Walczyła dzielnie, ile tylko miała sił w płucach i w kończynach, tyle, że to nie przynosiło to żadnych efektów. Nie udało jej się wydostać na powierzchnię. Czuła, że jeszcze chwila, moment, a opadnie na dno. Co za ironia, zginąć w jeziorze, nad którym wszystko się zaczęło.
Zamknęła oczy, zrezygnowała, dała się ponieść, a raczej pochłonąć tej ciemnej toni jeziora. Brakowało jej powietrza, jej ciało, bezwiednie zaczęło opadać na dno.
Po chwili jednak do niej dotarło, że nie mogła pozwolić sobie na taką śmierć, miała dla kogo żyć, resztką sił próbowała wyrwać się śmierci z objęć. Była zbyt młoda, aby ta nicość ją pochłonęła.
Musiała się uspokoić, skoordynowała swoje ruchy i uniosła głowę nad powierzchnię, łapczywie złapała powietrze, a później ponownie znalazła się pod wodą, jej płuca domagały się więcej tlenu, jednak ten krótki oddech kupił jej trochę czasu. Może to jednak nie miał być jej koniec?
Uratował ją niedźwiedź. Bestia podpłynęła do niej znienacka i zaczęła przesuwać jej ciało w stronę brzegu. Jeszcze chwilę temu myślała, że jest zdana na siebie, do tego była przyzwyczajona, nie oczekiwała pomocy, nigdy. Jak widać zupełnie bez sensu, bo sama by sobie nie poradziła. Nie tym razem.
Udało im się dotrzeć na mieliznę, mogła odetchnąć, tylko, że wcale nie było to takie proste. Dosyć mocno zachłysnęła się wodą, miała problem z tym, żeby złapać dech w piersiach. Musiała pozbyć się tej wody, miała wrażenie, że jest wszędzie, że wypełnia jej ciało.