- Nie oszukujmy się, Gio nie ma gustu. - Jakoś lekko przyszedł jej ten komentarz, nie, żeby sama była specjalistką od kolorów, bo zdecydowanie nie była, ale żółty od zawsze jej się źle kojarzył, był okropnie krzykliwy.
- Jak zawsze, tylko sprawdzić. - Zaciągnęła się jeszcze dymem papierosowym, po chwili jednak zagasiła go o popielniczkę, która znajdowała się na parapecie, mieszkanie Yaxley było pełne popielniczek porozstawianych w różnych, dziwnych miejscach.
- Zmęczony? Jak zawsze Gio będzie wymówką, co? - Spoglądała na Jonathana uważnie. Właściwie to spodziewała się, że może się to skończyć w podobny sposób, chociaż przez chwilę myślała, że będzie to ten pierwszy raz, gdy pomyśli o sobie.
- Specjalnie dla ciebie, jutro tu posprzątam. - Postanowiła podejść do niego, skoro i tak już miał wyjść. Całkiem szybko przemierzyła odległość.
- Nie pożegnasz się? - Takie wyjście nie było w jego stylu, chciała pozbyć się tę niezręczności, która się między nimi pojawiła, sama zresztą nie wiedziała na czym stoją. Nie miała pojęcia, czy powinna go próbowac tutaj zatrzymać, tak jak się umówili, czy po prostu dać mu odejść.