Miał wrażenie, że przestał już sabotować zapoczątkowane przez Beltane zachodzące w nim samym zmiany i po prostu starał się im poddać. Nie stało się to łatwiejsze. Otworzył się przed Laurentem, którego darzył pełnią swojego zaufania. Będzie to miało swoją cenę. Nie wszystko dało się schować za cechującą go butnością. Po powrocie z tego rejsu będzie starał się to wszystko powtórzyć względem swojej siostry. Pomimo łączącej ich zażyłości to wcale nie będzie łatwiejsze. Paradoksalnie to może okazać się jeszcze trudniejsze, niż w przypadku Laurenta. Nie pozostawiało złudzeń, że ma wyraźne nadzieje co do do reakcji swojej siostry na tego typu wyznania. Sam wiedział, że na to nie dało się przygotować.
— Teraz mogę powiedzieć, że ich rozumiem. Istniały rzeczy, których przez tyle lat nie chciałem poznawać i przez to wiele mnie ominęło w życiu. Z perspektywy czasu to był błąd, z którego za późno zdałem sobie sprawę. Oni mogą również tego doświadczyć w pewnym momencie swojego życia. — Zdaniem Laurenta Philip nie stał po jednej albo drugiej stronie, ale on dostrzegał, że jego czterema ścianami było jego dotychczasowe życie i jego własne przyzwyczajenia do hedonistycznego trybu życia, pełnego pustych przyjemności i przygodnych kochanków. To było coś, co znał. Tak samo jak w jego życiu nie brakowało sposobności do zwiedzania świata, na co pozwalały mu zgromadzone przez te wszystkie pieniądze. Poza tymi odbytymi wycieczkami z rodziną, przyjaciółmi i nielicznymi kochankami to w większości odbywał je samotnie. Z Laurentem chętnie dzielił się tymi wszystkimi opowieściami, ale najchętniej pokazałby mu to wszystko na żywo. Opowieści o wszystkich tych podróżach nie oddadzą tego wszystkiego. To trzeba było zobaczyć i przeżyć.
— Wciąż jestem pełen zdumienia odnośnie tego jak bardzo mnie znasz. Dlatego wolę dawać trwalsze prezenty, które posłużą obdarowanemu znacznie dłużej albo sprawią mu więcej radości. — Doskonale wiedział, że Laurent zawdzięcza to swoim zdolnością do obserwacji drugiego człowieka i odpowiedniemu podejściu oraz umiejętności słuchania i rozumienia. Zwracał też uwagę na ton wypowiedzi tego mężczyzny. Nie miał podstaw aby mieć mu to za złe. Doceniał również to, że tego od niego nie wymagał. Nie przestanie być pragmatykiem, odkrywając w sobie romantyka. Pomimo tego wszystko, co zaszło między nimi, to chciał myśleć, że Regalo (wcześniej Spritz) nadal cieszy tak samo Laurenta jak w dniu, kiedy go otrzymał. Bo to też nie tak, że sprezentował mu samczyka sówki kaktusowej tylko dlatego, żeby nie przetrzymywał należącej do niego Stłuczki.
— Jak chciałbyś sprawić, żeby się liczył ten dzień? — Odniesienie się do wypowiedzianych przez Laurenta słów wymagało od niego przemyślenia tego, co chce powiedzieć. W kontekście ich rozmowy można było odebrać te słowa jako przemyślenia mądrego człowieka, którego Laurent spotkał na jakimś etapie swojego życia i pod tym względem się z nimi zgadzał. Zwłaszcza, że pod wieloma względami doskonale sobie radził z marnowaniem tego daru i chociaż starał się brać życie takim, jakim jest, nie miał w dłoni dobrych kart i najwyraźniej zabrakło mu asów w rękawie. To, że dotrzymywał towarzystwa Laurentowi podczas tego rejsu, było dla niego istotne. Odpowiedź Laurenta na to pytanie, o ile w ogóle padnie, może mu nie przypaść do gustu. Zależało mu jednak na jego szczerości. Bo ile jako tako znał plany Laurenta na ten rejs, tak sam chciał czegoś więcej - zostać uwzględnionym w prywatnych planach tego czarodzieja. O ile to było osiągalne. Samemu stając przy stolikach również spojrzał w stronę tego baru. — Chcesz tam iść? — Dopytał. Sam będzie ograniczać alkohol i jeśli zdecydowałby się coś zamówić to byłoby kremowe piwo. Przez wzgląd na swoją kontuzję, ale też przez odczuwaną przez niego potrzebę unikania sytuacji generujących niepotrzebne im konflikty pomiędzy nimi. Ostatnio za dużo ich powstało.
— Z tym nawet nie będę starał się polemizować. Będę jednak spokojniejszy, jeśli będziesz trzymać się z daleka od tej wody. Następnym razem może popływamy w jednym z włoskich kurortów. — Starał się obstawać przy swoim, nie widząc sensu w podejmowaniu tego rodzaju ryzyka. Wstępnie zaproponował mu wycieczkę do Włoch, skoro Laurentowi bardzo podobał się ten kraj. Jemu również, zwłaszcza jeśli chodzi o plaże i zabytki. To były jednak dalekosiężne plany. Najpewniej będzie chciał na jakiś czas uciec do słonecznych Włoch przed zimą. Jak to często miał w zwyczaju.
— Jeszcze nie widziałem jak przez kilka godzin dymi ci się z uszu po wypiciu eliksiru pieprzowego i nie mógłbym tego przegapić. — Zażartował ze stosownym rozbawieniem, odpowiedzialnym za powstanie wesołego błysku w oku oraz wywołanie u niego szelmowskiego uśmiechu. To również byłby w stanie zrobić, miał wprawę w opiekowaniu się dziećmi - w końcu jego siostra jest rówieśnicą Laurenta i między nimi było dziesięć lat różnicy. Tak odchodząc już od pierwotnego wydźwięku jego słów.