Skoro wierzchniego odzienia nie było, to mogli przejść w głąb mieszkania. Nicholasowi nie przeszkadzała taka ograniczona powierzchnia, wykorzystując swoje mieszkanie bardziej na okazje zwyczajnego przyjmowania gości, noclegu i posiłków. Z kolei dom miał większy, piętrowy z piwnicą i tajnymi pomieszczeniami. Tam można było pozwolić sobie na więcej swobody. Choć nie była to willa ani kamienica, posiadał wystarczająco miejsca i powierzchni dla jednej osoby. A może i nawet kilku.
Skoro herbata, Nicholas podjął się jej przygotowania w odpowiednich kubkach. Nie bawił się w jakieś serwisy herbaciane. Nie miał skrzata od tego, aby mu coś takiego ogarnął z miejsca i zaserwował odpowiednio podanie na ławę. Jeżeli spotkanie miało być krótkie, taki napój im wystarczy, na chwilę obecną. Ciasteczkami nie częstował. Bo nawet ich nie miał. Placek? Nie był piekarzem, aby marnować na to czas. Choć można było kupić, to jednak słodycze w zbyt dużej ilości nie wpływały dobrze na funkcjonowanie organizmu. A i tych Nicholas unikał, jeżeli były zrobione na bazie laktozy, na którą miał uczulenie.
Po przygotowaniu herbaty, Nicholas użył swojej różdżki, na zabezpieczenie mieszkania pod względem planowanego przeprowadzenia rozmów. Czyli, wyciszył je zaklęciami, aby sąsiedzi czy ktokolwiek inny, nie interesował się tutejszymi rozmowami. Małe zabezpieczenie na zaś, niezależnie od tego, czy wizyta Roberta dotyczyła spraw związanych na tematy, jakie poruszali ostatnim razem. Wątpliwe, aby Mulciber chciał wpaść tylko po to, aby porozmawiać o pierdoleniu, polityce i skarbówce.
Po zabezpieczeniu mieszkania, Nicholas zabrał kubki i postawił na ławie. Zajmując swoje miejsce na sofie, aby mieć Roberta z naprzeciwka. Pytania o własny dom, nie spodziewał się.
- Tak. Korzystam.Odparł zgodnie z prawdą. Pracował tam, robił porządki. Rozwijał swoje umiejętności. Ćwiczył w tym nawet i nekromancję. Dokształcał się w pewnych dziedzinach. Samodzielnie, gdzie nikt mu nie przeszkadzał. Dlaczego więc, Robert zainteresował się jego posiadłością? Odpowiedź, pojawiła się w kolejnych jego słowach. Szukał lokalizacji, miejsca na spotkania. Choćby nawet tymczasowo. Miałby mu odmówić?
- Przyznam, że tego się nawet nie spodziewałem.
Odparł krótko. Opierając się wygodniej plecami o oparcie kanapy, wpatrując się w Roberta. Ciekawe. Takiego scenariusza nie przewidywał.
- Wystarczy Ci zwyczajny salon, czy wydzielić jedno z piwniczych pomieszczeń?
Zapytał. Co znaczyło, że nie miał problemu z użyczeniem Robertowi swojego domu. Pytanie o pomieszczenie, zależne było od tego, jakie to mogą być spotkania. Jeżeli zwyczajne, biznesowe, to salon powinien być wystarczający. Ale jeżeli miały być tajne, prywatne, nierzucające się w oczy, Nicholas miał takie do dyspozycji parę wolnych w piwnicy.
Pytanie to było celowo zadane, gdyż musiał wiedzieć, co gdzie ma zabezpieczyć na tyle porządnie, aby osoby będące na spotkaniu, nie pomyślały sobie, żeby węszyć i gdzieś wsadzić swój nos. Ufał Robertowi. Bardzo małe grono osób wiedział o tym, że Nicholas miał dom w Little Hangleton. Jego zakup wiele lat temu tłumaczył, zabezpieczeniem się na przyszłość, gdyby przyszło mu do głowy założenie rodziny. Nikt nie musiał wiedzieć, jakie było prawdziwe przeznaczenie tego domu.