— A to ciekawe. Gio na pewno o tym wiedział, a mimo to wybrał akurat taką — odniósł się do preferencji kolorystycznych Geraldine, spoglądając znów na koszulę. Rzeczywiście. Żółty nie był dobrą barwą, szczególnie nie dla niego. Zbyt jasny, jaskrawy... Jonathan wolał kolory stonowane, ale jednocześnie bogate. Szkarłaty, szmaragdy i inne takie mające drogo brzmiące nazwy. Jakby się zastanowić, to złoto też jest żółte... ale o tym Jo teraz nie myślał.
— Chciałem tylko sprawdzić — odrzekł oddając jej narzędzie tortur.
Był w tym miejscu już tyle razy, ale nigdy nie czuł się tak niezręcznie jak teraz. Nie wiedział, co mówić, co robić z rękoma. Geraldine łatwo mogła dostrzec jego zdenerwowanie.
W końcu wymyślił fantastyczne rozwiązanie swojego problemu.
— Wiesz co, chyba już pójdę. Tak trochę poczułem się zmęczony, wiesz, trochę wypiłem i w ogóle... Gio chciałby pewnie się wcześnie obudzić, wiesz, jak to z nim jest...
Roześmiał się, ale szybko tego żałował przez wzgląd na to, ile niezręczności wylało się z każdym dźwiękiem. Ruszył zabrać swoją kurtkę, przy okazji potykając się o coś leżącego na podłodze i prawie przewracając się. W ostatniej chwili złapał równowagę.
— Wow, mogłabyś tu czasem posprzątać, wiesz?