11.03.2024, 18:11 ✶
Nic w mężczyźnie nie pasowało do krajobrazu, ale sam od niego odstawał, więc kim był by oceniać? Do zieleni natury i ciemności nadchodzącej nocy nie pasowała ani krata ani biel, nadrabiali jednak spokojem idealnie zgrywającym się z bujającą się trawą i szumiącymi na wzmagającym się wietrze liśćmi.
Uniósł brew słysząc o przekleństwach lasu. Coś obiło mu się o uszy, ale czy wierzył w to? Może zapomniał? Może liczył, że tutaj potwory nie dojdą. Jakoś kompletnie nie myślał o tym gry planował wycieczkę, w końcu jak chodził po lasach dookoła domu rodzinnego, największym zagrożeniem był dzik, który i tak ucieka na widok człowieka.
-A ty chcesz się zabić? W końcu też tu jesteś.-mruknął mu, niekoniecznie oczekując odpowiedzi, bo w słowach ukryty był przytyk, zarzucenie hipokryzji. Bedzie go wyganiał i pouczał, jasne. O ile sam nie włada magią zapewniającą mu szanse na przeżycie, to naraża się tak samo, jak wilkołak będąc tu, do tego jest jeszcze w stanie raczej średnio trzeźwym.
Odebrał alkohol, upił go trochę i zaprezentował swojego towarzysza, a prezentacja ta spotkała się z odzewem, co było trochę zaskakujące.
-On mnie.-wyjaśnił tonem dużo łagodniejszym niż wcześniej. Usiadł jedynie zbierając owoce, a pająk na niego wszedł, jakby był częścią natury, zwykłym przedłużeniem krzewu i traw. Zaraz tez prychnął pod nosem na jego słowa, ni to poirytowany, ni to z rozbawieniem.
-To ty wszedłeś na ich teren, nie dziw się więc, że tu są.-rzucił, przewracając oczyma i zaraz sięgając dłonią w stronę murów ruin, aby przyłożyć dłoń do kamienia, żeby pająk mógł na spokojnie zejść z niego.-Poza tym ich ugryzienia są zdrowe, jak popatrzenia pokrzywą.-mówił, siadając znów normalnie i wracając do trzymania butelki w dłoniach. Pokrzywę też chciał znaleźć, ale teraz może być to trudne, ogólnie znalezienie jakichkolwiek rośli będzie trudne, bo będzie coraz ciemniej i ciemniej. Może to dlatego nie odchodził? Łażenie w nocy po lesie może nie skończyć się dobrze, szczególnie, że teraz został nastraszony potworami. Ani iść, ani zostać, bo co mieliby robić razem? Znając życie, a raczej nie znając za grosz Samuela, czuł, że ten po prostu by obrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę nie przejmując się młodszym, choć czy na pewno?
-Czemu wtedy płakałeś?-wypalił nagle, przesuwając kciukiem po szyjce butelki, gładząc ją czule, bo dłonie nie wiedziały kompletnie co ze sobą zrobić i wyżywały się na obiekcie jaki trzymały.
Uniósł brew słysząc o przekleństwach lasu. Coś obiło mu się o uszy, ale czy wierzył w to? Może zapomniał? Może liczył, że tutaj potwory nie dojdą. Jakoś kompletnie nie myślał o tym gry planował wycieczkę, w końcu jak chodził po lasach dookoła domu rodzinnego, największym zagrożeniem był dzik, który i tak ucieka na widok człowieka.
-A ty chcesz się zabić? W końcu też tu jesteś.-mruknął mu, niekoniecznie oczekując odpowiedzi, bo w słowach ukryty był przytyk, zarzucenie hipokryzji. Bedzie go wyganiał i pouczał, jasne. O ile sam nie włada magią zapewniającą mu szanse na przeżycie, to naraża się tak samo, jak wilkołak będąc tu, do tego jest jeszcze w stanie raczej średnio trzeźwym.
Odebrał alkohol, upił go trochę i zaprezentował swojego towarzysza, a prezentacja ta spotkała się z odzewem, co było trochę zaskakujące.
-On mnie.-wyjaśnił tonem dużo łagodniejszym niż wcześniej. Usiadł jedynie zbierając owoce, a pająk na niego wszedł, jakby był częścią natury, zwykłym przedłużeniem krzewu i traw. Zaraz tez prychnął pod nosem na jego słowa, ni to poirytowany, ni to z rozbawieniem.
-To ty wszedłeś na ich teren, nie dziw się więc, że tu są.-rzucił, przewracając oczyma i zaraz sięgając dłonią w stronę murów ruin, aby przyłożyć dłoń do kamienia, żeby pająk mógł na spokojnie zejść z niego.-Poza tym ich ugryzienia są zdrowe, jak popatrzenia pokrzywą.-mówił, siadając znów normalnie i wracając do trzymania butelki w dłoniach. Pokrzywę też chciał znaleźć, ale teraz może być to trudne, ogólnie znalezienie jakichkolwiek rośli będzie trudne, bo będzie coraz ciemniej i ciemniej. Może to dlatego nie odchodził? Łażenie w nocy po lesie może nie skończyć się dobrze, szczególnie, że teraz został nastraszony potworami. Ani iść, ani zostać, bo co mieliby robić razem? Znając życie, a raczej nie znając za grosz Samuela, czuł, że ten po prostu by obrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę nie przejmując się młodszym, choć czy na pewno?
-Czemu wtedy płakałeś?-wypalił nagle, przesuwając kciukiem po szyjce butelki, gładząc ją czule, bo dłonie nie wiedziały kompletnie co ze sobą zrobić i wyżywały się na obiekcie jaki trzymały.