W życiu było pewnych kilka rzeczy. Śmierć, podatki i to, że Stanley będzie chciał fajkę jeżeli ktoś mu to zaproponuję. Tak też było tym razem. Podszedł i kulturalne podebrał nikotynowego przyjaciela w ilości sztuk jednej. Gdyby miał to skwitować to najpewniej powiedziałby jedno - miód w gębie.
Uprzednio jednak zdążył co nie co podsłuchać. Jakieś runy, wybuchy i pościgi. Fakt, nie było nic o tym ostatnim, ale nie zmieniało to faktu, że ta koleżaneczka Aidana miała dosyć przeorane pod sufitem. Dosłownie i w przenośni. Tylko pojawiało się jedno pytanie - sama na to wpadła czy ktoś jej podsunął taki pomysł? Znając "bombowe" pomysły Parkinsona, stawał się po części pierwszym podejrzanym w zaistniałej sytuacji.
To nie był problem Stanleya. Nie jego lokal. Nie jego koleżanka. Za to jego raport. Kurwa mać. W ogólnym rozrachunku wychodziło więc, że to była i również jego sprawa. Pieprzony Aidan przeklinał go w myślach, wszak tylko tyle mógł zrobić w tej chwili. Później się rozliczą, gdzieś gdzie będą mogli się w spokoju powyzywać albo podenerwować.
Słysząc swoje imię, wyciągnał dłoń w kierunku rudowłosej dziewczyny, która okazała się nazywać Penny. Sam nie musiał tego robić, wszak zrobił już to jego szanowny kompan z brygady. Grunt, że te wszystkie miłe rzeczy mieli już za sobą i mogli przejść do działania. Przejść do sedna sprawy.
- Mhm... Okolica nie należy do tych najbardziej bezpiecznych... - skwitował, zaciągając się papierosem. Pozwolił też sobie na ekspertyzę w kwestii bezpieczeństwa, chociaż każdy kto miał z trzy szare komórki, wiedział o tym, co przed chwilą powiedział. Wsłuchiwał się dalej w to co mówił Parkinson i tylko posłał mu spojrzenie, kiedy tamten powiedział "skarbie". Gdyby byli sami albo przechadzali się po Ministerstwie, najpewniej skitowały to gwizdnięciem ale z faktu, że lubił swoje zęby, postanowił zamknąć mordę.
- No co Ci powiem. Ja tu widzę całkiem prostą zależność... - przejechał po swoim zaroście - Pan... nazwijmy go Włamywacz - wskazał wolną dłonią na odpoczywającego mężczyznę - Trochę źle trafił, czyż nie? A panna Penny akurat znajdowała się w swoim przybytku i szybko wyjaśniła mu, że próba wtargnięcia z włamaniem to całkiem zły pomysł. Wiesz, nie można kogoś skazać za próbę ochrony własnego życia i majątku - przykucnął przy ofierze rudowłosej, a następnie sprawdził mu puls, aby mieć pewność, że to co zaraz powie ma rację bytu - A po drugie oddycha. W Mungu się nim zajmą, postawią na nogi, a później ktoś mu postawi wyrok. On okaże skruchę, sędzia zastosuje wobec niego skrócony wyrok pod warunkiem, że zapłaci zadośćuczynienie właścicielce tego przybytku - wzruszył ramionami. Nie dodał jednego, małego faktu - wyjdzie i przyjdzie się zemścić. Tak w końcu działały te łajdaki z Nokturnu.
- Kiwka jest krótka. Mówisz nam, że wpadł i zaczął Ci grozić łapami, sugerując, że zaraz zakończy Twój żywot. Poczułaś się zagrożona, więc się zdenerwowałaś, a byłaś w trakcie czytania jakiejś fascynującej lektury o runach czy chuj wie czym. Trochę Cię poniosło i pół lokalu wyleciało z hukiem. Gość przeżył bo miał szczęście, a Ciebie w najgorszym wypadku wezwą na świadka. Proste - przekręcił oczami - Prawdę mówiąc to co powiesz po tym jak Ci groził to już obojętne. Sędzia usłyszy z zeznań najważniejszą informację. Czy to kłamstwo? Nie do końca. Miał przecież taki zamiar - wyjaśnił, wracając do zadowalania swojego raczka. No lada moment i kolejna sprawa zostanie rozwiązana, a na Nokturnie zacznie panować zasada - wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski Aidan i jego partner z brygady.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972