10.03.2024, 22:21 ✶
- Owszem – westchnęła ciężko. Mimo wszystko… Elise to była Elise. Zastąpiła jej matkę, praktycznie już traktowała jak matkę, ale nie zmieniało to w żaden sposób faktu, iż ciotka miała swój charakter. I to dość ciężki. Nie obstawała już dłużej przy swoim stanowisku, choć tak po prawdzie – naprawę wolałaby, żeby Brenna najpierw odpoczęła, a dopiero potem porozmawiała z matką…
- Delikatnie mówiąc – zgodziła się z kuzynką. Tak, było to dziwne, bardzo dziwne, nawet jak świat magii, w którym przecież żyły. A magia bardzo często lubiła udowadniać, że niemożliwe jednak jest możliwym – Oczywiście że podejrzane. Brzmi nawet jak celowe działanie, ale… jednak są przyjaźni, nie można powiedzieć, żeby spotkała nas tam krzywda, nie licząc straconego czasu – wyliczyła na szybko. A tego rodzaju celowe działanie jednak kojarzy się z czymś niecnym. Chyba że czegoś nie dostrzegała…? Albo nawet chodziło o jeszcze coś innego. Może, żeby zaistnieć, potrzebowali coś odebrać? I dlatego wszystko tak… zamierało, niemalże doprowadzając złapanych w strefę nie-działania do szaleństwa…?
- Prawdę powiedziawszy to mam wrażenie, że to jednak działo się naprawdę, a nie, że umysły zostały w jakiś sposób oszukane. Byłam mokra, a jednak się wysuszyłam… nie wiem, w którymś momencie to musiało zniknąć, tylko w którym? – to była niemała zagadka, której nie potrafiła rozwiązać; przynajmniej nie w tej chwili. Z momentem otwarcia oczu? Wcześniej? Jak zwykle, tyle pytań, a odpowiedzi jak na lekarstwo
Pokręciła głową.
- To nic, naprawdę – zapewniła miękko – Najważniejsze, że wróciłaś cała i zdrowa – tak że mogło to być nawet kilka takich nocy, pełnych niepokojów, wyrywanych włosów i obgryzanych paznokci. Byleby tylko nic się jej nie stało.
- Może? Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że do tego domu nie trafią ci, którzy go szukają... – stwierdziła z zadumą w głosie. Bardziej – jakby to dom sam je wybrał na ukazanie się i ugoszczenie w swych podwojach? - Ale w zasadzie, kto wie? Może kiedyś – westchnęła, powoli wstając. Brenna wróciła, ale dla Mavelle to nie był znak, by opuścić kuchnię – ciepłą, pełną zapachów i porannego słońca; wszak o tej porze roku wstawało naprawdę wcześnie… I po prostu nie chciała wszystkiego tak o zostawić.
- W każdym razie zmykaj i nie próbuj mi wstawać przed południem – dodała miękko. Brenna może i był po prostu Brenną, wydającą się mieć niespożyte pokłady energii, ale jednak posiadała swoje granice… i zdecydowanie byłoby bezdusznym przetrzymywanie jej w kuchni po takiej nocy i z perspektywą uprzedniej konfrontacji z Elise...
- Delikatnie mówiąc – zgodziła się z kuzynką. Tak, było to dziwne, bardzo dziwne, nawet jak świat magii, w którym przecież żyły. A magia bardzo często lubiła udowadniać, że niemożliwe jednak jest możliwym – Oczywiście że podejrzane. Brzmi nawet jak celowe działanie, ale… jednak są przyjaźni, nie można powiedzieć, żeby spotkała nas tam krzywda, nie licząc straconego czasu – wyliczyła na szybko. A tego rodzaju celowe działanie jednak kojarzy się z czymś niecnym. Chyba że czegoś nie dostrzegała…? Albo nawet chodziło o jeszcze coś innego. Może, żeby zaistnieć, potrzebowali coś odebrać? I dlatego wszystko tak… zamierało, niemalże doprowadzając złapanych w strefę nie-działania do szaleństwa…?
- Prawdę powiedziawszy to mam wrażenie, że to jednak działo się naprawdę, a nie, że umysły zostały w jakiś sposób oszukane. Byłam mokra, a jednak się wysuszyłam… nie wiem, w którymś momencie to musiało zniknąć, tylko w którym? – to była niemała zagadka, której nie potrafiła rozwiązać; przynajmniej nie w tej chwili. Z momentem otwarcia oczu? Wcześniej? Jak zwykle, tyle pytań, a odpowiedzi jak na lekarstwo
Pokręciła głową.
- To nic, naprawdę – zapewniła miękko – Najważniejsze, że wróciłaś cała i zdrowa – tak że mogło to być nawet kilka takich nocy, pełnych niepokojów, wyrywanych włosów i obgryzanych paznokci. Byleby tylko nic się jej nie stało.
- Może? Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że do tego domu nie trafią ci, którzy go szukają... – stwierdziła z zadumą w głosie. Bardziej – jakby to dom sam je wybrał na ukazanie się i ugoszczenie w swych podwojach? - Ale w zasadzie, kto wie? Może kiedyś – westchnęła, powoli wstając. Brenna wróciła, ale dla Mavelle to nie był znak, by opuścić kuchnię – ciepłą, pełną zapachów i porannego słońca; wszak o tej porze roku wstawało naprawdę wcześnie… I po prostu nie chciała wszystkiego tak o zostawić.
- W każdym razie zmykaj i nie próbuj mi wstawać przed południem – dodała miękko. Brenna może i był po prostu Brenną, wydającą się mieć niespożyte pokłady energii, ale jednak posiadała swoje granice… i zdecydowanie byłoby bezdusznym przetrzymywanie jej w kuchni po takiej nocy i z perspektywą uprzedniej konfrontacji z Elise...
Koniec sesji