Staruszek robił postępy? Zachciało mu się budować więzi rodzinne czy chciał się już go pozbyć na stałe i miał mu właśnie wręczyć akty wydziedziczenia? Obydwie wersje były możliwe w jego przypadku. Z jednej strony próbował go gdzieś tam rozgryzać, próbować zrozumieć czy po prostu się dogadać. Mieli w końcu być jak ojciec i syn, a przynajmniej mogli spróbować.
Mulciber chyba za bardzo wziął do siebie te słowa o bezpieczeństwie. Co to był w ogóle za adres? Gdzie ta jego buda na Nokturnie? Od kiedy to mieli się spotkać gdzieś indziej, niż w jego magazynie kurzu. Cóż, działając w imię zasady - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, udał się pod wskazany adres bez większego marudzenia. Lepszy taki kontakt, niż żaden. Zanim jednak wyruszył w podróż, odesłał krótki list w którym poinformował o swoim przybyciu. Lepiej było nie zaskakiwać tego starego pryka bo jeszcze by go wziął za jakąś personę non gratę, a tego nie chciał.
Pojawiało się też jedno, zasadnicze pytanie. Powinien coś ze sobą zabrać? Jakąś flaszkę dla staruszka? Życzyć mu powodzenia na nowej drodze życia, ponieważ dorobił się jakiegoś mieszkanka, którym nie było mauzoleum świec i ton książek? Prawdziwy sukces jak na kogoś z jego podejściem do życia.
Borgin postawił na sprawdzony prezent - flaszkę rudawego trunku. Każdy go lubił. Każdy go respektował. Mało ambitny podarek ale lepszy taki, niż żaden.
Z uśmiechem na ustach i papierosem w ustach, znalazł się pod drzwiami. No, no... pokiwał głową z uznaniem, odprawił filtr od peta z kwitkiem i poprawił się odrobinę. Zapukał do drzwi i kiedy usłyszał pozwolenie na wejście to po prostu to zrobił - wszedł do środka. Ubrany był w standardowy dla siebie sposób - koszula, spodnie w kant, płaszcz, a do tego jakieś pantofle.
Stanley wiedział, że jakieś wielkie formy witania się czy czegokolwiek, nie obowiązywały u jego ojca. Wystarczyło się pojawić i od razu przejść do sedna, więc to też postanowił zrobić - Co tam, stęskniłeś się? - zapytał, chociaż nie wierzył w tę wersję wydarzeń. Zdawał sobie też sprawę, że testuje zachowanie Roberta i oczekiwał jednego - tego wzroku, który pytał na serio?
Zaraz jednak zdał sobie sprawę, że nie są tutaj sami i jest ktoś jeszcze. Ktoś tak dobrze mu znany. Ktoś kogo miał przecież za swojego brata, ponieważ wychowywali się razem. Nic więc dziwnego, że na twarzy starszego Borgina zagościło zdziwienie, a buzia mu się nieznacznie otworzyła - Tosiek, kurwa? - zamrugał kilkukrotnie, chcąc upewnić się, że dobrze widzi. Stanley był obciążony genetycznie ale ani Robert, ani Anne nie mieli wady wzroku, więc liczył, że on też nie jest zagrożony - Co Ty tu robisz? - zapytał, odstawiając butelkę gdzieś na jakiejś szafce czy innym stoliku. Posłał też Robertowi spojrzenie, jakby chciał się zapytać w co Ty kurwa grasz?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972