10.03.2024, 10:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 11:50 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby Erik wspomniał, że widzi w Perseusie potencjalnego sprzymierzeńca i członka Ruchu Oporu, Brenna mogłaby dostać apopleksji o stokroć większej niż na myśl o tym, że brat koniecznie chce ją wyswatać. W jej oczach był jedną z ostatnich osób, z którymi mogliby współpracować – członek jednego z rodów, w którym część ludzi najgoręcej na pewno popierała Voldemorta, w dodatku mąż Rookwoodówny?
Równie dobrze mogliby kłaść się do grobów.
Nawet jeśli Perseus nie popierał Voldemorta, zdaniem paranoicznej Brenny istniała za duża szansa, że ktoś coś z niego wyciągnie. Zwłaszcza po tym, co powiedział jej Dumbledore.
– Jego rodzoną siostrę zaprosił Patrick Steward. Jest jego przyjaciółką i zdaje się, że naszą nową medyczką – powiedziała Brenna, opadając na najbliższy fotel. Jej uśmiech znikł, kiedy przypatrywała się bratu, wspominającemu o tej kapce zaufania. Och, jasne, mogli sobie żartować, ale w tym przypadku to dla niej była poważna sprawa. I kiedy chodziło o sam Zakon, i gdy chodziło o to, że brat koniecznie usiłował ją z kimś wyswatać, najwyraźniej gotów popychać siostrę ku każdej osobie, którą przypadkiem zobaczy w jej towarzystwie. Bo do cholery, on nie wiedział nic o Beltane, nie siedział jej w głowie, więc jeśli próbował zrobić coś takiego tutaj... To chyba naprawdę desperacko chciał pozbyć się siostry i chwytał każdej możliwości, nawet najmniejszej. I mogło to pójść w złą stronę, ku kolejnym "obiektom" - może gdy już do niego dotrze, że Bulstrode nie będzie zainteresowany na dłuższą metę kimś takim, jak ona, następny będzie Ulysses Rookwood albo, cholera wie, jakiś Lestrange?– Kapka zaufania wobec osób, co do których nie wiesz, którą stronę popierają, a patrząc po kontaktach mogą być po drugiej stronie? Zapraszanych na przyjęcie, na którym są osoby, które przed tą drugą stroną ukrywamy? – zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Jasne, wiedziała, że Bulstrode przynajmniej w tej chwili nie jest czarnoksiężnikiem. Nie zachowywałby się tak beztrosko w ruinach. I miał okazję do pozbycia się jej cichcem. Ale Erik nie miał przecież o tym pojęcia.
Ale tak naprawdę przecież nie chodziło o to, że podejrzewała go o cokolwiek.
Raczej o to, co próbował zrobić jej brat.
- Oboje wiemy, że jedyny Brygadzista, z którym on rozmawia, to Stanley, bo resztą z nas pogardza, więc niezbyt wierzę, że nagle zostaliście najlepszymi przyjaciółmi. I ciężko się nie domyśleć, że zaprosiłeś go, bo próbujesz mnie z kimś wyswatać. Jesteś wciąż aż tak zły o tę kolację z aukcji? - spytała w końcu prosto z mostu, darowując sobie udawanie, że och, nie ma pojęcia, o co dokładnie mu chodziło. - Przed tym balem musiałam wpaść do kilkunastu miejsc, do których wpadać wcale ochoty nie miałam, czasem też na kolacje. I nie za dwadzieścia tysięcy galeonów. Wyjście z tobą sfinansowało stypendia dla dwudziestu osób, a po prostu wiedziałam, że to wzbudzi największe zainteresowanie, ale jeżeli wciąż cię to dręczy i zemsta ma poprawić ci humor, proszę bardzo, wystawiaj i spotkanie ze mną. Dam wcześniej Norze jakieś pieniądze, które i tak przekazałabym fundacji, żeby wyszło poza wywoławczą - skwitowała, obojętnie wzruszając ramionami. – Ale nie mścij się w ten sposób. Nie zasłużyłam sobie na to.
Równie dobrze mogliby kłaść się do grobów.
Nawet jeśli Perseus nie popierał Voldemorta, zdaniem paranoicznej Brenny istniała za duża szansa, że ktoś coś z niego wyciągnie. Zwłaszcza po tym, co powiedział jej Dumbledore.
– Jego rodzoną siostrę zaprosił Patrick Steward. Jest jego przyjaciółką i zdaje się, że naszą nową medyczką – powiedziała Brenna, opadając na najbliższy fotel. Jej uśmiech znikł, kiedy przypatrywała się bratu, wspominającemu o tej kapce zaufania. Och, jasne, mogli sobie żartować, ale w tym przypadku to dla niej była poważna sprawa. I kiedy chodziło o sam Zakon, i gdy chodziło o to, że brat koniecznie usiłował ją z kimś wyswatać, najwyraźniej gotów popychać siostrę ku każdej osobie, którą przypadkiem zobaczy w jej towarzystwie. Bo do cholery, on nie wiedział nic o Beltane, nie siedział jej w głowie, więc jeśli próbował zrobić coś takiego tutaj... To chyba naprawdę desperacko chciał pozbyć się siostry i chwytał każdej możliwości, nawet najmniejszej. I mogło to pójść w złą stronę, ku kolejnym "obiektom" - może gdy już do niego dotrze, że Bulstrode nie będzie zainteresowany na dłuższą metę kimś takim, jak ona, następny będzie Ulysses Rookwood albo, cholera wie, jakiś Lestrange?– Kapka zaufania wobec osób, co do których nie wiesz, którą stronę popierają, a patrząc po kontaktach mogą być po drugiej stronie? Zapraszanych na przyjęcie, na którym są osoby, które przed tą drugą stroną ukrywamy? – zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Jasne, wiedziała, że Bulstrode przynajmniej w tej chwili nie jest czarnoksiężnikiem. Nie zachowywałby się tak beztrosko w ruinach. I miał okazję do pozbycia się jej cichcem. Ale Erik nie miał przecież o tym pojęcia.
Ale tak naprawdę przecież nie chodziło o to, że podejrzewała go o cokolwiek.
Raczej o to, co próbował zrobić jej brat.
- Oboje wiemy, że jedyny Brygadzista, z którym on rozmawia, to Stanley, bo resztą z nas pogardza, więc niezbyt wierzę, że nagle zostaliście najlepszymi przyjaciółmi. I ciężko się nie domyśleć, że zaprosiłeś go, bo próbujesz mnie z kimś wyswatać. Jesteś wciąż aż tak zły o tę kolację z aukcji? - spytała w końcu prosto z mostu, darowując sobie udawanie, że och, nie ma pojęcia, o co dokładnie mu chodziło. - Przed tym balem musiałam wpaść do kilkunastu miejsc, do których wpadać wcale ochoty nie miałam, czasem też na kolacje. I nie za dwadzieścia tysięcy galeonów. Wyjście z tobą sfinansowało stypendia dla dwudziestu osób, a po prostu wiedziałam, że to wzbudzi największe zainteresowanie, ale jeżeli wciąż cię to dręczy i zemsta ma poprawić ci humor, proszę bardzo, wystawiaj i spotkanie ze mną. Dam wcześniej Norze jakieś pieniądze, które i tak przekazałabym fundacji, żeby wyszło poza wywoławczą - skwitowała, obojętnie wzruszając ramionami. – Ale nie mścij się w ten sposób. Nie zasłużyłam sobie na to.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.