Otrzymanie listu od Roberta nie było żadnym zaskoczeniem. Kiedy było trzeba stawić się na spotkanie, Nicholas zawsze znajdował na to odpowiedni czas. Ta dzisiejsza treść wiadomości była wręcz zaskakująca. Odmienna. Rzadko zdarzało się, aby to Robert decydował się opuszczać swoją posiadłość w celu osobistych odwiedzin w mieszkaniu Traversa. Nicholas powiadomił o tym swojego współlokatora, który najwyraźniej nie widział problemu zostawić ich samych na te kilka godzin wieczorem. Czyżby była kolejna pilna sprawa?
Nicholas nie odpisywał na ten list z zapewnieniem, że go oczekuje, zakładając, że Robert zapowiadając się przybędzie niezależnie od tego, czy Travers miał dla niego czas. Nawet jakby Nicholas miał już coś na ten wieczór zaplanowane, zmieniłby plany. Jak już sam powiedział niejednokrotnie Mulciberowi, dla niego ten czas zawsze znajdzie. Inna mogłaby być sytuacja, gdyby nastąpiło wezwanie do Kromlechu.
Oczekując przybycia Mulcibera, Nicholas ogarnął trochę mieszkanie zaklęciami. Nie posiadał skrzatów. Nie zabierał żadnego z nich ze swojej rodzinnej rezydencji. Nie chciał niepotrzebnych świadków czy krzątających się pod nogami stworzeń. Sam wszystko sobie ogarniał. Tak też mieszkanie miał co prawda zadbane. Czyste. Uporządkowane. Surowe w kolorystyce mebli i barw. Ciemnych, zimnych. Brak rzucających się w oczy dekoracji ściennych, półkowych i roślinnych. Gdzieś może leżało parę książek na półce równo ułożonych. Ledwie kilka. Wszystko co potrzebne, było raczej schowane. Na stole jadalnym, stał jeden komplet używanych już świec, czarnych. Mulciberowi na pewno bardzo dobrze znanych. Bowiem zakupionych w jego sklepie.
Nicholas na sobie miał czarne spodnie i koszulę rozpiętą pod szyją, z podwiniętymi rękawami, jakby normalnie był po pracy i czekał na gościa. Mroczny znak był ukryty pod zaklęciem maskującym. Kiedy rozległo się pukanie, podszedł do drzwi i otworzył. Nie dał mentorowi czekać zbyt długo na korytarzu.
- Robercie. Zapraszam.Zrobił mu przejście, zapraszając do środka. Zamknął drzwi za gościem. Jeżeli Robert miał płaszcz, mógł go zdjąć a Nicholas go odbierze i powiesi na wieszak. Według Niewymownego, Mulciber nie musiał się tłumaczyć.
- W żadnym wypadku. Twoja obecność zawsze jest tutaj mile widziana.
Zapewnił go, aby niczym się nie przejmował i nie musiał tłumaczyć.
- Rozgość się.
Gestem ręki, Nicholas zaprosił Roberta do środka, aby przeszedł do salonu, który był połączony z kuchnią i jadalnią. Jako jedno większe w sumie pomieszczenie. Czy wolał usiąść przy stole, czy na sofie lub fotelu, wybór należał do gościa.
- Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty?
Zaproponował. Nie od razu proponując alkohol. Pamiętając to, że ostatnim razem jak się widzieli, Robert miał dziwny zwyczaj picia więcej. Jeżeli zapyta o coś mocniejszego, wtedy dopiero zaproponuje mu jedną ze szkockich whisky. Prosto ze swoich rodzinnych stron. Z Lestrange'm nie pili za bardzo alkoholu, więc butelek i karafek zbierało się trochę jak w kolekcjonerstwie, kiedy dostawał w prezencie. Otwierane tylko na konkretne sytuacje, potrzeby lub okoliczności.