10.03.2024, 22:10 ✶
Nieprzyjazny znajomy nie spojrzał nawet na niego, jak ufny kot, który przymyka oczy by pokazać ci, że czuje się przy tobie bezpiecznie. Chciał być na niego zły, w końcu ich pierwsze spotkanie nie było przyjemne, później na potańcówce również nie pałał do niego sympatią, a jednak jak teraz się mu przyglądał, nie umiał do końca znaleźć powodów tych negatywnych emocji i odczuć.
-Nie śledzę. Szukałem ziół, w tym lesie jest ich masa.-przyglądał mu się bezkarnie, nie korzystając z możliwości odejścia. Nie mógł go tu tak zostawić, to wydawało się być niewłaściwe, pod skórą wyczuwał jego melancholię. Musiał się jakoś odwdzięczyć za niechcianą troskę wtedy w stodole. To było wtedy takie zaskakujące i irytujące, ale było też miłe. Do tej pory był zmieszany jak o tym myślał. Za nic go Samuel nie rozumiał, nawet nie wiedział co zrobił nie tak, a mimo tego próbował go pocieszyć na własny sposób, tak jak jego pijany umysł umiał najlepiej.
Spojrzał na butelkę, spojrzał na niego, dalej pogrążonego w swoim świecie. Westchnął ciężko, zacisnął zęby, podszedł o krok i chwycił butelkę, po chwili siadając obok Samuela, na wyciągnięcie ręki. Szkło w brzdęknęło w plecaku, gdy go zdejmował ostrożnie.
Jeszcze raz zerknął na mężczyznę, aż w końcu upił kilka łyków z butelki. Dopiero po wypiciu zdał sobie sprawę z tego, że przyjechał tu samochodem, nie wypadało jeździć po alkoholu, ale nie wypił przecież tyle co u Brenny. Może wszystko wyparuje zanim przyjdzie burza.
-Zobacz kto mnie znalazł.-Czy powinien zaczynać rozmowę? Czy nie przeszkadzał mu? Czy powinien być dla niego miły? Nie miał odpowiedzi na te pytania, więc jedynie wystawił dłoń z niewielkim pająkiem na jej wierzchu, w stronę Samuela, jak dziecko liczące na pochwałę znaleziska w postaci kamienia jak każdy inny, albo patyka w kształcie pistoletu.
-Nie śledzę. Szukałem ziół, w tym lesie jest ich masa.-przyglądał mu się bezkarnie, nie korzystając z możliwości odejścia. Nie mógł go tu tak zostawić, to wydawało się być niewłaściwe, pod skórą wyczuwał jego melancholię. Musiał się jakoś odwdzięczyć za niechcianą troskę wtedy w stodole. To było wtedy takie zaskakujące i irytujące, ale było też miłe. Do tej pory był zmieszany jak o tym myślał. Za nic go Samuel nie rozumiał, nawet nie wiedział co zrobił nie tak, a mimo tego próbował go pocieszyć na własny sposób, tak jak jego pijany umysł umiał najlepiej.
Spojrzał na butelkę, spojrzał na niego, dalej pogrążonego w swoim świecie. Westchnął ciężko, zacisnął zęby, podszedł o krok i chwycił butelkę, po chwili siadając obok Samuela, na wyciągnięcie ręki. Szkło w brzdęknęło w plecaku, gdy go zdejmował ostrożnie.
Jeszcze raz zerknął na mężczyznę, aż w końcu upił kilka łyków z butelki. Dopiero po wypiciu zdał sobie sprawę z tego, że przyjechał tu samochodem, nie wypadało jeździć po alkoholu, ale nie wypił przecież tyle co u Brenny. Może wszystko wyparuje zanim przyjdzie burza.
-Zobacz kto mnie znalazł.-Czy powinien zaczynać rozmowę? Czy nie przeszkadzał mu? Czy powinien być dla niego miły? Nie miał odpowiedzi na te pytania, więc jedynie wystawił dłoń z niewielkim pająkiem na jej wierzchu, w stronę Samuela, jak dziecko liczące na pochwałę znaleziska w postaci kamienia jak każdy inny, albo patyka w kształcie pistoletu.