• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
27.11.1970, Bren i Mav

27.11.1970, Bren i Mav
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
11.12.2022, 13:46  ✶  
- Tu można się kłócić, bo właściwie powiedziałam, że coś proponuję, nie wyjaśniłam tylko od razu, o co chodzi, ale zgoda padła już po tym... - stwierdziła Brenna z udawanym uporem, zupełnie jakby to były jakieś zawody. Choć przecież nie były, a nawet gdyby, naprawdę nie miały dużej konkurencji. Ludzi niechętnych Voldemortowi było znacznie więcej niż tych, którzy go popierali. Większość z nich jednak nie miała zamiaru walczyć z różdżką w ręku i... Brenna ani trochę się temu nie dziwiła. Mieli swoje życia, nie chcieli ich ryzykować. Dzieci, partnerów, rodziców, wymagających pomocy.
Ktoś jednak musiał coś zrobić.
A jakoś tak się utarło, że jeżeli widziała, że "ktoś" powinien "coś" zrobić próbowała zrobić to sama. Obie z Mavelle nie miały dzieci, mężów, ich rodzice mogli doskonale sobie poradzić i w dodatku mieszkali w miejscach dobrze chronionych. Ryzykowały głównie własnymi głowami. Pracowały w dodatku w Brygadzie, co mogło Zakonowi pomóc - bo niby ich praca na co dzień wcale nie była jakoś niezwykle niebezpieczna, więcej było zgłoszeń o skradzionych miotłach niż mordach (do tej pory przynajmniej...), ale miały dostęp do pewnych informacji.
- Pewnie tak. Zwłaszcza, że wiele osób w Ministerstwie to czystokrwiści - westchnęła Brenna. - Tacy Malfoyowie? Abraxas albo Forty? Mają wypisane na czołach pogardę wobec "szlamowej krwi".
Może nie dołączyli bezpośrednio do śmierciożerców – chociaż Longbottom ani trochę by się tym nie zdziwiła – ale na pewno w mniejszym lub większym stopniu popierali postulaty Voldemorta. I będą mieli kontakt przynajmniej z niektórymi z jego zwolenników. Kto w końcu mógłby pójść na to szaleństwo poza, po pierwsze, czystokrwistymi, po drugie, absolutnymi szumowinami, które cieszą się na myśl o zabijaniu, kogo zechcą, i po trzecie: tymi, którzy należą do obu pierwszych grup?
– Myślę, że gdyby był zupełnym idiotą, Albus Dumbledore nie zwoływałby ludzi – wymruczała z namysłem, jakby faktycznie przez chwilę rozważała taką wersję. Bo i tak było. Manifest był szaleństwem, to wszystko było szaleństwem, Voldemort więc na pewno był szalony… ale skoro Dumbledore traktował go poważnie, był w tym szaleństwie poważnym zagrożeniem. – Wiesz, że jeśli chodzi o czekoladę jestem niecierpliwa – rzuciła w odpowiedzi na to, że „już, już, zaraz będzie miała”.
Gdy kubek stanął przed nią, porwała piankę, najpierw jedną, potem drugą, nim jeszcze zdążyły nasiąknąć czekoladą i wsunęła je do ust. Dłonie, wciąż skostniałe po przechadzce w chłodny, listopadowy wieczór, oparła o gorące naczynie, rozgrzewając je w ten sposób.
– Och, kolejny komiks? Jakie to urocze, że uznajesz mnie za godną ich bohaterkę – roześmiała się. – Zakon. Ciekawe, czy to od tych wszystkich mugolskich – rycerskich. Chociaż one to chyba nie miały najlepszej opinii i takie tam. W każdym razie… – westchnęła i umilkła na moment, potrzebny do pochylenia się i podmuchania gorącej czekolady, by ta nieco szybciej stała się zdatna do spożycia. – Pewnie nie muszę ci tego mówić, ale dla formalności. Ani słowa nikomu. Nawet jeżeli danej osobie ufasz, trzeba ostrożnie. Mogą kogoś zaszantażować, dopaść jego rodzinę i takie tam. My pod tym względem jesteśmy w komfortowej sytuacji.
Ojcowie Brygadziści, rodzina z tradycjami pojedynkowymi, posiadłość rodowa Longbottomów dobrze chroniona.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2067), Mavelle Bones (2126)




Wiadomości w tym wątku
27.11.1970, Bren i Mav - przez Brenna Longbottom - 06.12.2022, 12:02
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Mavelle Bones - 06.12.2022, 23:07
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Brenna Longbottom - 07.12.2022, 12:50
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Mavelle Bones - 09.12.2022, 23:35
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Brenna Longbottom - 10.12.2022, 13:32
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Mavelle Bones - 11.12.2022, 02:24
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Brenna Longbottom - 11.12.2022, 13:46
RE: 27.11.1970, Bren i Mav - przez Mavelle Bones - 11.12.2022, 22:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa