11.03.2024, 23:56 ✶
Kiedy już dobili brzegu i zrzucił futro, przez moment łudził się, że wszystko będzie już w porządku.
– Onieonieonieonie... – drżącymi dłońmi próbował jej pomóc usiąść, ale kaszel miała straszliwy. Suknia pewnie wciąż była bardzo ciężka, nasączona wodą, organizm próbował walczyć, ale wciąż brakło jej tchu.
To było wszystko jego winą, to PRZED TYM WŁAŚNIE chciał ją uratować. Był chodzącym nieszczęściem, ciągnącym – w tym przypadku dosłownie – to co kochał na dno. Był przerażony, nigdy nie był w takiej sytuacji. To znaczy... zdarzało się, że sam się czasem podtopił a wtedy...Panika ustąpiła potrzeba działania, potrzeba pomocy, potrzeba ratunku. Nie wiedział nawet, że słodka jeziorna woda, mieszała się z jego łzami
Nie czas było na rozdrapywanie myśli, na które pewnie przyjdzie jeszcze czas tego wieczoru. Zamiast tego poderwał się i chwycił ją w pasie, podciągając do góry, tak aby była w klęku podpartym. Mocny nacisk na brzuch wypchnął część wody, ale tlen, cały czas potrzebowała tlenu... Działąjąc instynktownie, nie myśląc wcale o tym co wypada, a co zdecydowanie nie powinno mieć między nimi miejsca, sięgnął do zamka sukni i gwałtownie pociągnął go w dół, uwalniając tułów od ciasnego gorsetu, blokującego swobodę.
– Nora błagam Cię, dasz rade, kto jak nie ty, nie umieraj już, wykaszl wodę i oddychaj proszę... – szeptał cicho zaklinał w słowach podtrzymując ją tej pozycji mocnymi uderzeniami w plecy wystukując z niej resztę jeziora.
– Onieonieonieonie... – drżącymi dłońmi próbował jej pomóc usiąść, ale kaszel miała straszliwy. Suknia pewnie wciąż była bardzo ciężka, nasączona wodą, organizm próbował walczyć, ale wciąż brakło jej tchu.
To było wszystko jego winą, to PRZED TYM WŁAŚNIE chciał ją uratować. Był chodzącym nieszczęściem, ciągnącym – w tym przypadku dosłownie – to co kochał na dno. Był przerażony, nigdy nie był w takiej sytuacji. To znaczy... zdarzało się, że sam się czasem podtopił a wtedy...Panika ustąpiła potrzeba działania, potrzeba pomocy, potrzeba ratunku. Nie wiedział nawet, że słodka jeziorna woda, mieszała się z jego łzami
Nie czas było na rozdrapywanie myśli, na które pewnie przyjdzie jeszcze czas tego wieczoru. Zamiast tego poderwał się i chwycił ją w pasie, podciągając do góry, tak aby była w klęku podpartym. Mocny nacisk na brzuch wypchnął część wody, ale tlen, cały czas potrzebowała tlenu... Działąjąc instynktownie, nie myśląc wcale o tym co wypada, a co zdecydowanie nie powinno mieć między nimi miejsca, sięgnął do zamka sukni i gwałtownie pociągnął go w dół, uwalniając tułów od ciasnego gorsetu, blokującego swobodę.
– Nora błagam Cię, dasz rade, kto jak nie ty, nie umieraj już, wykaszl wodę i oddychaj proszę... – szeptał cicho zaklinał w słowach podtrzymując ją tej pozycji mocnymi uderzeniami w plecy wystukując z niej resztę jeziora.