak na razie stażyści, gdyż po konfrontacji z Nottówną, niektórzy postanawiali oddelegować się w trybie natychmiastowym. Pod płaszczykiem anielskiej twarzy, serdecznego uśmiechu, skrywała się niezła strzyga, która obcinała spojrzeniem ludzi, którzy nie wykazywali od samych siebie choćby krztę minimum, licząc iż prześlizgną się, przytulając ciepłą posadkę. Po jej trupie. Prędzej wygryzie ich i odeśle z kwitkiem, zanim zdążą się poskarżyć, iż ta była niemiła. Wzrok z wyważonym chłodem, przechodził z jednego stanowiska na drugie, szlajać winowajcy, gdy lico przyozdabiał uśmiech, jakoby Ludovica miała mówiąc o pogodzie. Czyżby zbliżała się burza? W wykonaniu kobiety prawdodpobnie tak.
Podeszła do biurka mężczyzny, który odpowiadał za spartaczenie roboty. Złapała za plik papierów i uderzyła z hukiem o powłokę biurka, wbijając w nieszczęśnika ostre spojrzenie. Niejaki Smith, choć ów nazwisko umknie kobiecie szybko, pozostawiając go z zepsutą resztą dnia.
⸺ Czy znalazłeś się tutaj przypadkiem? No nie wiem. Wzięli Cię tu z ulicy, robiąc eksperyment czy człowiek niedoświadczony da sobie radę w Ministerstwie? Bo tak to właśnie cholera wygląda. Zamieniłeś się rozumiem z wiewiórką? Choć wybacz, wiewiórka by nie wykonała tego zadania gorzej niż Ty ⸺ rzucała słowami na prawo i lewo, by mężczyźnie poszło w pięty i zastanowił się nad tym co robi. Wyłapała jedynie kątem oka, iż tej zaniemówił, co nie usatysfakcjonowało ów panny. Złapała za szklanka z zawartością wody i uważając na dokumenty, wylała na niego zawartość naczynia. Usatysfakcjonowana zabrała dokumenty, rzucając na odchodne, iż sama się tym finalnie zajmie. Pogłoski, iż była pokręcona, poniekąd się pokrywały, ale jednego nie można było jei ująć, gdy zaczęła coś robić, zawsze kończyła, przykładając się do najmniejszych szczegółów.
Finalnie trafiła za swoje biurko, popijając herbatę, pierwsza kawa już była. Czas na herbatę, która ma ukoić nerwy kobiety... A raczej miała, bo nim się obejrzała i zdążyła dopić napar do końca, tak zjawił się mężczyzna z Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Już kojarzyła niektóre persony i akurat do tego osobnika miała dość neutralne nastawienie, lecz trafił chyba na zły moment, bowiem blondwłosa na zapytanie uniosła brew. Cisnęło się na wargi kobiety, by odpowiedzieć coś nieprzychylnego, ale też wiedziała, że musi się powstrzymać.
⸺ Pan Rookwood? ⸺ zerknęła na niego i otworzyła książkę, gdzie prowadziła wychodne ludzi w teren. Przejechała wzrokiem i dotknęła palcem znaleziska.
⸺ Aha! Nie, nie wrócił jeszcze. Jakiś problem, coś przekazać? ⸺ siliła się na miły ton, choć nie mogła uszów oszukać. Podała mu kartkę i pióro.
⸺ Może Pan zapisać. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć ⸺ uśmiechnęła się w jego stronę, lecz krył się tam nieco zadowolony uśmieszek. Oby szybko poszedł.