11.03.2024, 03:21 ✶
Wzrok pełen pretensji sprawił tylko, że Crow uśmiechnął się szerzej. W szczeniackiej, nieco wrednej manierze, ale z pewnością źle jej nie życzył - miał trochę szorstki sposób bycia i nawet kiedy darzył kogoś szczerą sympatią, takie tarcia były z nim nieuniknione. Jeszcze się nie nauczył żyć w zgodzie ze sobą, więc czemu miałby żyć w zgodzie z innymi...? Nie kłócił się ostatnio tylko z Fontaine, ale to też nie z miłości... To znaczy kochał ją oczywiście, ale w trzymaniu gęby na kłódkę poza gorącym uczuciem wspomagało go również to, jak kilka miesięcy temu ujebała małemu Timmy'emu dwa palce za odpowiedzenie jej czegoś nie takim tonem jak trzeba. Pokręcił głową. Zęby go od tego nie bolały, już prędzej dusza - bo to nie był smak, który czuł często. A chciałby. Chciałby mniej siedzieć pod ziemią, chciałby przestać nadzorować prace, bo nigdy nie był żadnym nadzorcą i nie chciał nim być, a to cholerne wiertło... Nawet teraz kiedy tu stali, słyszał gdzieś, jakby w tle, brzęczenie świdra, którym szczury ryły ściany Ścieżek.
Nic nie powiedział. Słuchał. Wbrew temu co o nim mówiono, słuchaczem był całkiem dobrym. Człowiekiem ogólnie - nieco gorszym, niż można było sobie wyobrazić, kiedy się o nim wiedziało, w jakim skupieniu potrafił wysłuchiwać cudzych historii. Kiedy Viorica przestała mówić, nie mógł już poszerzyć tego uśmiechu - rozerwałby sobie kąciki ust - mógł się już tylko zaśmiać i zrobił to. Na zdrowie wszystkim tu zebranym.
- Ha... hahahaha, błagam cię Vior - oparł się wolną ręką o pień drzewa, chichocząc przy tym jak opętany. - Sprzątnęłaś coś Dantemu i zamierzasz płacić mi w jabłkach? Co mu zajebałaś? - Ewidentnie czekał na coś... wielkiego! Na jakąś historię rodem z filmu, na szybką drogę do bogactwa, w której brakowało tylko kogoś, kto załatwi jej bilet na statek do Francji i podrabiane papiery, albo po prostu przemyci ją tam bez papierów. I Crow faktycznie mógł to zrobić, więc całkiem dobrze trafiła. Za nic w świecie nie wpadłby od razu na to, że chodziło o coś tak małego, tak durnego, tak malutki przedmiot. Przecież to można było podwędzić komukolwiek, po co robić sobie pod górkę u jakiegoś barona Nokturnu? Ludzie tacy jak Dante wyrwaliby grosza własnemu synowi, bo gówniarz znalazł ten grosz na jego dywanie. - Nikt mi nic o tobie nie mówił, ale ja tego śmiecia nie znoszę, Furfur też, więc mnie nieszczególnie dziwi, że nie byłem pierwszą osobą, z jaką podzielono się tą rewelacją. - Opanował już oddech po solidnym rechocie, jaki sobie przed chwilą zafundował, więc wgryzł się znowu w to jabłko i spojrzał na nią sugestywnie. Gdyby oczy potrafiły mówić, powiedziałby nimi: po co chciałaś się ze mną zobaczyć?, ale oczy nie potrafiły mówić, a on wykonał jakiś ciężki do zrozumienia gest.
Tak, Crow był mądry. Tak, przeganiał tym swoim łbem wielu. Miał też dobrze wyrobioną pamięć mięśniową, więc naprawdę małe grono osób chciałoby mu podskoczyć bez powodu, ale... jakoś nie złapał tego w locie, nie połączył od razu prostych faktów. To napływało do niego powoli. Brak entuzjazmu, wisielcza postawa, skubanie paznokci. Mina jakoś mu posmętniała, pociągnął nosem, po czym głośno przełknął kolejny kęs, rozglądając się na boki. Wreszcie, po upierdliwie długiej ciszy zniżył głos, nie do poziomu szeptu, ale tak o ton niżej, niż mówił wcześniej.
- Viorica... coś ty mu ukradła? Dziewictwo?
Nic nie powiedział. Słuchał. Wbrew temu co o nim mówiono, słuchaczem był całkiem dobrym. Człowiekiem ogólnie - nieco gorszym, niż można było sobie wyobrazić, kiedy się o nim wiedziało, w jakim skupieniu potrafił wysłuchiwać cudzych historii. Kiedy Viorica przestała mówić, nie mógł już poszerzyć tego uśmiechu - rozerwałby sobie kąciki ust - mógł się już tylko zaśmiać i zrobił to. Na zdrowie wszystkim tu zebranym.
- Ha... hahahaha, błagam cię Vior - oparł się wolną ręką o pień drzewa, chichocząc przy tym jak opętany. - Sprzątnęłaś coś Dantemu i zamierzasz płacić mi w jabłkach? Co mu zajebałaś? - Ewidentnie czekał na coś... wielkiego! Na jakąś historię rodem z filmu, na szybką drogę do bogactwa, w której brakowało tylko kogoś, kto załatwi jej bilet na statek do Francji i podrabiane papiery, albo po prostu przemyci ją tam bez papierów. I Crow faktycznie mógł to zrobić, więc całkiem dobrze trafiła. Za nic w świecie nie wpadłby od razu na to, że chodziło o coś tak małego, tak durnego, tak malutki przedmiot. Przecież to można było podwędzić komukolwiek, po co robić sobie pod górkę u jakiegoś barona Nokturnu? Ludzie tacy jak Dante wyrwaliby grosza własnemu synowi, bo gówniarz znalazł ten grosz na jego dywanie. - Nikt mi nic o tobie nie mówił, ale ja tego śmiecia nie znoszę, Furfur też, więc mnie nieszczególnie dziwi, że nie byłem pierwszą osobą, z jaką podzielono się tą rewelacją. - Opanował już oddech po solidnym rechocie, jaki sobie przed chwilą zafundował, więc wgryzł się znowu w to jabłko i spojrzał na nią sugestywnie. Gdyby oczy potrafiły mówić, powiedziałby nimi: po co chciałaś się ze mną zobaczyć?, ale oczy nie potrafiły mówić, a on wykonał jakiś ciężki do zrozumienia gest.
Tak, Crow był mądry. Tak, przeganiał tym swoim łbem wielu. Miał też dobrze wyrobioną pamięć mięśniową, więc naprawdę małe grono osób chciałoby mu podskoczyć bez powodu, ale... jakoś nie złapał tego w locie, nie połączył od razu prostych faktów. To napływało do niego powoli. Brak entuzjazmu, wisielcza postawa, skubanie paznokci. Mina jakoś mu posmętniała, pociągnął nosem, po czym głośno przełknął kolejny kęs, rozglądając się na boki. Wreszcie, po upierdliwie długiej ciszy zniżył głos, nie do poziomu szeptu, ale tak o ton niżej, niż mówił wcześniej.
- Viorica... coś ty mu ukradła? Dziewictwo?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.