Nie umarła. Było to w tym momencie całkiem pocieszające, zważając na to, że ledwie chwilę temu myślała, że pochłonie ją toń jeziora, a jej ciało zalegnie na jego dnie.
Niedźwiedzie łapy zamieniły się w człowiecze, znała już tę sztuczkę, nie na tym jednak skupiła się w tej chwili. Musiała oddychać, niby taka prozaiczna rzecz, o której na co dzień zupełnie się nie myśli, a teraz okazywała się być bardzo trudna.
W przeciwieństwie do Sama, który obwiniał się o całą sytuację (właściwie to całkiem słusznie) Nora aktualnie nie sądziła, że ma on z tym coś wspólnego. Pomost wyglądał na stary, powinna to przewidzieć, zdecydowanie złym pomysłem było włażenie na niego. Nie był to jednak czas na przemyślenia.
Poczuła dłonie, które zacisnęły się na jej pasie. Ułatwiło to pozbycie się wody, która znajdowała się w jej płucach, wypluła z siebie jej całkiem sporą ilość. To nie pomogło, nie wystarczająco. Ratunkiem okazało się być uwolnienie jej ciała od ciasnego gorsetu. Może nie była to idealna sytuacja, zważając na to, co ich kiedyś łączyło, jednak najważniejsze, że skuteczna. - Próbuję. - Udało jej się nawet wykrzesać z siebie słowo, co było w tej chwili sporym sukcesem.
[a]Odetchnęła głęboko, zachłysnęła się powietrzem, poczuła, że jest lepiej, że rytm jej serca powoli zaczyna się uspokajać. Panika powoli ustępowała, chociaż jej ciało wydawało się mówić coś zupełnie innego. Zaczęła się trząść, nie wiedzieć, czy z zimna, czy ze stresu, który powoli zaczął z niej schodzić. Kilka łez pojawiło się na jej policzkach, powstrzymywała się przed tym, żeby nie wybuchnąć, bo było tak blisko, tak blisko, żeby jej nie było.