11.03.2024, 12:26 ✶
Cóż, Longbottom odbył w ostatnim czasie parę rozmów z młodym Blackiem i dosyć szybko zorientował się, że wydarzenia mocno odbiły się na jego osobie. Jeśli do tej pory postrzegał go jako jednego z wielu czystokrwistych to sam fakt, że przewartościował swoje życie i żałował, że nie ma wystarczająco sił i środków, aby powstrzymać Śmierciożerców i ich przywódcę przemawiał na jego korzyść. I chociaż nawet Erik nie był na tyle lekkomyślny, aby przy pierwszej okazji dopuścić Perseusza do wewnętrznego kręgu, tak nie widział nic złego w zawarciu współpracy na wszelki wypadek. Jeśli sytuacja zaogni się jeszcze bardziej, będą potrzebowali wsparcia czy wtyk w różnych miejscach.
— Więc twoje obawy mają tym mniej podstaw — odrzekł niezrażony, chociaż lekko zdziwiony. Akurat tego, że magimedyczka została zaproszona przez Stewarda. nie wyłapał. Chociaż w gruncie rzeczy nie zdołał zamienić ani z nią, ani z Patrickiem nawet kilku słów podczas przyjęcia. Więc nic dziwnego, że się nie zorientował. — Wiem, że uważasz, że w porównaniu z tobą jestem zbyt naiwny, ale skoro siostra Atreusa cieszy się tak dużym zaufaniem, to skąd masz pewność, że jej brat nie podziela jej poglądów na sprawy ważne?
Czasem odnosił wrażenie, że Brennie aż nazbyt łatwo przychodziło szufladkowanie ludzi. Może to takie zboczenie zawodowe wyniesione z Ministerstwa Magii? Jeśli człowiek chciał jakkolwiek efektywnie operować w tym środowisku, to siłą rzeczy musiał kierować się schematami i stereotypami. Dzięki temu łatwiej było zrozumieć motywację, metody i zachowania przestępców, aby lepiej przewidywać ich działania i skuteczniej zapobiegać kolejnym nieprzyjemnym incydentom. W przypadku siostry Erika te skłonności najwyraźniej przesiąknęły do jej życia osobistego i wolontariatu na rzecz Zakonu Feniksa.
— Brenna... — westchnął ciężko, skracając nieco dzielącą ich odległość, jednak zamiast zbliżyć się do siostry opadł na brązowy, skórzany fotel. — Gdybym postawił sobie za punkt honoru zeswatanie cię z kimkolwiek wbrew twojej woli, to gwarantuję ci, że nie zrobiłbym tego publicznie. Obawiam się, że potencjalny kandydat mógłby potem nie pokazać się zbyt szybko w towarzystwie. — Przywarł plecami do oparcia, wodząc dłońmi po podłokietnikach mebla. — Niczego nie wymusiłem na żadnej ze stron. Nie kazałem ci rozmawiać z nim ani jemu z tobą. Nie był nawet zobligowany do przyjścia. Po prostu... dałem wam przestrzeń. To, co z nią zrobiliście, to wasza sprawa.
Zaczerwienił się na kolejne słowa Brenny. Kojarzyła mu się teraz z surową nauczycielką, która wytyka mu błędy na teście, próbując udowodnić jakim tłukiem jest. Poza tym uderzała w słaby punkt swego brata: empatię. Opowiadając o tym, ile to pracy włożyła w to, aby licytacja się odbyła, przypominało pokazanie mu otwartej rany przez którą mógł wniknąć głębiej, aby spojrzeć na sytuację z jej perspektywy.
Oczywiście, doceniał jej wkład. Gdyby nie ona, przyjęcie w ogóle nie miałoby racji bytu, bo kto byłby w stanie w tak krótkim czasie obskoczyć pól Londynu i przeprowadzić negocjacje z ludźmi, którzy chcieli przekazać jakieś fanty? W dzień balu, owszem, wściekał się na to, jak go potraktowała, jednak równie szybko, jak się uniósł, tak równie szybko jej wybaczył. Przynajmniej częściowo. Dalej miał żal do niego, że pomyślała, że to w ogóle był dobry pomysł, jednak nie działał aktywnie przeciwko niej. Nie umyślnie.
— Byłem zły. Wtedy. Teraz już nie jestem — przyznał, wypuszczając powoli powietrze przez usta. — Rozumiem, czemu zdecydowałaś się na taki ruch i oboje wiemy, że koniec końców miałaś rację, bo cel został osiągnięty. Uważam jednak, że mogłaś to przeprowadzić... Łagodniej. Ze względu na mnie, chociażby. — Wbił w siostrę krzywe spojrzenie, jakby ważył na szali wszystkie za i przeciw. — Jeśli nie życzysz sobie Bulstrode'a w swoim otoczeniu, to niech będzie. Będę się trzymał od tej sprawy z daleka i to ty będziesz decydował czy i kiedy go gdziekolwiek przyjmować. O innych amantów też nie musisz się martwić.
Uśmiechnął się krzywo. Ten sezon i tak był nadzwyczaj jałowy pod tym względem, a też nie skupiał się jakoś wyjątkowo na tym, aby kogokolwiek Brennie znaleźć. Bądź co bądź, znając jej charakterek, odpłaciłaby mu pięknym za nadobne, a to... Zdecydowanie nie byłoby zbyt fortunne.
— O co właściwie chodzi między wami? — wypalił niespodziewanie. — Miałem wrażenie, że był dosyć... Zmartwiony, gdy dowiedział się o tym, że wylądowałaś w szpitalu ostatnim razem.
— Więc twoje obawy mają tym mniej podstaw — odrzekł niezrażony, chociaż lekko zdziwiony. Akurat tego, że magimedyczka została zaproszona przez Stewarda. nie wyłapał. Chociaż w gruncie rzeczy nie zdołał zamienić ani z nią, ani z Patrickiem nawet kilku słów podczas przyjęcia. Więc nic dziwnego, że się nie zorientował. — Wiem, że uważasz, że w porównaniu z tobą jestem zbyt naiwny, ale skoro siostra Atreusa cieszy się tak dużym zaufaniem, to skąd masz pewność, że jej brat nie podziela jej poglądów na sprawy ważne?
Czasem odnosił wrażenie, że Brennie aż nazbyt łatwo przychodziło szufladkowanie ludzi. Może to takie zboczenie zawodowe wyniesione z Ministerstwa Magii? Jeśli człowiek chciał jakkolwiek efektywnie operować w tym środowisku, to siłą rzeczy musiał kierować się schematami i stereotypami. Dzięki temu łatwiej było zrozumieć motywację, metody i zachowania przestępców, aby lepiej przewidywać ich działania i skuteczniej zapobiegać kolejnym nieprzyjemnym incydentom. W przypadku siostry Erika te skłonności najwyraźniej przesiąknęły do jej życia osobistego i wolontariatu na rzecz Zakonu Feniksa.
— Brenna... — westchnął ciężko, skracając nieco dzielącą ich odległość, jednak zamiast zbliżyć się do siostry opadł na brązowy, skórzany fotel. — Gdybym postawił sobie za punkt honoru zeswatanie cię z kimkolwiek wbrew twojej woli, to gwarantuję ci, że nie zrobiłbym tego publicznie. Obawiam się, że potencjalny kandydat mógłby potem nie pokazać się zbyt szybko w towarzystwie. — Przywarł plecami do oparcia, wodząc dłońmi po podłokietnikach mebla. — Niczego nie wymusiłem na żadnej ze stron. Nie kazałem ci rozmawiać z nim ani jemu z tobą. Nie był nawet zobligowany do przyjścia. Po prostu... dałem wam przestrzeń. To, co z nią zrobiliście, to wasza sprawa.
Zaczerwienił się na kolejne słowa Brenny. Kojarzyła mu się teraz z surową nauczycielką, która wytyka mu błędy na teście, próbując udowodnić jakim tłukiem jest. Poza tym uderzała w słaby punkt swego brata: empatię. Opowiadając o tym, ile to pracy włożyła w to, aby licytacja się odbyła, przypominało pokazanie mu otwartej rany przez którą mógł wniknąć głębiej, aby spojrzeć na sytuację z jej perspektywy.
Oczywiście, doceniał jej wkład. Gdyby nie ona, przyjęcie w ogóle nie miałoby racji bytu, bo kto byłby w stanie w tak krótkim czasie obskoczyć pól Londynu i przeprowadzić negocjacje z ludźmi, którzy chcieli przekazać jakieś fanty? W dzień balu, owszem, wściekał się na to, jak go potraktowała, jednak równie szybko, jak się uniósł, tak równie szybko jej wybaczył. Przynajmniej częściowo. Dalej miał żal do niego, że pomyślała, że to w ogóle był dobry pomysł, jednak nie działał aktywnie przeciwko niej. Nie umyślnie.
— Byłem zły. Wtedy. Teraz już nie jestem — przyznał, wypuszczając powoli powietrze przez usta. — Rozumiem, czemu zdecydowałaś się na taki ruch i oboje wiemy, że koniec końców miałaś rację, bo cel został osiągnięty. Uważam jednak, że mogłaś to przeprowadzić... Łagodniej. Ze względu na mnie, chociażby. — Wbił w siostrę krzywe spojrzenie, jakby ważył na szali wszystkie za i przeciw. — Jeśli nie życzysz sobie Bulstrode'a w swoim otoczeniu, to niech będzie. Będę się trzymał od tej sprawy z daleka i to ty będziesz decydował czy i kiedy go gdziekolwiek przyjmować. O innych amantów też nie musisz się martwić.
Uśmiechnął się krzywo. Ten sezon i tak był nadzwyczaj jałowy pod tym względem, a też nie skupiał się jakoś wyjątkowo na tym, aby kogokolwiek Brennie znaleźć. Bądź co bądź, znając jej charakterek, odpłaciłaby mu pięknym za nadobne, a to... Zdecydowanie nie byłoby zbyt fortunne.
— O co właściwie chodzi między wami? — wypalił niespodziewanie. — Miałem wrażenie, że był dosyć... Zmartwiony, gdy dowiedział się o tym, że wylądowałaś w szpitalu ostatnim razem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞