10.03.2024, 22:10 ✶
Nawet Erikowi, który spędził całe lata, pracując dla Ministerstwa Magii, nie byłoby łatwo od razu poznać, czy Samuel jest nielegalnym animagiem. Bądź co bądź, nikt nie miał zapisanej w pamięci listy wszystkich animagów w kraju, zwłaszcza takich, którzy przez lata unikali kontaktu ze światem zewnętrznym. Longbottom mógł być co najwyżej zaszokowany tym, że Samuelowi udało się opanować transformację zarówno w niedźwiedzia, jak i ptaka. Jedna zwierzęca forma była w końcu standardem, czyż nie?
— Pomogę — potwierdził machinalnie, nie ruszając jednak od razu w stronę brzegu. Powłóczył wzrokiem po sylwetce Samuela, najpierw jemu podając pomocną dłoń, żeby postawić go na nogi. — Dam ci znać, jak go trochę uspokoję. Może po prostu musi się przyzwyczaić do twojego zapachu. To chyba... Pierwszy raz, gdy cię takim widział.
Chociaż miał Ponuraka pod opieką od kilku miesięcy, tak nie przyszło mu do głowy, że kwestia animagów mogłaby stać się dla domowych zwierząt problematyczna. Zawsze zakładał, że takie zwykłe zwierzęta były poniekąd przyzwyczajone do magicznych efektów i szybko się adoptowały do czarodziejskich środowisk. Standardowa pocztowa sowa pewnie by nawet nie mrugnęła, gdyby ktoś przemienił się z kota w człowieka w placówce pocztowej. Może powód siedział nieco głębiej, a może był to po prostu bardzo niefortunny zbieg okoliczności.
Erik ruszył pewnym krokiem w stronę brzegu, przywołując na twarz delikatny uśmiech. Miał nadzieję, że uda mu się doprowadzić psa do porządku. Pewnie oprócz swojego naturalnego zapachu, przyniósł mu teraz z jeziora całą masę innych woni, w tym i zapach Samuela. Liczył, że to połączenie pozwoli mu nieco rozeznać w tym, co się działo.
— No już, już — zaczął mówić do Ponuraka, pozwalając mu lizać się po nogach i dłoni. — Wszystko w porządku, tak? — Przykląkł na jedno kolano, aby koniec końców całkowicie spocząć na ziemi. Objął psa za grzbiet, żeby w razie czego móc go lepiej utrzymać w miejscu. — Sam! Chyba możesz podejść, tylko... Powoli. Tak na wszelki wypadek.
— Pomogę — potwierdził machinalnie, nie ruszając jednak od razu w stronę brzegu. Powłóczył wzrokiem po sylwetce Samuela, najpierw jemu podając pomocną dłoń, żeby postawić go na nogi. — Dam ci znać, jak go trochę uspokoję. Może po prostu musi się przyzwyczaić do twojego zapachu. To chyba... Pierwszy raz, gdy cię takim widział.
Chociaż miał Ponuraka pod opieką od kilku miesięcy, tak nie przyszło mu do głowy, że kwestia animagów mogłaby stać się dla domowych zwierząt problematyczna. Zawsze zakładał, że takie zwykłe zwierzęta były poniekąd przyzwyczajone do magicznych efektów i szybko się adoptowały do czarodziejskich środowisk. Standardowa pocztowa sowa pewnie by nawet nie mrugnęła, gdyby ktoś przemienił się z kota w człowieka w placówce pocztowej. Może powód siedział nieco głębiej, a może był to po prostu bardzo niefortunny zbieg okoliczności.
Erik ruszył pewnym krokiem w stronę brzegu, przywołując na twarz delikatny uśmiech. Miał nadzieję, że uda mu się doprowadzić psa do porządku. Pewnie oprócz swojego naturalnego zapachu, przyniósł mu teraz z jeziora całą masę innych woni, w tym i zapach Samuela. Liczył, że to połączenie pozwoli mu nieco rozeznać w tym, co się działo.
— No już, już — zaczął mówić do Ponuraka, pozwalając mu lizać się po nogach i dłoni. — Wszystko w porządku, tak? — Przykląkł na jedno kolano, aby koniec końców całkowicie spocząć na ziemi. Objął psa za grzbiet, żeby w razie czego móc go lepiej utrzymać w miejscu. — Sam! Chyba możesz podejść, tylko... Powoli. Tak na wszelki wypadek.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞