Rzadko. Prawie w ogóle, żaden z nich a tym bardziej Renigald nie zwierzał się z problemów. Tutaj sytuacja była nieco inna. Co jednak po wypowiedzeniu swoich słów, co odwaliła Penny, według Terry’ego brzmiało jakby bredził?
Malfoy spojrzał na niego jak na kompletnego idiotę, który umiał tylko śmieszkować ze wszystkiego. Obracać w żart. Był jakby typowym luzakiem. Choć nie do końca Terry trafił na to, że niby Renigald chciał się z Penny umówić, to bardziej chodziło o kolejne próby wyjaśnienia sytuacji w jakiej oboje się przez nią znaleźli.
Zmarszczył brwi, kiedy słuchał wypowiedzi Trelawneya. Penny zdawała sobie sprawę z tego, co może wiązać się zaręczanie z nim? Niby jeszcze jakie inne mogą z tego wyniknąć konsekwencje, niż te które znał na co dzień Renigald?
- Tak? Więc z czym?Aż Renigald skrzyżował ręce na klatce piersiowej, stając profilem do kolegi, ciekawym będąc jego wyjaśnień. Jego punktu spojrzenia na zaistniałą sytuację, która według niego była żartem, może i nie udanym? Udanym? Malfoyowi w żadnym wypadku do śmiechu nie było. Ale może dowie się innej interpretacji tego, co się odpierniczyło?
- W tej chwili to ja uważam, że bredzisz. Bo może było tak, że jednak ktoś zamienił jej mózg w kupę gnijących glonów, a Ciebie przy tym nie było?
Uniósł brew ku górze, odgryzając mu się w słowach. Odbijając mu tym samym. Tylko czy to miało jakikolwiek sens? Może lepiej jednak, jak Terry dowie się tego od Penny, bo jego mają za kompletnego bogatego durnia? Bo mu nie wierzy? To się jeszcze zdziwi, jak zamiast upierdliwego klienta, wejdzie mu jakaś plotkara czy inny redaktor jakiegoś czasopisma. Z drugiej strony można było się zastanowić, czy skoro Weasleyowej nie było w sklepie, to specjalnie dzisiaj nie przychodziła? Czy faktycznie była i wyszła na moment? Albo jeszcze nie dotarła, bo może już ktoś zdążył zawracać jej głowę wywiadem?