11.03.2024, 17:02 ✶
Nie do końca pasowało mu takie rozrzucanie swoich problemów, jak ziaren po polu. Wolał aby wszystko było prywatne, bo wiedział, jak bardzo pewne rzeczy mogą zmienić nastawienie innych do niego, jak wiele mogą w życiu utrudnić. Tutaj jednak wystarczyłoby, że przypadkiem trafiłby na jego nazwisko w papierach i na pewno z ciekawości by zajrzał. Teraz mógł wszystko wyjaśnić, skoro mleko i tak się rozlało.
-Em... Nie, nie do końca. 15 lat miałem, więc... W połowie mniej więcej, tak jakby, bo w Beauxbatons od 11 lat się zaczyna... Nie wiem jak w innych.-głupio mu było, że nie wiedział, do tego nie był pewien o jaką szkołę pyta, o zwykłą dla mugoli, czy o akademię magii? Może coś źle policzył i Erik ma rację? Zwątpił we wszystko.
Uśmiechnął się pogodniej na pochwałę. Wiedział, że to dobry pomysł i dobrze, że nie był jedynym, który miał takie zdanie. Dogadają się, chyba.
Gadał i gadał, bo chciał wszystko wytłumaczyć, ale zbaczał na dziwne ścieżki opowieści rodzinnych, planów i małych marzeń, które liczyli, że się spełnią póki jeszcze jego ojciec nie ma aż takich problemów z poruszaniem się.
-Taty na podwórko nie wystawię, ale spacer nie zaszkodzi.-zaśmiał się krótko na jego słowa o dzieciach zostawianych na świeżym powietrzu. Zaraz jednak zbystrzał i lekko zaniepokojony spojrzał na kartki, szybko przerzucając badawczy wzrok na dłoń Erika, a później na jego twarz.
-Nie, to piwnica pod domem. Kiedyś tam był piec, ale ciotka naciągnęła kochanka na nowy i... No, po prostu piwnica pod domem, zwykła, małe okna... drzwi... schody, beton wszędzie.-zacisnął usta. Po co wyjechał z tą ciotką? Może dlatego, że mama na nią też patrzyła krzywo za te romanse. Dać dupy za piec... Gdyby jego kochana mama dowiedziała się co jej syn dostaje w zamian za takie akty, na pewno chciałaby go wywalić z domu, ale nie mogłaby, bo to dom ciotki.
Zaraz uciekł wzrokiem na pytania o zabezpieczenia, zaklęcia i zamki, a dłonie zaplątały się jedna o drugą.
-Nooo.... Nie jestem za dobry w magię tego typu, więc sam się nie ubezpieczę w żaden sposób, rodzice nie czarują, więc tym bardziej...-okropnie było mu głupio i widać to było po ogólnym spięciu i patrzeniu wszędzie byle nie na mężczyznę przed nim. "Kumpluje się" z Morpheusem, a nie umie prostych czarów, ledwo zdał szkołę, do której chodził tylko dlatego, że miał szczęście. Może faktycznie powinien poćwiczyć inne dziedziny magii, te z którymi sobie nie radzi, ale jakoś tyle lat próbował i bez sensownych skutków. Czasami trzeba zaakceptować porażkę.-...ale tak czy inaczej nie wiem czy to ma znaczenie. Marne są szanse na zgodę, po prostu marnuję czas urzędnikom. To moja pasja, nie mam nic lepszego do roboty.-mówił z uśmiechem, próbując udać rozbawienie i lekkość, jakby sytuacja nie była dla niego stresująca, a jakby to był zwykły żart, dzień jak co dzień.
-Em... Nie, nie do końca. 15 lat miałem, więc... W połowie mniej więcej, tak jakby, bo w Beauxbatons od 11 lat się zaczyna... Nie wiem jak w innych.-głupio mu było, że nie wiedział, do tego nie był pewien o jaką szkołę pyta, o zwykłą dla mugoli, czy o akademię magii? Może coś źle policzył i Erik ma rację? Zwątpił we wszystko.
Uśmiechnął się pogodniej na pochwałę. Wiedział, że to dobry pomysł i dobrze, że nie był jedynym, który miał takie zdanie. Dogadają się, chyba.
Gadał i gadał, bo chciał wszystko wytłumaczyć, ale zbaczał na dziwne ścieżki opowieści rodzinnych, planów i małych marzeń, które liczyli, że się spełnią póki jeszcze jego ojciec nie ma aż takich problemów z poruszaniem się.
-Taty na podwórko nie wystawię, ale spacer nie zaszkodzi.-zaśmiał się krótko na jego słowa o dzieciach zostawianych na świeżym powietrzu. Zaraz jednak zbystrzał i lekko zaniepokojony spojrzał na kartki, szybko przerzucając badawczy wzrok na dłoń Erika, a później na jego twarz.
-Nie, to piwnica pod domem. Kiedyś tam był piec, ale ciotka naciągnęła kochanka na nowy i... No, po prostu piwnica pod domem, zwykła, małe okna... drzwi... schody, beton wszędzie.-zacisnął usta. Po co wyjechał z tą ciotką? Może dlatego, że mama na nią też patrzyła krzywo za te romanse. Dać dupy za piec... Gdyby jego kochana mama dowiedziała się co jej syn dostaje w zamian za takie akty, na pewno chciałaby go wywalić z domu, ale nie mogłaby, bo to dom ciotki.
Zaraz uciekł wzrokiem na pytania o zabezpieczenia, zaklęcia i zamki, a dłonie zaplątały się jedna o drugą.
-Nooo.... Nie jestem za dobry w magię tego typu, więc sam się nie ubezpieczę w żaden sposób, rodzice nie czarują, więc tym bardziej...-okropnie było mu głupio i widać to było po ogólnym spięciu i patrzeniu wszędzie byle nie na mężczyznę przed nim. "Kumpluje się" z Morpheusem, a nie umie prostych czarów, ledwo zdał szkołę, do której chodził tylko dlatego, że miał szczęście. Może faktycznie powinien poćwiczyć inne dziedziny magii, te z którymi sobie nie radzi, ale jakoś tyle lat próbował i bez sensownych skutków. Czasami trzeba zaakceptować porażkę.-...ale tak czy inaczej nie wiem czy to ma znaczenie. Marne są szanse na zgodę, po prostu marnuję czas urzędnikom. To moja pasja, nie mam nic lepszego do roboty.-mówił z uśmiechem, próbując udać rozbawienie i lekkość, jakby sytuacja nie była dla niego stresująca, a jakby to był zwykły żart, dzień jak co dzień.