10.03.2024, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 20:50 przez Samuel McGonagall.)
Możliwe, że gdyby spotkali się w innych okolicznościach. Może, gdyby właśnie to było ich pierwsze spotkanie, a słowa powiedziane do kogoś, ale chyba ostatecznie do samego siebie pały i wzbudziły żałość w sercu Samuela, taką samą jak wzbudzają osamotnione szczeniaki, których matkę zabili czystokrwiści podczas polowania.
Och nie, ta żałość już tam została zasiana, podczas wiejskiej zabawy zorganizowanej przez Brennę, przez jego słodką pszczołę, królową roju. Pamiętał to uczucie, gdy Neil chciał uciec, mówił mu, że ma sobie iść, choć wszystko, cała postawa, ton głosu, sugerowały, że jest zupełnie odwrotnie. To było dziwne, ale przyszło i przeszło...
...i teraz znów przyszło.
Chciał być sam, ale znajomy wróg, to prawie jak przyjaciel, jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem.
– Dlaczego mnie śledzisz szczeniaku? – nie otwierał oczu, choć słowa mogłyby być odebrane jako oskarżenie, jego ton był nieco lżejszy. Nie odpychał, choć oczywiście nie mógł zmuszać kogoś, by pozostał przy tych ruinach. Neil mógł iść dalej w głąb wrzosowisk i znaleźć sobie własne miejsce do bolesnego przeżywania rzeczywistości.
– Chcesz się napić? Najlepszy trójniak w dolinie. – zaproponował, wyciągając spod pachy butelkę i wznosząc ją ku górze, jakby była to dłoń nieumarłego opuszczająca grób, która właśnie przebiła się przez ziemię.
Sam oddychał spokojnie. Bolało go, ale klątwa powinna dać mu spokój. Ostatnio... było źle, ale teraz czuł się odpowiednio znieczulony.
Och nie, ta żałość już tam została zasiana, podczas wiejskiej zabawy zorganizowanej przez Brennę, przez jego słodką pszczołę, królową roju. Pamiętał to uczucie, gdy Neil chciał uciec, mówił mu, że ma sobie iść, choć wszystko, cała postawa, ton głosu, sugerowały, że jest zupełnie odwrotnie. To było dziwne, ale przyszło i przeszło...
...i teraz znów przyszło.
Chciał być sam, ale znajomy wróg, to prawie jak przyjaciel, jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem.
– Dlaczego mnie śledzisz szczeniaku? – nie otwierał oczu, choć słowa mogłyby być odebrane jako oskarżenie, jego ton był nieco lżejszy. Nie odpychał, choć oczywiście nie mógł zmuszać kogoś, by pozostał przy tych ruinach. Neil mógł iść dalej w głąb wrzosowisk i znaleźć sobie własne miejsce do bolesnego przeżywania rzeczywistości.
– Chcesz się napić? Najlepszy trójniak w dolinie. – zaproponował, wyciągając spod pachy butelkę i wznosząc ją ku górze, jakby była to dłoń nieumarłego opuszczająca grób, która właśnie przebiła się przez ziemię.
Sam oddychał spokojnie. Bolało go, ale klątwa powinna dać mu spokój. Ostatnio... było źle, ale teraz czuł się odpowiednio znieczulony.