11.03.2024, 10:51 ✶
Samuel był bardzo długi i dość szczupły, można powiedzieć łykowaty. Jego tężyzna fizyczna nie szła w parze z masą, co wcale – jak Neil miał już okazję się przekonać – nie oznaczało jego słabości. Wytarte, wypłowiałe jeansy pamiętały lepsze czasy, podobnie jak kraciasta koszula, przeplatająca w sobie biel i czerń ze spranym niebieskim. Piękne strzyżenie z potańcówki powoli zarastało i najwidoczniej mężczyzna nie mając powodu, nie uważał za stosowne regularne wizyty u barbera. Wciąż jednak Neil mógł mieć w pamięci kształt jego pociągłej twarzy i młody obrys oczu. Zarost dodawał mu wieku, kto wie, może byli rówieśnikami?
Westchnął ciężko, gdy usłyszał powód Neila do tego, aby się znaleźć na oceanie nostalgii i nieosiągalnego zapomnienia. Mieszkańcy Doliny najwidoczniej już tak przywykli do tego, że wszyscy wiedzą o zagrożeniach Kniei, że nikt nie kłopotał się, aby mówić o tym nowoprzyjezdnym.
– Las jest przeklęty, biegają po nim cienie i upiory wysysające lata życia. Wychodzą z nich pomarszczeni, posiwiali dziadkowie, albo trupy są wynoszone, nie wiem... Jeśli chcesz się zabić, to może – westchnął znów, cmoknął językiem o zęby rozmyślając nad ciągiem dalszym wypowiedzi. Kiepskim był psychologiem, sam szczęśliwie zawdzięczal rodzicom taką konstrukcję psychiczną, w której nie było miejsca na mysli samobójcze. Wszelkie problemy egzystencjalne rozwiązywał robotą, albo... większą ilością roboty. Tak jakoś jednak czuł, że jak powie "znajdź sobie jakieś zajęcie, prace, nie wiem, zajmij czymś ręce, to przestaniesz odpierdalać", że te słowa nie poprawią sytuacji Szczeniaka.
Ostatecznie też uchylił jedno ślipie, żeby zrozumieć, komu dzieciak mówi o znalezieniu kogo, bo to też jakoś umykało.
– On znalazł Ciebie, czy Ty jego? – dopytał. Może rozmowa była dziwna, ale paradoksalnie, w takich dziwnych przestrzeniach właśnie odnajdywał się lepiej. Outsiderzy i dziwacy, to ludzie z którymi rozmawiało mu się łatwo. Poza Longbottomami, chociaż w sumie z tego co się nasłuchał o tej całej czystej krwi, to jego przyjaciółka i jego rodzina też po trochę zaliczali się do kategorii ludzi, z którymi dogadywał się lepiej. – Mnie znalazły mrówki, ale to ze dwie godziny temu. Skubane opanowują podziemia cal po calu. Człowiek już nie ma gdzie się położyć...
Westchnął ciężko, gdy usłyszał powód Neila do tego, aby się znaleźć na oceanie nostalgii i nieosiągalnego zapomnienia. Mieszkańcy Doliny najwidoczniej już tak przywykli do tego, że wszyscy wiedzą o zagrożeniach Kniei, że nikt nie kłopotał się, aby mówić o tym nowoprzyjezdnym.
– Las jest przeklęty, biegają po nim cienie i upiory wysysające lata życia. Wychodzą z nich pomarszczeni, posiwiali dziadkowie, albo trupy są wynoszone, nie wiem... Jeśli chcesz się zabić, to może – westchnął znów, cmoknął językiem o zęby rozmyślając nad ciągiem dalszym wypowiedzi. Kiepskim był psychologiem, sam szczęśliwie zawdzięczal rodzicom taką konstrukcję psychiczną, w której nie było miejsca na mysli samobójcze. Wszelkie problemy egzystencjalne rozwiązywał robotą, albo... większą ilością roboty. Tak jakoś jednak czuł, że jak powie "znajdź sobie jakieś zajęcie, prace, nie wiem, zajmij czymś ręce, to przestaniesz odpierdalać", że te słowa nie poprawią sytuacji Szczeniaka.
Ostatecznie też uchylił jedno ślipie, żeby zrozumieć, komu dzieciak mówi o znalezieniu kogo, bo to też jakoś umykało.
– On znalazł Ciebie, czy Ty jego? – dopytał. Może rozmowa była dziwna, ale paradoksalnie, w takich dziwnych przestrzeniach właśnie odnajdywał się lepiej. Outsiderzy i dziwacy, to ludzie z którymi rozmawiało mu się łatwo. Poza Longbottomami, chociaż w sumie z tego co się nasłuchał o tej całej czystej krwi, to jego przyjaciółka i jego rodzina też po trochę zaliczali się do kategorii ludzi, z którymi dogadywał się lepiej. – Mnie znalazły mrówki, ale to ze dwie godziny temu. Skubane opanowują podziemia cal po calu. Człowiek już nie ma gdzie się położyć...