10.03.2024, 00:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 00:59 przez Erik Longbottom.)
Powinien był się spodziewać, że grupa, która postanowiła spędzić resztę nocy w Warowni, nie będzie należała do małych. Samych domowników bawiących się w stodole było sporo, a potem do tego grona dołączyły także osoby niemogące wrócić do domu... lub szukając towarzystwa pomimo całego wieczoru spędzonego na rozmowach, sączeniu zaklętych drinków i tańczeniu. Chociaż Erik nie określiłby się jednoznacznie mianem introwertyka, tak po ostatnich wydarzeniach jego bateria społeczna nie ładowała się jakoś szybko. Potrzebował chwili oddechu, toteż wylądował w domowej bibliotece.
Nie szukał niczego konkretnego, a po prostu cieszył się ciszą i spokojem tego pomieszczenia. Wodził palcami po grzbietach opasłych tomów, starych i nowych książek, pozwalając, aby stare przyzwyczajenia i mętne wspomnienia prowadziły go przez galerię półek i regałów, w poszukiwaniu czegoś, co pozwoli mu na chwilę odpoczynku. Baśnie Barda Beedle'a byłby oczywistym wyborem; dla dzieci, niezbyt skomplikowane, jednak chyba nie do końca tego szukał. Może, zamiast tego powinien pomyszkować pośród książek siostry? O wilku mowa, pomyślał z przekąsem, gdy usłyszał za sobą znajomy głos. Mimowolnie położył dłoń na sercu, posyłając Brennie oskarżycielskie spojrzenie, odwracając się ku niej niespiesznie.
Zmarszczył czoło, gdy ta skrytykowała zaproszenie Perseusza. Cóz, było to zaproszenie dla członków Zakonu Feniksa, ale pojawiło się tam także parę osób z Doliny Godryka i ich przyjaciele czy znajomi. Nie widział nic złego w zaproszenie Perseusza, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że rokował on na to, że mógł w niedługim czasie stać się potencjalnym sprzymierzeńcem dla czarodziejów i czarownic działających po stronie Albusa Dumbledore'a. Poza tym, Black potrzebował jakiegoś punktu zaczepienia w Dolinie pomimo tego, że pracował w Lecznicy. Lepsze poznanie mieszkańców mogło tylko wyjść mu na dobre.
— Ah. — Wymsknęło mu się, gdy z ust Longbottomówny padło nazwisko Bulstrode. A więc to ją tak bolało. — Wielu rzeczy o mnie nie wiesz, kochana siostrzyczko. — Założył ręce na piersi w obronnym geście. Czy faktycznie złamał daną siostrze obietnicę? Raczej balansował na jej granicy. Niczego nie wymuszał, po prostu ułatwiał podjęcie pewnych wyborów, posyłając zaproszenie. Czy to naprawdę była taka zbrodnia? — No właśnie, żadnego z nich nie przyprowadził, ale jakoś i tak wpadł i dobrze się bawił. To coś złego? Poza tym, jeśli dobrze kojarzę, to na sali była jego rodzona siostra, czyż nie?
Na jego ustach zatańczył nieśmiały uśmiech, jakby sprawdzał, na jak wiele może sobie pozwolić.
— Co nas połączyło, pytasz? — zawiesił głos, wbijając wymowne spojrzenie w sufit. Zacmokał parę razy, aby podsumować swe przemyślenia głębokim westchnieniem. — No nie wiem, praca? Tak, myślę, że praca w tym samym departamencie ma to do siebie, że łączy ze sobą pewne jednostki. — Ułożył dłonie w piramidkę, zerkając ukradkiem na siostrę. — Kapka zaufania jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Nie potrafił ocenić, czy była zła o to, że zaprosił Atreusa przez to, że wcześniej sugerował, że łączy ich coś więcej niż zwykła znajomość, czy do tego stopnia martwiła się Zakonem Feniksa. Wiedział jednak jedno: nie powinni robić sobie wrogów tam, gdzie mogli mieć potencjalnych sojuszników. Poza tym, w jego oczach Bulstrode nie wydawał się podejrzany. Nie należał do ''wewnętrznego kręgu'', ale czy to od razu go skreślała? A może po prostu czegoś nie wiedział?
Nie szukał niczego konkretnego, a po prostu cieszył się ciszą i spokojem tego pomieszczenia. Wodził palcami po grzbietach opasłych tomów, starych i nowych książek, pozwalając, aby stare przyzwyczajenia i mętne wspomnienia prowadziły go przez galerię półek i regałów, w poszukiwaniu czegoś, co pozwoli mu na chwilę odpoczynku. Baśnie Barda Beedle'a byłby oczywistym wyborem; dla dzieci, niezbyt skomplikowane, jednak chyba nie do końca tego szukał. Może, zamiast tego powinien pomyszkować pośród książek siostry? O wilku mowa, pomyślał z przekąsem, gdy usłyszał za sobą znajomy głos. Mimowolnie położył dłoń na sercu, posyłając Brennie oskarżycielskie spojrzenie, odwracając się ku niej niespiesznie.
Zmarszczył czoło, gdy ta skrytykowała zaproszenie Perseusza. Cóz, było to zaproszenie dla członków Zakonu Feniksa, ale pojawiło się tam także parę osób z Doliny Godryka i ich przyjaciele czy znajomi. Nie widział nic złego w zaproszenie Perseusza, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że rokował on na to, że mógł w niedługim czasie stać się potencjalnym sprzymierzeńcem dla czarodziejów i czarownic działających po stronie Albusa Dumbledore'a. Poza tym, Black potrzebował jakiegoś punktu zaczepienia w Dolinie pomimo tego, że pracował w Lecznicy. Lepsze poznanie mieszkańców mogło tylko wyjść mu na dobre.
— Ah. — Wymsknęło mu się, gdy z ust Longbottomówny padło nazwisko Bulstrode. A więc to ją tak bolało. — Wielu rzeczy o mnie nie wiesz, kochana siostrzyczko. — Założył ręce na piersi w obronnym geście. Czy faktycznie złamał daną siostrze obietnicę? Raczej balansował na jej granicy. Niczego nie wymuszał, po prostu ułatwiał podjęcie pewnych wyborów, posyłając zaproszenie. Czy to naprawdę była taka zbrodnia? — No właśnie, żadnego z nich nie przyprowadził, ale jakoś i tak wpadł i dobrze się bawił. To coś złego? Poza tym, jeśli dobrze kojarzę, to na sali była jego rodzona siostra, czyż nie?
Na jego ustach zatańczył nieśmiały uśmiech, jakby sprawdzał, na jak wiele może sobie pozwolić.
— Co nas połączyło, pytasz? — zawiesił głos, wbijając wymowne spojrzenie w sufit. Zacmokał parę razy, aby podsumować swe przemyślenia głębokim westchnieniem. — No nie wiem, praca? Tak, myślę, że praca w tym samym departamencie ma to do siebie, że łączy ze sobą pewne jednostki. — Ułożył dłonie w piramidkę, zerkając ukradkiem na siostrę. — Kapka zaufania jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Nie potrafił ocenić, czy była zła o to, że zaprosił Atreusa przez to, że wcześniej sugerował, że łączy ich coś więcej niż zwykła znajomość, czy do tego stopnia martwiła się Zakonem Feniksa. Wiedział jednak jedno: nie powinni robić sobie wrogów tam, gdzie mogli mieć potencjalnych sojuszników. Poza tym, w jego oczach Bulstrode nie wydawał się podejrzany. Nie należał do ''wewnętrznego kręgu'', ale czy to od razu go skreślała? A może po prostu czegoś nie wiedział?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞