11.03.2024, 16:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2024, 16:48 przez Dora Crawford.)
Była już praktycznie przy nim, kiedy poczuła, że coś jest nie tak. Chyba najpierw pomyślała, że zwyczajnie źle postawiła stopę, zdarza się przecież, nie pierwszy i nie ostatni raz wdepnęłaby w jakiś dołek w trawie i zatoczyła się lekko, próbując łapać równowagę. Problem polegał na tym, że ziemia wcale nie wydawała się tak samo stabilna jak zwyczajnie być powinna i utrzymanie się w pionie okazało się o wiele bardziej skomplikowane niż zazwyczaj.
Crawley wyciągnęła rękę, nawet nie w jego stronę, bo do tej pory była gotowa dopaść do niego i złapać za kołnierz, żeby udaremnić podejmowane działania, a bardziej chcąc zrobić coś z rozochoconymi pnączami, które rozwinęły się dookoła niego. Ziemia jednak, poruszona... czymś, usunęła jej się spod nóg, i Dora zwyczajnie wywinęła orła, lądując na pośladkach koło zagonków.
- Aaaa, nic ci nie jest? - bardziej w tym momencie martwiła się o niego, niż o siebie, szczególnie że roztaczające się dookoła niego pnącza płożyły się nie tylko po ziemi, ale zaczęły też owijać jego samego. Przesunęła się, oczywiście na czworakach, nie chcąc zaliczyć kolejnego upadku, bliżej niego. - Witki, tnij witki - rzuciła, czując rosnący w piersi strach i wyciągnęła nawet znowu dłoń, chcąc rzucić proste diffindo i ciąć kolczaste pnącza, zachłannie owijające metodycznie swoją ofiarę. Ale jedyne co się pojawiło, to mdłe iskry, które tylko przyciągnęły uwagę rośliny, w dziwny sposób pobudzonej, której witki owinęły się także dookoła nadgarstka Crawley.
Crawley wyciągnęła rękę, nawet nie w jego stronę, bo do tej pory była gotowa dopaść do niego i złapać za kołnierz, żeby udaremnić podejmowane działania, a bardziej chcąc zrobić coś z rozochoconymi pnączami, które rozwinęły się dookoła niego. Ziemia jednak, poruszona... czymś, usunęła jej się spod nóg, i Dora zwyczajnie wywinęła orła, lądując na pośladkach koło zagonków.
- Aaaa, nic ci nie jest? - bardziej w tym momencie martwiła się o niego, niż o siebie, szczególnie że roztaczające się dookoła niego pnącza płożyły się nie tylko po ziemi, ale zaczęły też owijać jego samego. Przesunęła się, oczywiście na czworakach, nie chcąc zaliczyć kolejnego upadku, bliżej niego. - Witki, tnij witki - rzuciła, czując rosnący w piersi strach i wyciągnęła nawet znowu dłoń, chcąc rzucić proste diffindo i ciąć kolczaste pnącza, zachłannie owijające metodycznie swoją ofiarę. Ale jedyne co się pojawiło, to mdłe iskry, które tylko przyciągnęły uwagę rośliny, w dziwny sposób pobudzonej, której witki owinęły się także dookoła nadgarstka Crawley.
Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.