18.03.2024, 00:08 ✶
Przez chwilę obawia się, że Ula odmówi. Być może Lysander nie jest najbieglejszy w interpretacji ludzkiego zachowania - nigdy właściwie nie był - i wielu społecznych sytuacji nie rozumie; nie potrafi pojąć, dlaczego to młodszy ma witać starszą osobę, gospodarz nie może sięgnąć po ciasto pierwszy, albo z jakiego powodu nie wypada mu ubrać krótkich spodni w szkocką kratę i żółtej marynarki do urzędu (nonsens!). Potrafi za to porozumiewać się z ludźmi na innej płaszczyźnie; niewypowiedzianej, intuicyjnej, przemawiającej przez jego sztukę.
Blizny biorą się z ran. Rany z kolei bolą - to uniwersalna prawda, którą nawet on pojmował. Nie chce sprawiać nikomu bólu. Dlatego też uśmiecha się szczerze i serdecznie, gdy Ula się zgadza, podrywa się z krzesła i unosi ją do góry, a potem obraca się wokół własnej osi z nią w ramionach.
— Postanowione! — oświadcza nieskrępowany poufałością, jakiej właśnie się dopuszcza. Zaraz potem odstawia ją na podłogę, zabiera walizkę i plecak zostawione w sieni i prowadzi ją skrzypliwymi schodami do pokoiku na górze. Pomieszczenie jest skromne; brązowa podłoga z desek i białe ściany. Łóżko na żeliwnym stelażu - odmalowanym całkiem niedawno, o czym świadczy unoszący się w powietrzu zapach farby. Pościel w kwiaty, zdecydowanie nowa. Okno w lukarnie i śnieżnobiałe firanki. Dywan w kolorze brudnego różu - również nowy nabytek. Odrestaurowany stolik nocny, a na nim miednica i dzbanek z wodą. Odmalowana komoda, zdobiona szafa i toaletka z lustrem pękniętym nieco w lewym rogu oraz dostawiony do niej taboret.
— Kominek jest połączony z tym w mojej pracowni — kiedyś to był salon, ale po śmierci babci Lysander znalazł dla niego inny użytek. Nikt go przecież nie odwiedza — Założyłem ci podwójną szybę, żeby wiatr tak nie doskwierał, ale jak tylko zrobi się cieplej, możemy ją zdjąć.
Blizny biorą się z ran. Rany z kolei bolą - to uniwersalna prawda, którą nawet on pojmował. Nie chce sprawiać nikomu bólu. Dlatego też uśmiecha się szczerze i serdecznie, gdy Ula się zgadza, podrywa się z krzesła i unosi ją do góry, a potem obraca się wokół własnej osi z nią w ramionach.
— Postanowione! — oświadcza nieskrępowany poufałością, jakiej właśnie się dopuszcza. Zaraz potem odstawia ją na podłogę, zabiera walizkę i plecak zostawione w sieni i prowadzi ją skrzypliwymi schodami do pokoiku na górze. Pomieszczenie jest skromne; brązowa podłoga z desek i białe ściany. Łóżko na żeliwnym stelażu - odmalowanym całkiem niedawno, o czym świadczy unoszący się w powietrzu zapach farby. Pościel w kwiaty, zdecydowanie nowa. Okno w lukarnie i śnieżnobiałe firanki. Dywan w kolorze brudnego różu - również nowy nabytek. Odrestaurowany stolik nocny, a na nim miednica i dzbanek z wodą. Odmalowana komoda, zdobiona szafa i toaletka z lustrem pękniętym nieco w lewym rogu oraz dostawiony do niej taboret.
— Kominek jest połączony z tym w mojej pracowni — kiedyś to był salon, ale po śmierci babci Lysander znalazł dla niego inny użytek. Nikt go przecież nie odwiedza — Założyłem ci podwójną szybę, żeby wiatr tak nie doskwierał, ale jak tylko zrobi się cieplej, możemy ją zdjąć.