11.03.2024, 04:33 ✶
Gdyby tylko wiedział ile osób uciekało w trakcie tej zabawy od nieprzyjemności czy własnych myśli. Gdyby tylko porozmawiali ze sobą szczerze, na pewno zrobiłaby się z potańcówki stypa. Może i potrzebne byłoby takie spotkanie, poważne, spokojne, przy okrągłym stole.
Przyglądał się im, czekając na odpowiedzi albo na pogardliwe spojrzenia, że zadaje głupie pytania. Poruszenie nie umknęło jego uwadze, zerknął za jego spojrzeniem, ale nie wyłapał nic niepokojącego, z resztą zaraz Sebastian odpowiedział i przerzucił zaciekawione spojrzenie na pierścień. Zaraz przenosząc oczy na szal jaki mężczyzna wystawił w jego stronę. Przełożył wino do drugiej ręki i sięgnął po prezent, zaraz prychając śmiechem na ich propozycje temblaka i przekonywania. Spojrzał na jednego, na drugiego, z uśmiechem. Byli kochani.
-Temblaka mi nie trzeba, to tylko skaleczenie, zagoi się jak na kocie. Ale dziękuję za troskę.-przesunął palcem po materiale. Czuł go normalnie, więc czemu dłoń mężczyzny wydała się taka zimna? To przez emocje? Trzymanie kieliszka? Zimno nocy? Zaburzone przez alkohol i nerwy krążenie? Odstawił wino na bok, aby trzymając materiał w dwóch dłoniach przyjrzeć się Patrickowemu prezentowi.
-Ja wylosowałem pozytywkę z kobietą w płomieniach.-rozłożył szal.-To na pewno zły omen, tylko jeszcze niw eim kiedy nieszczęście przyjdzie. Może już przyszło.-dodał zerkając na swoją dłoń. Preludium katastrofy.
-Szal jest piękny.-skomentował go w końcu, wystawiając go w stronę jego właściciela. Nie będzie mu kraść, choć mógłby.-I pierścień też, choć sam takich nie noszę. Zaraz byłyby całe w ziemi czy maściach, nie miałbym cierpliwości co chwila go myć albo zakładać i zdejmować.-gadał sobie, bujając nogami wyciągniętymi daleko przed siebie.
-Myślicie, że długo to jeszcze potrwa?-rzucił w eter, szybko się reflektując co właśnie zasugerował.-Bo w sensie nie to, że mi się nie podoba, ale trochę zmęczony jestem.-zmęczony, przybity i uświadomiony w tym, że nieważne jak mocno by chciał, to i tak nie będzie tak jak chciałby żeby było. Zawsze chuj w dupę i kotwica w plecy, całe życie pod górkę. Brak pieniędzy, przeprowadzka, niepowodzenia w szkole, wilkołactwo, choroba ojca, ataki śmierciożerców. Czy może dostać choć rok życia bez większych zmartwień? Zbyt wiele wymaga. W takim razie choć miesiąc bez problemów, to powinno dać się zrobić. Na szczęście nie tylko jego życie nie rozpieszczało, gdyby tak było, to siedziałby tu sam, a nie z nimi.
Przyglądał się im, czekając na odpowiedzi albo na pogardliwe spojrzenia, że zadaje głupie pytania. Poruszenie nie umknęło jego uwadze, zerknął za jego spojrzeniem, ale nie wyłapał nic niepokojącego, z resztą zaraz Sebastian odpowiedział i przerzucił zaciekawione spojrzenie na pierścień. Zaraz przenosząc oczy na szal jaki mężczyzna wystawił w jego stronę. Przełożył wino do drugiej ręki i sięgnął po prezent, zaraz prychając śmiechem na ich propozycje temblaka i przekonywania. Spojrzał na jednego, na drugiego, z uśmiechem. Byli kochani.
-Temblaka mi nie trzeba, to tylko skaleczenie, zagoi się jak na kocie. Ale dziękuję za troskę.-przesunął palcem po materiale. Czuł go normalnie, więc czemu dłoń mężczyzny wydała się taka zimna? To przez emocje? Trzymanie kieliszka? Zimno nocy? Zaburzone przez alkohol i nerwy krążenie? Odstawił wino na bok, aby trzymając materiał w dwóch dłoniach przyjrzeć się Patrickowemu prezentowi.
-Ja wylosowałem pozytywkę z kobietą w płomieniach.-rozłożył szal.-To na pewno zły omen, tylko jeszcze niw eim kiedy nieszczęście przyjdzie. Może już przyszło.-dodał zerkając na swoją dłoń. Preludium katastrofy.
-Szal jest piękny.-skomentował go w końcu, wystawiając go w stronę jego właściciela. Nie będzie mu kraść, choć mógłby.-I pierścień też, choć sam takich nie noszę. Zaraz byłyby całe w ziemi czy maściach, nie miałbym cierpliwości co chwila go myć albo zakładać i zdejmować.-gadał sobie, bujając nogami wyciągniętymi daleko przed siebie.
-Myślicie, że długo to jeszcze potrwa?-rzucił w eter, szybko się reflektując co właśnie zasugerował.-Bo w sensie nie to, że mi się nie podoba, ale trochę zmęczony jestem.-zmęczony, przybity i uświadomiony w tym, że nieważne jak mocno by chciał, to i tak nie będzie tak jak chciałby żeby było. Zawsze chuj w dupę i kotwica w plecy, całe życie pod górkę. Brak pieniędzy, przeprowadzka, niepowodzenia w szkole, wilkołactwo, choroba ojca, ataki śmierciożerców. Czy może dostać choć rok życia bez większych zmartwień? Zbyt wiele wymaga. W takim razie choć miesiąc bez problemów, to powinno dać się zrobić. Na szczęście nie tylko jego życie nie rozpieszczało, gdyby tak było, to siedziałby tu sam, a nie z nimi.